Sztuczne rafy
Jedni uważają, że są one schronieniem dla ryb i atrakcją turystyczną, inni natomiast twierdzą, że grożą zagładą oceanów. Z jednej strony ryby lubią sztuczne rafy, bezpiecznie się w nich rozmnażają, z drugiej strony takie rafy mogą odciągać ryby i innych części oceanu, co jest oczywistym zniekształceniem środowiska naturalnego i zaburzeniem jego równowagi. Rafy (szczególnie te sztuczne) przyciągają turystów i stwarzają gratkę dla fotografów. Nie wiadomo jednak czy ryby potrafią odróżnić naturalne i sztuczne rafy. Rafy te mogą być zagrożeniem dla ryb, ze względu na spore ilości ludzi je odwiedzających, a także zakłócać podwodne życie, np. ulubionymi przez wiele nieświadomych ryb oświetleniami.
Sztuczne rafy podwodne są szczególnie popularne w Kalifornii i na Florydzie, czyli w bogatych stanach z setkami rafinerii i okrętów. W Kalifornii okręty są popularnym budulcem sztucznych raf podwodnych. Okrętów nie wystarczy po prostu zatopić, ani zostawić nie używanych słupów rafineryjnych bez opieki, lecz wszystko trzeba odpowiednio przemodelować. Sztuczne rafy niejednokrotnie kosztują miliony dolarów. Opłaca się to jednak ogromnym rafineriom i właścicielom wielkich okrętów, którzy traktują pieniądze wydane na przemodelowanie jako zadośćuczynienie za zniszczone przez siebie środowisko podwodne. Rafy są uznane za dobre miejsce rozmnażania mniej licznych gatunków ryb, a rafinerie – jak wiadomo – niszczą ich naturalne środowisko. Takie metody płacenia za zniszczone środowisko są popierane przez liczne grupy ekologów.
Natomiast krytycy sztucznych raf (wśród nich inne grupy ekologiczne i badacze oceanów) wskazują, że za słabo znamy oceany i prawa nimi rządzące, aby wiedzieć jak bardzo możemy zniszczyć podwodne życie tworzeniem sztucznych raf. Faktem jest, że na badania skutków oddziaływania sztucznych raf na oceaniczne ekosystemy potrzeba ogromnych kwot, których nikt nie chce wyłożyć. W Kalifornii rafy tworzy się nie tylko ze statków i słupów rafineryjnych, ale też np. z opon. Wprawdzie ostatnio nakazano wszystkim rafineriom w Kalifornii demontaż nieużywanych słupów, ale natychmiast pojawił się senator Dede Alpert (sponsorowany m.in. przez takie korporacje naftowe jak Shell, Texaco itp.), który zaproponował ustawę umożliwiającą rafineriom pozostawienie słupów pod wodą. Głosowanie w tej sprawie ma się odbyć już wkrótce. Odpowiednie kalifornijskie władze odrzuciły też ostatnio wniosek laboratorium nuklearnego (sic!) z Simi Valley o używanie ich odpadów przy budowie rafy.
Wiadome jest, że takie rafy przynoszą spore zyski budżetowi stanowemu (na Florydzie i w Kalifornii), wiadomo też, że stwierdzono negatywne skutki ich funkcjonowania (ale nie wiadomo jak poważne one są i jak wielki może być ich przyszły wpływ, bo nie ma pieniędzy na badania). Najnowszą dużą rafę podwodną buduje się obecnie nieopodal San Diego, na wraku kanadyjskiego niszczyciela wojennego Yukon (o wadze 2890 ton). W Kalifornii jest tylko 36 oficjalnie zarejestrowanych sztucznych raf, choć faktycznie istnieje znacznie więcej (mówi się nawet o kilku tysiącach takich obiektów). Ponad półtora tysiąca z nich powstało na bazie statków zatopionych niecelowo – w wyniku awarii, wypadków itp. W okolicach samego Los Angeles funkcjonuje kilkadziesiąt oficjalnych i nieoficjalnych sztucznych raf.
Z Kalifornii
Przemysław Sobański
Kwiecień 2001
(4/82 2001)
Nakład wyczerpany
Nowe rezerwaty – wspieram