DZIKIE ŻYCIE 25.06.2026

Kto nie obroni przyrody odda władzę. Jak populizm rozmontowuje ochronę środowiska i dlaczego Koalicja na to pozwala [OPINIA]

Katarzyna Wiekiera
Katarzyna-Wiekiera
Rzeka Biebrza, Podlasie
Rzeka Biebrza, Podlasie Fot. Monika Gruszewicz | Getty Images

Połowa Polaków źle ocenia pracę rządu Donalda Tuska. To wynik, który powinien spędzać sen z powiek każdemu, kto w 2023 roku uwierzył, że Koalicja 15 Października otworzyła nowy rozdział w polskiej polityce. Frekwencja 74%, miliony ludzi wracających do urn po latach absencji, bezprecedensowa mobilizacja młodych i kobiet. Dwa i pół roku później połowa kraju wystawia temu projektowi ocenę niedostateczną. 

Polacy mogą czuć się oszukani między innymi z powodu braku wystarczających zmian w obszarze ochrony przyrody. Nowe badanie Opinia24, przeprowadzone na zlecenie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot na reprezentatywnej próbie tysiąca Polaków, rzuca światło na fatalne wyniki rządu. 61% respondentów oczekuje od koalicji rządzącej większego zaangażowania w ochronę przyrody. 59% uważa, że ochrona środowiska powinna być priorytetem nawet wtedy, gdy wchodzi w konflikt z rozwojem gospodarczym. 78% popiera zakaz wycinki w sezonie lęgowym ptaków. 66% chce wyłączenia z wycinki 20% najcenniejszych przyrodniczo lasów. 

Poparcie dla ochrony przyrody przekraczające 60% to więcej niż poparcie dla jakiejkolwiek partii politycznej. Ten wynik pokazuje, że przyroda łączy Polaków. Jest tym ważniejszy, że pada wśród narastającego antyprzyrodniczego populizmu: straszenia Polaków zwierzętami, rezerwatami czy ekologami oraz mimo braku reakcji na ten populizm ze strony polityków obozu rządzącego, a czasem przy ich wsparciu. 

Kto buduję narrację strachu wobec przyrody

Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL i wicepremier w rządzie Tuska, nazywa organizacje ekologiczne "ekoterrorystami". Twierdzi, że ochrona przyrody nie może "paraliżować polskiego rolnictwa i leśnictwa". Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera apeluje o "ratowanie Europy” przed ekologami. PiS, Konfederacja i PSL głosują razem w Sejmie i Parlamencie Europejskim przeciwko kolejnym instrumentom ochrony środowiska.

Histeria polityków prawicy i demonizowanie niedżwiedzi odstrasza turystów od Bieszczad. Postulaty tworzenia rezerwatów i innych form ochrony przyrody spotykają się z politycznymi próbami straszenia mieszkańców zakazami i brakiem reakcji rządu, który mógłby pokazywać choćby korzyści z subwencji ekologicznej, które otrzymują od 2025 r. gminy, na terenie których znajdują się parki narodowe, rezerwaty czy obszary Natura 2000. 

Przy braku reakcji strony demokratycznej, partie takie jak PSL, PiS i Konfederacja realizują spójną, konsekwentnie wdrażaną strategię wyborczą przed 2027 rokiem. Jej celem jest zbudowanie jednego fałszywego konfliktu: zwykli ludzie kontra przyroda, dzikie zwierzęta, ekolodzy, Unia. Kosiniak-Kamysz mówi dziś językiem nieodróżnialnym od Czarnka i robi to z wnętrza rządu, który miał być czymś innym.

Efekt tej strategii widać też w rosnących nastrojach antyunijnych – aż 22% Polaków chce wyjścia z Unii według sondażu Pollster ze stycznia 2026 r. Efektem straszenia polityką klimatyczną i nie wydawania środków z ETS na transformację jest wzrost antyunijnych postaw. Przy okazji obrywa przyroda. Triumfuje populizm, który przez lata nie napotykał żadnej poważnej odpowiedzi.

Mimo tej antyprzyrodniczej i antyklimatycznej krucjaty, Polacy nadal kochają lasy. Poparcie dla ochrony przyrody i działań adaptacyjnych: retencji wody, odbudowy rzek, przeciwdziałania suszy jest w Polsce szerokie i głęboko zakorzenione. Szersze, niż widać w debacie publicznej zdominowanej przez tych, którzy mają interes w tym, żeby przyroda była straszakiem, nie dobrem wspólnym. 

Gdzie jest Koalicja?

Koalicja 15 Października albo milczy, albo gra na tym samym boisku. Lex Romowicz, czyli propozycja przyznania gminom prawa weta wobec tworzenia rezerwatów przyrody jest pierwszym legislacyjnym produktem antyprzyrodniczego frontu wewnątrz samej koalicji rządzącej. To ustawa skrojona pod narrację "lokalna społeczność kontra ekolodzy z miasta", która wpisuje się precyzyjnie w strategię PSL. Koalicjanci nie zmobilizowali własnych posłów, żeby jej się przeciwstawić. Nie wyszli z własną narracją. Nie przypomnieli wyborcom, po co w 2023 roku szli do urn.

Efekt jest podwójnie niszczący. Po pierwsze, wyborcy pro-przyrodniczy nie mają dziś partii, która aktywnie ich reprezentuje. Ich głosy z 2023 roku zostały zmarnowane. Po drugie, PSL bezkosztowo buduje kapitał polityczny na niszczeniu elektoratu własnego koalicjanta. Robi to wewnątrz rządu, którego jedna z partii ma w nazwie słowo "obywatelska".

Przyroda i Demokracja racją stanu

Tymczasem Polacy są dumni z polskich lasów, rzek i krajobrazów nawet bardziej niż z polskiej historii, co pokazują ostatnie badania More in Common. Aż 90% Polek i Polaków odczuwa dumę z polskiej przyrody, a 42% przyznaje, że wywołuje ona w nich „bardzo dużą dumę”. Za nią plasują się m.in. osiągnięcia polskiej nauki oraz historia kraju.  

Polacy traktują przyrodę jako dobro wspólne, które państwo ma obowiązek chronić. I rozumieją,  bo widzą to na własnym podwórku, że bez sprawnie działających ekosystemów nie ma bezpieczeństwa. Bez retencji wody nie ma stabilnych cen żywności. Bez lasów nie ma naturalnej ochrony przed powodzią i suszą. W 2023 roku miliony ludzi zagłosowały za zmianą, także w tym obszarze. Dziś czują, że ta zmiana nie nadchodzi.

Politycy, którzy wciąż myślą o ochronie przyrody jako temacie niszowym, mylą się podwójnie. Po pierwsze co do skali, 61% to nie nisza. Po drugie co do treści, Polacy mówią o własnym bezpieczeństwie. O wodzie w kranie, której dziś w upalne dni brakuje w wielu miastach Polski, o rosnących z powodu suszy cenach żywności i braku czystego powietrza dla dzieci.

Niemcy mierzą się dziś z suszą w dorzeczu Renu. Francja z megapożarami lasów. Holandia z kryzysem azotowym, który zatrzymał połowę inwestycji budowlanych. Za tymi kryzysami stoją dziesięciolecia błędnych decyzji: regulowanie rzek, wylesienie, przemysłowe rolnictwo niszczące naturalne bufory. Polska ma jeszcze czas, żeby nie powtórzyć tych błędów. Ale to okno zamyka się szybciej, niż jakakolwiek kadencja parlamentarna.

Albo Koalicja postawi tamę populizmowi, albo przegra 

Najbardziej niebezpieczny scenariusz przed 2027 rokiem to nie zwycięstwo PiS-u. To zostanie w domu przez tych, którzy w 2023 roku wyszli głosować po raz pierwszy lub wrócili po latach absencji. Tych, których zmobilizowały NGO, kampanie frekwencyjne i wiara, że zmiana jest możliwa. Ich szacunkowa przewaga, według Fundacji Batorego licząca 7 punktów procentowych, zdecydowała o wyniku wyborów. Dziś są rozczarowani.

Populizm antyprzyrodniczy, który PSL, PiS i Konfederacja budują wspólnie, wygrał już w innych krajach Unii. Dał władzę rządom, które demontują ochronę środowiska, wycofują się z regulacji klimatycznych i przedstawiają każdy kompromis ze światem przyrody jako zamach na interesy zwykłych ludzi. Polska nie jest na tę chorobę odporna.

Koalicja 15 Października ma jeszcze rok żeby pokazać, że wie, czym jest racja stanu  i że rozumie, co powiedziało jej 61% Polaków, którzy chcą więcej działań na rzecz przyrody. Kto nie obroni przyrody, odda władzę. Ale najpierw odda bezpieczeństwo wszystkich Polaków, którzy za niszczoną przyrodę płacą rachunkami i zagrożeniem ze strony ekstremalnych zjawisk pogodowych.