Dlaczego pellet drożeje? Energetyka spala go ponad trzy razy więcej, a państwo chce wydać miliardy na nowe ciepłownie biomasowe
W ostatnim sezonie grzewczym pellet podrożał nawet o kilkadziesiąt procent, a zimą w wielu miejscach trudno było go kupić. Latem problem nie zniknął. W tym samym czasie rośnie zapotrzebowanie energetyki na biomasę – a więc na ten sam ograniczony zasób, z którego korzystają gospodarstwa domowe. Państwo chce jednak pójść jeszcze dalej: w ramach Funduszu Transformacji Ciepłownictwa zamierza przeznaczyć 3 mld zł na inwestycje, wśród których mogą znaleźć się również nowe instalacje spalające biomasę. To oznacza ryzyko dalszego wzrostu popytu na surowiec, a w konsekwencji także presji na jego ceny. Organizacje pozarządowe apelują, by zmienić zasady Funduszu, zanim zostanie uruchomiony.
Energetyka spala coraz więcej pelletu
W ciągu czterech lat, od 2021 do 2025 roku, energetyka zawodowa i ciepłownictwo systemowe zwiększyły zużycie pelletu i brykietu drzewnego z ok. 1,4 do 5 PJ – ponad trzy i pół raza. Energetyka dołożyła więc do rynku zapotrzebowanie porównywalne z około 44 tys. gospodarstw domowych ogrzewających się pelletem. Sam skok zużycia między 2024 a 2025 r. odpowiadał zapotrzebowaniu około 26 tys. dodatkowych gospodarstw ogrzewanych pelletem. To ważna zmiana, bo gospodarstwa domowe nie są już jedynymi dużymi odbiorcami tego paliwa. Energetyka konkuruje z nimi o ten sam surowiec.
Konkurencja nie dotyczy tylko gotowego pelletu. W Polsce pellet produkuje się przede wszystkim z produktów ubocznych przemysłu przerobu drewna, m.in. z trocin, wiórów i zrębek, które są również bezpośrednio spalane w instalacjach energetycznych. W latach 2021–2025 ich zużycie przez energetykę wzrosło z 21,48 do 28,16 PJ – o około 31 proc. To ilość energii odpowiadająca rocznemu zapotrzebowaniu około 81 tys. gospodarstw domowych. Energetyka nie musi spalać pelletu, żeby zwiększać presję na jego ceny. Wystarczy, że konkuruje o surowiec, z którego się go wytwarza.
Bezpośrednia konkurencja o pellet i pośrednia dotycząca surowca, z którego jest wytwarzany to ważne powody utrzymujących się wysokich cen paliwa.
Pellet nie tanieje po zimie
Właściciele domów ogrzewanych pelletem liczyli, że wraz z końcem zimy ceny opału spadną. Na razie nic z tego. W lipcu średnia cena tony pelletu A1 wyniosła 2018 zł – o 13 proc. więcej niż w czerwcu i około 20–30 proc. więcej niż rok wcześniej. Zimą sytuacja była jeszcze trudniejsza. W szczycie sezonu tona pelletu kosztowała 2000–2500 zł, a miejscami ponad 3000 zł. Wysokie ceny okazały się więc nie być tylko problemem sezonowym.
To nie pierwszy kryzys
Obecny wzrost cen nie jest pierwszym tak gwałtownym kryzysem na rynku pelletu. W styczniu 2021 r. tona pelletu kosztowała średnio 918 zł. Dwa lata później, w styczniu 2023 r., było to już 2777 zł – ponad trzy razy więcej. W kolejnych miesiącach ceny zaczęły spadać, ale dopiero w 2024 r. zbliżyły się do poziomu sprzed kryzysu.
Tamten kryzys był przede wszystkim związany z kryzysem energetycznym i rosyjską agresją na Ukrainę. Polska i inne kraje europejskie straciły część dostaw pelletu ze wschodu, m.in. w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję i Białoruś. Jednocześnie gwałtownie wzrósł popyt na paliwa opałowe. Podczas posiedzenia sejmowej komisji poświęconego obecnemu kryzysowi przedstawiciele branży przypominali, że w 2022 r. sam strach przed niedoborem pelletu dodatkowo napędził ceny.
Dwa kryzysy cenowe w ciągu kilku lat pokazują, że problem z pelletem nie jest jednorazowym incydentem. Rynek tego paliwa jest podatny na szoki, a jego podaż jest ograniczona.
Boom na pellet w „Czystym powietrzu”
Jednocześnie przez lata państwo wspierało wzrost popytu na pellet w gospodarstwach domowych. Od początku programu „Czyste Powietrze” w 2018 roku złożono ponad ćwierć miliona wniosków o dofinansowanie zakupu kotłów na pellet. Około 141 tys. inwestycji zostało już rozliczonych. Program był więc jednym z głównych czynników zwiększających liczbę gospodarstw domowych korzystających z tego paliwa. Dziś w Polsce jest już około 450 tys. kotłów na pellet, a gospodarstwa domowe zużywają na ich potrzeby około 2–2,5 mln ton pelletu rocznie.
Konkurencja między gospodarstwami a energetyką zawodową
Mamy więc z jednej strony setki tysięcy gospodarstw domowych korzystających z pelletu, a z drugiej – szybko rosnący popyt energetyki. Wypowiedzi przedstawicieli branży pelletowej sugerują, że ta konkurencja jest już widoczna na rynku. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Ciepłownictwa 11 marca 2026 r. prezes Polskiej Rady Pelletu, Adam Sarnaszek, mówił o konkretnym mechanizmie. Jak przyznał: Część producentów pelletu klasy A1, wobec bardzo słabego zainteresowania rynkowego w okresie poprzedzającym sezon grzewczy, zdecydowała się na dostawy do dużej energetyki zawodowej.
Oznacza to, że część krajowej produkcji pelletu, która wcześniej trafiała na rynek detaliczny, w tym okresie znalazła odbiorców w energetyce zawodowej. Nie oznacza to, że energetyka odpowiada za cały obecny wzrost cen ani że przekierowanie tych dostaw było jedyną przyczyną problemów z dostępnością pelletu. Pokazuje jednak, że gospodarstwa domowe nie są już jedynymi odbiorcami pelletu, a rosnący popyt energetyki może dodatkowo zwiększać presję na ceny.
Boom na biomasę w energetyce trwa od lat
Za ostatnimi kryzysami cenowymi stoi jednak znacznie dłuższa historia, która dotyczy rosnącego od dekad wykorzystywania biomasy przez energetykę. W 2004 r. energetyka zawodowa zużywała około 35 tys. m³ biomasy drzewnej. W 2024 r. było to już 4,6 mln m³ – ponad 131 razy więcej. Niedawny skok zużycia pelletu jest więc tylko częścią znacznie większego procesu: energetyka od dwóch dekad systematycznie zwiększa wykorzystanie biomasy drzewnej.
Ten kierunek widać nie tylko w statystykach, ale także w konkretnych inwestycjach. Dobrym przykładem jest Elektrownia Połaniec. Enea prowadzi tam projekt „zazieleniania” sześciu bloków węglowych tak, aby mogły pracować z udziałem biomasy na poziomie 40 proc. W lipcu 2026 r. Enea informowała o inwestycji wartej 307 mln zł, obejmującej budowę magazynu biomasy i infrastruktury logistycznej. Po jej zakończeniu instalacja ma być zdolna do obsługi ok. 2 mln ton paliw biomasowych rocznie. Dla porównania, całkowite roczne zużycie pelletu drzewnego w polskich gospodarstwach domowych szacuje się na nieco ponad 2 mln ton. Połaniec pokazuje więc, jak wygląda ten kierunek w praktyce: istniejące bloki są dostosowywane do większego wykorzystania biomasy, a wraz z tym skokowo wzrasta zapotrzebowanie na to paliwo.
Rząd wiedział, że biomasy może zabraknąć…
Rosnące wykorzystanie biomasy przez energetykę jest tym bardziej istotne, że rząd już wcześniej ostrzegał przed ograniczoną dostępnością tego surowca. W lipcu 2025 r., w ramach prac nad aktualizacją Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowało dokument „Analiza dostępności biomasy stałej – zrównoważony potencjał na cele energetyczne w Polsce”. Resort wskazał w niej, że zrównoważone zasoby biomasy są ograniczone, a znaczna ich część jest już zagospodarowana. Stwierdził również, że Polska nie dysponuje wystarczającym potencjałem zrównoważonej biomasy drzewnej, aby oprzeć transformację energetyki zawodowej i ciepłownictwa na biomasie jako na dominującym paliwie.
Analiza ostrzegała także przed konsekwencjami dalszego wzrostu zapotrzebowania. Według jej autorów zwiększenie wykorzystania biomasy drzewnej może prowadzić do niedoborów, konieczności zwiększenia importu oraz gwałtownego wzrostu cen. Dokument powstał w lipcu 2025 r., jeszcze przed sezonem grzewczym, w którym rynek pelletu zaczął mierzyć się z problemami z dostępnością i gwałtownym wzrostem cen.
…a mimo to postanowił opierać na niej transformację ciepłownictwa.
Kilka miesięcy później kierunek zapisany w KPEiK zaczął wyglądać inaczej. W sierpniu 2025 r. prace nad dokumentem przejęło Ministerstwo Energii, a 17 grudnia resort przedstawił zmienioną wersję planu. To właśnie w niej pojawiło się założenie dalszego, znaczącego wzrostu wykorzystania biomasy w ciepłownictwie. Zmieniona wersja KPEiK zakładała ponad dwukrotne zwiększenie produkcji ciepła z biomasy w elektrowniach, elektrociepłowniach i ciepłowniach do 2040 r. w porównaniu z 2020 r.
KPEiK został ostatecznie przyjęty przez Radę Ministrów 8 czerwca 2026 r., kiedy problemy z dostępnością i cenami pelletu w sezonie 2025/2026 były już dobrze widoczne. Tak powstał wyraźny rozdźwięk: analiza przygotowana na potrzeby KPEiK wskazywała na ryzyko dalszego zwiększania wykorzystania biomasy, a ostatecznie przyjęty plan zakłada dalszy, ponad dwukrotny wzrost produkcji ciepła z tego paliwa.
Trzy miliardy na ciepłownictwo. NGO: nie zwiększajmy popytu na biomasę
Po przyjęciu KPEiK kolejnym etapem jest wdrożenie jego założeń. W przypadku ciepłownictwa jednym z ważnych instrumentów ma być Fundusz Transformacji Ciepłownictwa. W lipcu 2026 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeprowadził konsultacje publiczne dotyczące projektu programu. Na jego realizację przewidziano 3 mld zł, które mają sfinansować m.in. budowę i przebudowę instalacji OZE produkujących ciepło oraz jednostek wysokosprawnej kogeneracji.
Projekt dopuszcza przy tym finansowanie instalacji wykorzystujących biomasę stałą. Wyłącza wprawdzie instalacje spalające biomasę leśną, ale pozostawia możliwość wsparcia instalacji wykorzystujących produkty uboczne przemysłu drzewnego, drewno poużytkowe oraz biomasę pochodzenia rolniczego, o ile spełniają pozostałe wymagania programu.
To oznacza, że 3 mld zł publicznego wsparcia mogą zostać wykorzystane także do budowy nowych źródeł ciepła zwiększających zapotrzebowanie na biomasę. W momencie, gdy krajowe zasoby są ograniczone, ceny pelletu pozostają wysokie także poza sezonem grzewczym, a energetyka zwiększa zapotrzebowanie na surowiec, taki mechanizm może dodatkowo podbijać popyt i ceny biomasy.
Właśnie przeciwko takiemu kierunkowi zaprotestowały organizacje pozarządowe. Projekt jest jeszcze na etapie, na którym jego zasady mogą zostać zmienione. Zgodnie z obecnym harmonogramem zarząd NFOŚiGW powinien do 31 sierpnia zatwierdzić program i rozpocząć jego realizację. Organizacje pozarządowe apelują, aby przed podjęciem tej decyzji zmienić zasady dotyczące biomasy. W apelu skierowanym do rządu i władz NFOŚiGW domagają się, aby z Funduszu wyłączyć wszystkie nowe instalacje spalające biomasę stałą, a nie tylko te wykorzystujące biomasę leśną.
Argument jest prosty: dalsze subsydiowanie spalania biomasy zwiększy konkurencję o ograniczone zasoby, może podbić ich ceny, zwiększyć zależność od importu i ograniczyć dostępność surowca dla innych gałęzi gospodarki. Zamiast tego proponują przeznaczyć środki na technologie, które nie będą wymagały coraz większych ilości biomasy – przede wszystkim elektryfikację systemów ciepłowniczych, wielkoskalowe pompy ciepła zasilane energią z krajowych OZE, magazyny ciepła oraz wykorzystanie ciepła odpadowego i innych lokalnie dostępnych źródeł energii.
Decyzja o kształcie Funduszu będzie więc decyzją nie tylko o tym, jak będzie wyglądała transformacja polskiego ciepłownictwa, ale także o tym, czy państwo będzie dalej zwiększać popyt na biomasę w sytuacji, gdy jej zasoby są ograniczone. Od tego, jakie źródła ciepła otrzymają publiczne wsparcie, zależeć będzie również presja na rynek biomasy – i to, czy kolejny kryzys cen pelletu znów nas zaskoczy.
Augustyn Mikos — ekspert Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. Autor i współautor raportów na temat ochrony lasów i wykorzystania drewna w energetyce. Koordynator Environmental Paper Network International, sieci organizacji pracujących nad odpowiedzialnością środowiskową i społeczną w sektorze papierniczym i biomasy. Od 2017 r. zaangażowany w obywatelskie inicjatywy na rzecz ochrony lasów np. "Obóz dla Puszczy", "Inicjatywa Dzikie Karpaty". Aktywny uczestnik debaty publicznej i eksperckiej dotyczącej polityk leśnych i klimatycznych, w tym wdrażania polityk unijnych.