Miesięcznik Dzikie Życie

11/149 2006 Listopad 2006

Migawka – odkrywanie uważności

Ryszard Kulik

Dawno, dawno temu, gdy byliśmy jeszcze łowcami i zbieraczami i gdy mieszkaliśmy w lasach, nasza codzienna uważność była ostra jak brzytwa. Chodząc w terenie, słuchaliśmy każdego dźwięku, zwracaliśmy uwagę na złamane gałązki, odciśnięte ślady kopyt w błocie, zapach jelenia, który szybował w nasze nozdrza razem z ciepłym jesiennym wiatrem. Patrzyliśmy pod nogi, żeby odpowiednio stąpać bosymi stopami i byliśmy cicho, by nie spłoszyć zwierzyny. Od naszej czujności zależało to, czy zjemy posiłek i czy przeżyjemy atak tygrysa. Właśnie w taki sposób uważne są zwierzęta; zawsze na 100% tu i teraz.

A my dzisiaj, żyjąc w miastach, z dala od zielonych tajemnic, zalewani ogromną ilością bodźców z ulicznego gwaru, wystaw sklepowych, reklam i tłumu ludzi, bronimy się jak możemy przed tym sensorycznym gwałtem. Odcinamy się, izolujemy i znieczulamy byle tylko nie zwariować od natłoku. No i oczywiście gnamy dalej, wiedzeni własnymi celami, nie widząc zupełnie tego, co jest wokół. I gdy jakimś cudem trafimy do lasu, przeżywamy szok. Nuda wyziera z każdej strony. Gdzie te zwierzęta? Nic się nie dzieje. Idziemy więc zajęci własnymi myślami (tak naprawdę dalej jesteśmy w pracy albo gdzieś w mieście) lub rozmową z kimś innym. Nie patrzymy pod nogi. Nie słyszymy, nie czujemy. Wzruszamy obojętnie ramionami, trwając w przekonaniu, że naturalny świat wokół nas nie jest wart złamanego grosza. Na szczęście po powrocie do domu możemy włączyć telewizor i w końcu się rozerwać.

Nasza wrodzona uważność zupełnie została stępiona i stała się głęboko skrytym skarbem, o którym całkowicie zapomnieliśmy.

Wcale nie jestem lepszy od innych. Ja też wielokrotnie zamykam okna i drzwi, by jakoś przetrwać w tym świecie. Ale też ciągle uczę się, jak bardziej otworzyć się na zielone tajemnice, jak dotrzeć do tego zapomnianego skarbu organicznej uważności. Od kiedy noszę ze sobą aparat fotograficzny, jest to łatwiejsze. Ten niewielki przedmiot wielokrotnie intensyfikuje moją czujność. Ta fotograficzna uważność pozwala mi dostrzegać, patrzeć i widzieć więcej. Częściej zatrzymuję się i czekam cierpliwie, bo w lesie trzeba być cicho, żeby coś zobaczyć. Trudno jest tak trwać w bezruchu, czekając nie wiadomo na co. Trzeba dać sobie czas, trzeba znaleźć spokój w sobie, by nie gnać ciągle na oślep. I wtedy dopiero otwierają się bramy zielonego raju: zapachy, dźwięki, kształty, kolory. Ta prostota jest porażająca.

Migawka jest moim czujnym okiem. Zatrzymuje w czasie, jak w bursztynie jakiś maleńki cud. Czasami jest to faktura liścia, czasami nitka pajęczyny, skrzydło ważki czy oczy sarny. Czasami jest to miejsce, które nauczyło mnie czegoś ważnego. Zatrzymane w migawce, w tym ulotnym momencie przypomina mi jakąś ważną lekcję. W migawce odbijają się też moje uczucia: wycięty bukowy starzec, dzikie wysypisko śmieci czy rozorane zbocze góry, przygotowane pod stok narciarski – te obrazy krzyczą moim protestem, żalem, smutkiem i złością.

Migawka ma jednak swoje wymagania. Żeby zrobić zdjęcie, trzeba najpierw otworzyć się, coś dostrzec, a następnie zatrzymać i przez chwilę znieruchomieć. Spokój, bezruch, zatrzymanie – jak trudno osiągnąć taki stan we współczesnym świecie.

Te wszystkie mignięcia mojej uważności materializują się nie tylko w postaci zdjęcia. Noszę te obrazy i towarzyszące im emocje w sobie. Wypełniając mnie, pozwalają mi odkrywać siebie w pełniejszym wymiarze. Każdy z tych obrazów jest więc nie tylko wizytówką jakiegoś obiektu, ale też kawałkiem mnie samego.

Bo tak naprawdę przyglądając się przyrodzie – ciągle przyglądam się sobie.

Ryszard Kulik