Nie chcą uciekać, ale muszą. Młodzi z regionów węglowych mówią, co musi się zmienić
Rodzinne strony cenią sobie za spokój, bezpieczeństwo i bliskość rodziny. Mimo to wielu młodych z Konina i Bełchatowa planuje wyjazd, bo na miejscu brakuje m.in. pracy odpowiadającej ich kwalifikacjom i ambicjom, uczelni, a czasami po prostu bywa nudno. Najnowsze badanie pokazuje, że o powodzeniu transformacji regionów w kierunku postwęglowej przyszłości zdecydują nie tylko nowe megawaty z OZE i sumaryczna wartość inwestycji, lecz także to, czy młodzi dostaną realny powód, by zostać albo wrócić.
Konin i Bełchatów wyrosły dzięki węglowi brunatnemu. Kopalnie i elektrownie przez dekady dawały stabilne zatrudnienie, napędzały lokalne usługi i budowały tożsamość całych rodzin. Dziś oba regiony są na różnych etapach zmiany: w Wielkopolsce Wschodniej wygaszanie górnictwa już przyniosło społeczne skutki. Mimo pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, starań samorządów i innych instytucji, bilans zmian jest niejednoznaczny.
„Dziwnie by mi było tutaj nie mieszkać” – lubią swoje miasta, ale planują wyjazd
Cezary Kurzawiński z Konina, do niedawna drużynowy lokalnej drużyny harcerskiej, został w rodzinnym mieście, ale wie, dlaczego wielu jego rówieśników wybiera Poznań lub inny duży ośrodek.
Początkowo planowałem wyjechać gdzieś, gdzie łatwiej znaleźć pracę. Ale zostałem ze względów rodzinnych. Zresztą wyjazd z Konina nie był moim marzeniem. Moja rodzina jest związana z miastem od czasów przedwojennych.
– mówi Cezary Kurzawiński z Konina
Mieszane uczucia ma też inna uczestniczka najnowszego badania przygotowanego na zlecenie Polskiej Zielonej Sieci (PZS):
Z jednej strony uważam, że to lepiej, że nie ma tych kopalni (...). Ale z drugiej strony straszne jest to, że nikt nie przemyślał innych miejsc pracy. Dosłownie zostali ludzie zmuszani do tego, żeby porzucić trochę ten Konin
– mówi uczestniczka badania „Sprawiedliwa transformacja oczami młodych”.
W Koninie młodzi dostrzegają problemy związane ze zmierzchem górnictwa: niedobór alternatywnych miejsc pracy, emigrację oraz zanikanie górniczej tożsamości regionu.
W regionie bełchatowskim część badanych szansy upatruje w elektrowni jądrowej, o której mglistych planach słyszeli. Ale wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi nie jest poparcie dla żadnej konkretnej technologii. Chodzi o stabilne i dobrze płatne miejsca pracy, które pojawią się, zanim dotychczasowe znikną. Dominuje niepokój o przyszłość po zakończeniu wydobycia.
Nie wróżyłabym tutaj, że coś się mocno zmieni. Uważam, że jakaś inwestycja, jakaś firma, która by tutaj zbudowała to wielkie „coś” to by był świetny pomysł i na pewno dałoby życie temu regionowi. Jeżeli nic tu nie powstanie no to wydaje mi się, że nawet jeżeli będziemy próbować – to stopniowo wygaszanie tego miasta i tworzenie z niego takiego miejsca bardziej wiejskiego albo takiego wyłącznie klimatycznego miasteczka będzie postępowało
– mówi Maria z Bełchatowa, która już podjęła decyzję o wyjeździe.
Miasta się kurczą, choć młodzi wcale ich nie „nienawidzą”
Miłosz Zarzycki, współautor raportu „Sprawiedliwa transformacja oczami młodych. Przykład Wielkopolski Wschodniej i Bełchatowa”, który rozmawiał z dziesiątkami młodych osób z regionów odchodzących od węgla mówi o zgrzycie emocji, które odczuwał podczas tych rozmów.
Z jednej strony cieszyły mnie powszechna sympatia młodego pokolenia do rodzinnych stron, docenianie lokalnych walorów przyrody i miejscowego unikalnego klimatu oraz kultury. Z drugiej, martwiące jest to, że mimo tej postawy większość i tak planuje te strony opuścić
– mówi Miłosz Zarzycki, współautor badania.
Exodus mieszkańców jest widoczny w danych przytaczanych w raporcie. Konin miał w 1998 r. 83 426 mieszkańców, a według miejskiego urzędu na koniec 2025 r. zameldowane na pobyt stały lub czasowy były 64 244 osoby. Bełchatów odnotował spadek liczby mieszkańców z 59 305 w 2014 r. do 54 077 w 2021 r.; na koniec 2025 r. miejski USC wykazywał 51 431 mieszkańców.
Jest to pragmatyczna decyzja młodego człowieka mającego naturalną potrzebę rozwoju – nie dającą się zrealizować w regionie, z którego pochodzi. Młodzi widzą ten problem wyraźnie, a na małą skalę nawet sami starają się mu przeciwdziałać. Oni już decydują o tym, czy region przetrwa, czy wyludni się, dlatego ich głos powinien wybrzmiewać głośno i wyraźnie tam, gdzie tworzone są polityki mające ich zatrzymać
– kontynuuje Zarzycki.
To mechanizm dobrze znany w mniejszych ośrodkach: wyjazd na studia czy za pracą często okazuje się wyjazdem na stałe. Młodzi nie mówią jednak, że ich miasta są złymi miejscami do życia. Cenią ich relatywnie niewielką skalę, która ułatwia załatwianie codziennych spraw, bezpieczeństwo, czy spokojniejsze tempo życia.
Wolałabym żeby się aż tak bardzo sie Bełchatów nie zmieniał bo jak przyjadę to nie będę wiedziała co się dzieje
– mówi cytowana już Maria z Bełchatowa.
Brzmi to paradoksalnie w zestawieniu z jej wcześniejszą wypowiedzią, ale doskonale ujmuje dynamikę między pragnieniem zmiany, pożądaniem czegoś nowego a nostalgią, która chciałaby pozostawić (przynajmniej niektóre) rzeczy w tym samym miejscu, w którym je opuszczaliśmy.
Dwudziestotrzyletni Cezary Kurzawiński zwraca z kolei uwagę na przerwaną ścieżkę edukacyjną. Wprawdzie Konin przyciąga młodzież z okolicznych miejscowości do szkół średnich, ale potem nie daje jej porównywalnie szerokiej oferty studiów. Zdaniem Kurzawińskiego pomogłyby filie renomowanych uczelni z większych miast, kierunki techniczne odpowiadające przemysłowej historii regionu, ale również oferta dla osób rozwijających talenty artystyczne. Jak zauważa, w Koninie buduje się bloki na potęgę, ale samo budowanie mieszkań nie wystarczy, jeśli nie towarzyszą mu edukacja i praca.
Skończyłem technikum poligraficzne i już od jakiegoś czasu szukam w Koninie pracy. Najchętniej w zawodzie, ale nie wykluczam innych opcji. To dobre miejsce do życia, choć na pewno przydałoby się tutaj więcej opcji na spędzanie czasu wolnego
– mówi Kurzawiński.
Obok pracy czy edukacji to właśnie czas wolny i pytanie, co z nim zrobić, powraca w wypowiedziach młodych ludzi z regionów odchodzących od węgla. Kolejne tzw. galerie handlowe nie wystarczą. Rozmówcy pragną miejsc spotkań, wydarzeń kulturalnych, rekreacji i przestrzeni, w których można przebywać bez obowiązku robienia zakupów. Jak podsumowuje jedna z młodych bełchatowianek:
Powinno być więcej takich miejsc właśnie do siedzenia, do zajmowania czasu, a nie tylko wydawania pieniędzy
– mówi inna uczestniczka badania.
Sprawiedliwa transformacja, czyli jaka?
Samorządowcy, aktywiści, związkowcy i inni aktorzy procesu od lat starają się, by transformacja energetyczna była transformacją sprawiedliwą. Czyli taką, która w procesie odchodzenia od paliw kopalnych nie pozostawia pracowników i lokalnych społeczności samych z kosztami zmiany. Powinna łączyć ochronę klimatu z nową gospodarką, przekwalifikowaniem, czy dobrymi usługami publicznymi.
Warunkiem jest przejrzyste planowanie alternatyw gospodarczych oraz udział mieszkańców w decyzjach
– mówi Mateusz Kowalik, dyrektor Programu Sprawiedliwa Transformacja w Polskiej Zielonej Sieci.
Młodemu pokoleniu z okolic Bełchatowa i Konina przyszło podejmować decyzje na temat własnej przyszłości w epoce zmierzchu węgla brunatnego. Wśród młodzieży obu regionów dominuje warunkowa akceptacja odejścia od węgla. Wprawdzie respondenci wskazywali w wywiadach na wyczerpywanie się złóż i zniszczenie środowiska, lecz transformację oceniali przede wszystkim przez pryzmat skutków społecznych. Nawet najsilniej popierający odejście od węgla uczestnicy badania podkreślali konieczność sprawiedliwego przeprowadzenia zmian, z uwzględnieniem potrzeb pracowników oraz lokalnych społeczności. Widzą, że dotychczas podejmowane działania są niewystarczające.
Historia uczy, że nastroje wśród młodych są swego rodzaju sejsmografem, najskuteczniejszym narzędziem uprzedzającym o ewentualnych wstrząsach, detektorem tego, co może się wydarzyć już za kilka lat. Dlatego warto wsłuchać się w ich głos. Młodzieżowe rady i panele transformacyjne, warsztaty projektowania przyszłości regionu, konsultowanie inwestycji finansowanych ze środków europejskich oraz regularne spotkania z samorządami pomogłyby mu wybrzmieć.
Z kolei obowiązkiem władz centralnych jest zawalczenie o jak największe środki na sprawiedliwą transformację w przyszłym budżecie unijnym. To długi proces i jeszcze dużo zostało do zrobienia. Powodzenie transformacji energetycznej będzie zależało od tego, czy regiony węglowe staną się miejscami, w których kolejne pokolenie będzie chciało się uczyć, pracować, zakładać rodziny i angażować się w życie lokalnej społeczności.