Miesięcznik Dzikie Życie

2/80 2001 Luty 2001

Zagłady polskich gór ciąg dalszy

Juliusz Wysłouch

To, o czym teraz napiszę nie jest dow­cipem pijanego klauna, lecz wcielanym w życie projektem. Autorem projektu są władze gminy Piwniczna z burmi­strzem Piwnicznej Marianem Czopem na czele. Ludzie ci wymyślili ni mniej ni więcej, tylko... naziemną kolej tury­styczną z Piwnicznej do Krynicy.


Tra­sa kolei ma prowadzić przez górski grzbiet w okolicy Obidzy, bo innej dro­gi nie ma. Jakby nie projektować, to tra­sa (ponad 15 km) musi biec po terytorium Popradzkiego Parku Krajobrazowego (ok. 7 km przez Park). Tragicznym w tej paranoicznej historii jest fakt, że w pro­jektowaniu biorą udział prawnicy z Po­litechniki Krakowskiej. Radni gminy mogą mieć blade pojęcie o ochronie przyrody i krajobrazu, ale pracownicy politechniki, ludzie z wyższym wy­kształceniem powinni mieć nieco wy­ższe horyzonty niż sięgające płotu sąsiada. Normalni, wykształceni ludzie powinni odmówić, gdy ktoś zwraca się o zaprojektowanie takiej inwestycji po­środku gór, ale widocznie panom inży­nierom zabrakło wyobraźni. Nikt ich nie nauczył, jak wygląda budowa w trud­nym górskim terenie, co powoduje wie­logodzinny, każdego dnia przez wiele miesięcy, ruch spychaczy i wielkich wy­wrotek. Być może siedzący w zacisz­nych gabinetach i pracowniach projektanci nigdy w życiu nie byli na żadnej budo­wie i myślą, że budowa w terenie wy­gląda tak samo, jak na papierze lub monitorze komputera.

To jakaś kosmiczna paranoja, głu­pota sięgająca absurdu. Co jeszcze wymyślą samorządowcy, inwesto­rzy i nawiedzeni projektanci?! Na razie wymyślili ekologiczny napęd dla kolejki - gazowy. Żaden napęd nie będzie ekolo­giczny, bo kolejka nie jest ekologiczna. Proszę zauważyć, że dziś wystarczy do­dać do największej nawet bzdury wyraz „ekologiczny” i wszystko można uspra­wiedliwić. Burmistrz Czop planuje wzdłuż trasy kolei „wytyczyć szlak rowerowy”. A po co wytyczać szlak rowerowy, skoro na grzbiet Pasma Radziejowej wiodą wy­godne ścieżki i drogi stokowe, podobne zaś sprowadzają turystę na drugą stronę. Czy wszystko w naszych górach musi być sztuczne, asfaltowe, obudowane krawężni­kami i zaprojektowane przez wielce uczo­nych inżynierów, czy nie wystarczą turystom ścieżki i leśne drogi, czy wszę­dzie muszą pchać się maszyny, kolejki, czy na górskich grzbietach trzeba budować sta­cje, hotele, parkingi? Czy ci wykształceni ludzie z politechniki nie widzą, że biorą udział w zagładzie gór? Czy ośrodek nar­ciarski w Suchej Dolinie, gdzie „funkcjonuje szereg wyciągów” usprawiedliwia tak gigantyczną budowlę?

Uważam, że pomysłodawcami i pro­jektantami powinien zająć się dobry psychiatra, a zaraz po nim prokurator. Nikomu nie wolno umyślnie niszczyć przyrody własnego kraju, nie ma takie­go prawa w żadnej umowie! Ktoś wreszcie powinien przerwać pasmo samorządowych tzw. inicjatyw i przy­wołać miejscowych działaczy do po­rządku.

Aha. W pobliżu planowanej budowy są cztery (!) ścisłe rezerwaty przyrody, a ten od Jasielnika (822 m) na wschód ( w kierunku Piwnicznej) jest chronio­ny prawem w ramach PPK, którego głównym zadaniem jest „zachowanie w możliwie nie zmienionym stanie ca­łości kulturowo - przyrodniczych wa­lorów Sądecczyzny”.

Juliusz Wysłouch
Przedruk z informatora Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego