Miesięcznik Dzikie Życie

6/96 2002 Czerwiec 2002

Nie trzeba wycinać Puszczy

(rem)

Nakładem WWF – Światowego Funduszu Na Rzecz Przyrody, w ramach prowadzonego przez tę organizację projektu białowieskiego, ukazała się właśnie książka Bolesława Bielickiego „Zielona osłona Puszczy Białowieskiej”. Choć skromnej objętości, pozycja ta jest niezwykle ważna z punktu widzenia prowadzonej właśnie debaty o sposobie ochrony Puszczy. Udowadnia ona, że można powstrzymać eksploatację gospodarczą terenów puszczańskich nie włączonych dotychczas w obręb parku narodowego – bez zmniejszenia zatrudnienia w sektorze gospodarki leśnej. Wycinka starych, puszczańskich drzewostanów ma bowiem alternatywę.

Obrazek

Bolesław Bielicki opisuje w swej książce historię terenów leśnych położonych w powiecie hajnowskim, w bezpośrednim otoczeniu Puszczy Białowieskiej. Lasy te, przetrzebione w czasie zaborów, obu wojen i międzywojnia oraz w trakcie powojennej odbudowy kraju, zaczęto przywracać do życia na większą skalę pod koniec lat 50. Proces ten trwał ro roku 1980, a obszary leśne powiększono o zalesione grunty porolne. Przez cały ten okres zalesiono obszar ponad 20 tys. hektarów nieużytków rolnych. Dzisiaj lasy te są w dobrej kondycji, stanowiąc w gminach Dubicze Cerkiewne, Kleszczele, Czeremcha, Narewka i innych ogromny rezerwuar drewna znakomicie nadającego się do potrzeb gospodarczych.

jak podaje autor, zasobność tych drzewostanów wynosi 3152416 m3 drewna, a produkują one 170 tys. m3 drewna rocznie. Ta ostatnia liczba jest większa niż wynosi obecne pozyskanie drewna w Puszczy Białowieskiej. Oczywiście eksploatacja gospodarcza może dotyczyć tylko pewnej części tych zasobów (jak szacuje autor, ok. 55 tys. m3 drewna rocznie), jednak stanowią one znaczącą alternatywę wobec wycinki puszczańskich starodrzewi.

Argumenty przytoczone przez Bolesława Bielickiego jednoznacznie obalają demagogiczne argumenty lobby leśnego, które od lat straszy miejscową ludność wizją lawinowo rosnącego bezrobocia spowodowanego zaprzestaniem gospodarki drzewnej na terenie Puszczy Białowieskiej. Autor książki wskazuje, że użytkowanie gospodarcze tych lasów „pozwala ograniczyć wyręby w Puszczy Białowieskiej bez szkody dla gospodarki drzewnej powiatu”. Jednym słowem, włączenie całej Puszczy w obręb parku narodowego nie tylko nie spowoduje masowego bezrobocia i rozprzestrzenienia się ubóstwa, lecz pozwoli – zakładając przeniesienie ciężaru gospodarki leśnej do omawianych w książce lasów – utrzymać dotychczasowe miejsca pracy, przy jednoczesnej należytej ochronie największego przyrodniczego skarbu Polski. Miejscowa ludność nie tylko zachowa pracę w sektorze leśnym, ale i wzrosną jej szanse na czerpanie dochodów z turystyki stymulowanej powiększeniem Parku i rygorystyczną ochroną puszczańskich starodrzewi.

Jest oczywiście jeszcze, poza argumentami gospodarczymi, problem natury mentalnej. Otóż leśnikom chodzi nie tylko o posiadanie zasobów surowca do eksploatacji, ale i o kontrolę. Lasy Państwowe przez lata były swoistym państwem w państwie i tak dzieje się do dzisiaj. Dlatego też swojego władania na obszarze Puszczy nie włączonym w obręb parku narodowego będą broniły wbrew racjom ekonomicznym, społecznym i przyrodniczym, niczym dawny pan i władca bronił swoich włości. Obowiązkiem każdego obywatela Polski, świadomego przyrodniczego znaczenia Puszczy Białowieskiej jest jednak wysiłek na rzecz zmuszenia leśników do przekazania tych cennych obszarów we władanie administracji parkowej. Puszcza Białowieska nie jest prywatnym folwarkiem Lasów Państwowych.

Autorowi książki oraz jej wydawcy należą się słowa uznania za obalenie kolejnego mitu z gatunku „dlaczego nie możemy powiększyć parku i rygorystycznie chronić Puszczy”. Książka Bolesława Bielickiego jasno wykazuje, że jednak możemy, a problem leży tylko i wyłącznie w zmianie orientacji polityki państwa wobec przyrodniczego skarbu oraz jednej ze swych agend, jaką są Lasy Państwowe. Ekolodzy zaś mogą wreszcie odetchnąć z ulgą – mamy w ręku mocny argument do odparcia demagogicznych zarzutów, że chcemy pozbawić miejscową ludność pracy, a dzieciom białowieskich drwali zabrać drugie śniadanie i kieszonkowe.

(rem)