Miesięcznik Dzikie Życie

7-8/241-242 2014 Lipiec i sierpień 2014

Zagrożony park narodowy. Rozmowa z Nikolą Pisarevem

Wywiad Karoliny Bielenin-Lenczowskiej

Park Narodowy Mavrovo jest jednym z trzech parków narodowych w Macedonii i największym z wszystkich. Dlaczego właśnie w tym miejscu zaplanowano budowę tam? Zwłaszcza że jedna zapora już tam jest.

Nikola Pisarev: Niestety w Macedonii rzadko do głosu dochodzi zdrowy rozsądek, a częściej kapitał i rzekome korzyści ekonomiczne. Zarówno już istniejące Jezioro Mavrowskie, jak i Lukovo Pole, o którym mówimy teraz, były planowane jako część systemu wodnego już w czasach Królestwa Jugosławii w latach 30. XX wieku. W ten sposób zamierzano doprowadzić prąd. Od tego czasu wiele się zmieniło, a Radika pozostała jedyną stosunkowo czystą rzeką. Można nawet powiedzieć, że w górnym biegu jest rzeką nieskażoną.

Na obszarze Lukovo Pole planuje się akumulację wody na dużej wysokości (ok. 1700–1800 m n.p.m.). Ma ona przejść przez trzy elektrownie wodne i wpłynąć do Wardaru. Obecnie częściowo ma to już miejsce, ponieważ w latach 50. XX wieku zbudowano sieć rurociągów Lukovo Pole – Mavrovo przez elektrownię Vrben do wsi Vrben, która korzysta z wody z górnego biegu rzeki Radiki, a dokładniej mówiąc woda zbiera się tam w małych zlewniach. Jednak przez większość roku występuje nadwyżka wody, która spływa w dół przez tak zwane martwe koryto Radiki do miejscowości Reč. Tam występują inne źródła oraz torfowiska, a Radika znów staje się płynącą rzeką. Miejscowi nazywają ją tu Strezimirką lub Ničpurską Reką.

„Stog” w Parku Narodowym Mavrovo, okolica planowanej elektrowni wodnej Boskov Most. Fot. Dime Melovski

Miejsce nazywane „Stog” w Parku Narodowym Mavrovo, okolica planowanej elektrowni wodnej Boskov Most. Fot. Dime Melovski

Uważam, że jeśli powstanie akumulacja Lukovo Pole, to źródła we wsi Reč (na wysokości 1200 m n.p.m.) zostaną zniszczone, a to oznacza koniec rzeki Radiki.

O etyce już nie mówię, w Macedonii etyka od dawna jest wielką niewiadomą… często mam wrażenie, że tu nie chodzi o prąd, lecz o wodę. Kiedyś Katarczycy i ktoś inny z krajów arabskich chcieli kupić ELEM (macedońską kompanię energetyczną). Wtedy zbiorniki Lukovo i Mavrovo byłyby ogromnym rezerwuarem bardzo czystej wody pitnej, pochodzącej z dużej wysokości nad poziomem morza, możliwej do transportu na dużą odległość. Może i o tym trzeba pomyśleć? Nie chcę rozsiewać paniki, ale nigdy nic nie wiadomo…

Jaka jest sytuacja prawna parków narodowych w Macedonii? Na oficjalnej stronie Parku napisano, że jest to „obszar chroniony” kategorii II, czyli park narodowy. Co to oznacza? Czy budowa zapór nie spowoduje odebrania temu terenowi statusu parku narodowego?

Parki narodowe są instytucjami publicznymi utworzonymi przez Parlament Macedonii, ale niestety strefy i poziomy ochrony bardzo łatwo można zmienić na podstawie decyzji zarządu parku, która jest weryfikowana przez Ministerstwo Środowiska. Biorąc pod uwagę fakt, że w Macedonii nie ma administracji profesjonalnej, lecz partyjna, to gdy w wysokich kręgach rządu coś zostanie zdecydowane, może to wejść do prawa państwowego w ciągu 24 godzin. Niemniej, nie sądzę, że ktoś obecnie chciałby odebrać Mavrovu status parku narodowego. Jednak… to może się stać ze względu na dewastację, nie tylko z powodu tam, ale także urbanizacji regionu mavrowskiego i zanieczyszczenia Radiki w regionie Reka. Niestety tutaj nikt nie myśli w dłuższej perspektywie, a jedynie z dnia na dzień.

Czym innym jest kwestia ekspertów międzynarodowych, którzy mogliby wprowadzić zniesienie statusu parku, ale tylko na arenie międzynarodowej. Mavrovo stałoby się „nieuznanym parkiem”. Ale jak wiesz, my mamy kraj, którego nazwę niektórzy uznają, inni nie. Zresztą Macedonia jest krajem, w którym niezbyt szanuje się opinię z zewnątrz, a nasi politycy i tak mieliby to gdzieś. Uznaliby to za „ingerencję w sprawy wewnętrzne i sabotaż zagranicznych najemników” (nasz rząd zawsze tak mówi, gdy coś krytykuje). Nie zapominajmy o tym, że macedoński rząd ma dobrze zorganizowaną machinę propagandową, którą w razie potrzeby uruchamia, aby siała postrach i forsowała jego przekonania.

Zdaniem mieszkańców gminy Mavrovo-Rostusze projekty „Lukovo Pole” i „Boškov Most” powstały około 2008 roku, a dopiero w 2014 r. informacja została podana do wiadomości publicznej. Dlaczego dopiero teraz organizuje się protesty, gdy do Parku wjechał już ciężki sprzęt?

Tak naprawdę to pomysł elektrowni Lukovo Pole i Mavrovo ma już 70–80 lat. Przed wojną, za czasów królestwa Jugosławii, został on opracowany w szczegółach, a zaraz po wojnie rozpoczęto budowę zapory Mavrovo i ujścia wody w okolicy Lukovo Pole. Projekt Boškov Most jest nowszy, ale o ile wiem, powstał już w latach 70.-80. ubiegłego wieku. Nie udało się wtedy tego zrealizować i od kilku lat, zapewne właśnie od ok. 2008 roku, dopiero zaczyna się o tym mówić. Póki jeszcze prace się nie rozpoczęły – sprzęt wjeżdża, ale nie rozpocznie się budowa – Macedonia nie otrzyma kredytu [zostały złożone wnioski do Banku Światowego i Europejskiego Banku Odbudowy Rozwoju – przyp. K.B.-L.]. A że miejscowi nie są o niczym informowani – niestety, tak jest w Macedonii.

Zwolennicy budowy zapór twierdzą, że alarm związany z zagrożeniem siedlisk rysia bałkańskiego i pstrąga jest bezpodstawny. Ponadto, ich zdaniem, w zachodniej Macedonii przybędzie miejsc pracy i zostanie rozbudowana infrastruktura drogowa, a region stanie się bardziej atrakcyjny turystycznie. Jak wiemy, region ten jest naznaczony bardzo wysokim bezrobociem, a wiele wsi jest niemal wyludnionych, gdyż ich mieszkańcy pracują za granicą, wracając tylko latem do rodzinnych miejscowości. Jak mógłbyś zinterpretować te argumenty?

Nie jestem biologiem, aby dokładnie wiedzieć, jak duży wpływ ma budowa zapór na rysia bałkańskiego, ale nie trzeba być specjalistą, żeby ocenić, co może się stać, gdy w jednym czasie na przestrzeni 30 km powstaną dwie tamy, a w prace będą zaangażowane setki ciężarówek i ciężkich maszyn. Nawet dla laika jest oczywiste, że wiele zwierząt ucieknie nie tylko od hałasu, ale i zginie pod kołami tych maszyn. Jestem wędkarzem i wiem, że w górnym biegu Radiki już teraz przejeżdża 7–8 ciężarówek z drewnem dziennie i mącą wodę przez następne 7–8 kilometrów. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby tymi drogami przejeżdżały setki ciężarówek… Nie wiem też, komu miałby być potrzebny asfalt do Lukovo Pole, które jest na granicy z Kosowem. Gdy powstanie tam jezioro, jedyne miejsce, gdzie obecnie można przejść przez granicę, znajdzie się na jego dnie. Po co nam więc infrastruktura drogowa do Lukovo Pole, skoro wszyscy idą w góry po to, żeby po nich wędrować. Ci, którzy chcą jeździć samochodami, niech jadą do Gevgelii, tam jest autostrada! Oczywiście droga w okolicy Jeziora Mavrowskiego nie jest już prawdziwą drogą i wymaga natychmiastowej naprawy, ale nie pozwólmy okłamywać obywateli – istniejące drogi do Lukovo Pole jeszcze bardziej się zniszczą, gdy zaczną po nich jeździć ciężarówki. A co do pstrąga, to nie ma co się okłamywać – w Radice go już teraz prawie nie ma. A przy obecnej infrastrukturze i planach nie ma co liczyć na odrodzenie populacji.

Do Mavrova przyjeżdża dużo turystów. Sam się do nich zaliczam. Większość turystów chce chodzić pieszo, jeździć na rowerze czy wędkować oraz podziwiać krajobraz parku jeżdżąc na nartach. Jeśli chcemy rozwijać turystykę w Mavrovie, zobaczmy najpierw, jak się ono urbanizuje. Mavrovo zamienia się w Skopje 2014 [radykalny, bardzo kontrowersyjny projekt przebudowy centrum stolicy – przyp. K.B.-L.], a wiadomo, że Skopje 2014 to Disneyland. Mój przyjaciel, profesor architektury w Skopje, gdy wyjaśniał naszemu wspólnemu znajomemu, jak dojechać do jego domku letniego, powiedział: „za najbrzydszym domem skręć w lewo”. Myślę, że to mówi wszystko.

Ośrodek narciarski w Mavrovie jest okropny, zniszczona infrastruktura w gminie Mavrovo-Rostusza, zaniedbana przestrzeń publiczna i nie do opisania nieodpowiedzialność gminy. Na drodze do zapory w Mavrovie jest ogromna niebezpieczna dziura w drodze (grozi zapadnięciem się całej drogi!) – jest tam od ponad roku i nikt z tym nic nie robi.

Jak wyglądają działania organizacji ekologicznych w Macedonii na rzecz uniemożliwienia realizacji projektów „Boškov Most” i „Lukovo Pole”?

Szczerze mówiąc, lepiej znam działania mieszkańców regionu Reka i Debaru niż ekologów. Obywatele się naprawdę organizują i każdy doskonale wie, co straci, gdy zbuduje się zapory. Z tego, co wiem, miejscowi są bardziej zaniepokojeni budową tamy Lukovo Pole niż Boškov Most, ponieważ są to dwie różne sprawy. Z Lukovo Pole woda z Radiki bezpowrotnie spływa do Wardaru zamiast do Drimu; natomiast Radika zamiast w basenie Morza Adriatyckiego spłynie do Morza Egejskiego, a konsekwencje tego mogą być katastrofalne…

Nikola Pisarev

Dobrze, że pomiędzy ekologami a lokalną ludnością jest współpraca. Dzięki temu jesteśmy lepiej zorganizowani i możemy podejmować bardziej przemyślane i wielokierunkowe działania. Myślę, że wiele się będzie działo latem, gdy przyjadą migranci zarobkowi, którzy są szczególnie zaniepokojeni przyszłością rzeki i regionu. Są jednak bezsilni w swoich naciskach na władzę, ponieważ nie pracują w Macedonii, lecz we Włoszech czy Niemczech. Myślę jednak, że to oni będą głównym motorem działań na rzecz ochrony rzeki Radiki.

Jak organizacje ekologiczne z innych krajów mogą się włączyć w protest?

Każda pomoc jest bardzo potrzebna. Potrzebne jest przede wszystkim upublicznianie i rozprzestrzenianie informacji o tym, co się tu dzieje i co może zostać bezpowrotnie utracone. Ponadto wszystkie dobre nowe pomysły są mile widziane.

Nikola Pisarev (ur. 1975) – z wykształcenia archeolog i historyk sztuki, w praktyce aktywista i dziennikarz. Od kilkunastu lat pracuje w organizacjach pozarządowych, zajmując się kulturowym i społecznym rozwojem obszarów wiejskich i małych społeczności lokalnych. Obecnie pracuje w Centrum Sztuki Współczesnej w Skopje, gdzie kieruje projektem „Prosto do wsi”.

Podpisz list protestacyjny do Premiera Macedonii Nikoli Gruevskiego:
rainforest-rescue.org/mailalert/947/macedonia-no-dams-in-mavrovo-national-park