Miesięcznik Dzikie Życie

6/96 2002 Czerwiec 2002

Opowieść o bębenku

Zofia Tuma

Opowieści

Bębenek. taki sobie. Drewniany. Obciągnięty skórą. Widać jeszcze resztki sierści. Leży i milczy. Ale to tylko pozorna cisza.

Przeróżne dźwięki zbiegają się do niego, wchodzą i przepychają, by być jak najbliżej napiętej powierzchni. Czekają. Na dotyk palców, na ledwo wyczuwalne muśnięcie, na uderzenie. Każdy dźwięk czeka na swój jedyny dotyk. Wtedy, w ekstazie, w krótkim spazmie rozkoszy ulatuje.

Po chwili, przestrzeń uspokaja dźwięk – i dźwięki wracają. Znów tłoczą się i rozpychają.

Nie można grać za dużo. Dźwięki są wtedy zmęczone, brzmią bezbarwnie. Nie można też odłożyć bębenka na zbyt długo. Znudzone czekaniem dźwięki rozpełzają się i bębenek martwieje.

Delikatny dotyk palców przywróci go do życia. Przywołamy dźwięki – powrócą. Piękne, bujne, budzące barwy. Pulsujące – rozświetlona zieleń, karmin krwi. Życie.

***

A może ktoś z Was spyta, gdzie mieszkają te wszystkie dziwy, gdzie ten zaczarowany świat?

Otóż jest taka piękna dolina, a w tej dolinie stoi chata, która na belce stropowej ma wyciętą datę – 1902 – nie ma więc nawet 100 lat1, a może ma aż 98 lat? Jest ona bardzo stara, gdy patrzymy na nią z perspektywy nowego samochodu czy najnowszego komputera. Ma wtedy aż 98 lat. Ale gdy patrzymy z perspektywy gór, które ją otaczają, no cóż, to całkiem niewiele.

Chata przetrwała dwie wojny. Odpowiednio do wieku wiele wichur, zamieci, upałów i burz. Omijają ją pioruny – postawiona jest w dobrym miejscu.

Wchodzi się do niej po schodach, ułożony z kamieni. Są one gładkie. Przez wiele, bardzo wiele lat gładziła je woda w strumieniu. Dawno temu, ktoś z dużym wysiłkiem wydobył je z ziemnowodnej otchłani i wpisał w świat człowieka.

Podobne kamienie tworzą podwaliny domu. Na nich spoczywają grube belki, układając się w ściany. Tkwi w nich wspomnienie zielnej szaty, poddawania się wiatrowi i krążenia soków. Tkwiąc korzeniami w ziemi, czerpały energię ze słońca. Ściany zwieńczone są dachem tak stromym, że z największego śniegu wychodzi bez szwanku.

I tak chata trwa nadal. Dzięki ludziom, którzy przyjmując jej gościnę, leczą jej rany i utrzymują żar w piecu – serce chaty bije.

Zofia Tuma

1. Tekst pisany w roku 2000.