Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/294-295 2018-2019 Gru 2018 / Stycz 2019

Czy epoka człowieka jest katastrofą w historii Ziemi? Wystąpienie prof. Ewy Bińczyk podczas spotkania Klubu Myśli Ekologicznej

Notowała: Barbara Ewa Wojtaszek

Na tak zadane tytułowe pytanie są dwie możliwe odpowiedzi:

  • Tak – jest już za późno dla nas i dla życia epoki holocenu. Nic nie grozi jednak życiu na Ziemi w ogóle – chodzi o życie, które my znamy, w ramach którego ukształtowało się rolnictwo i nasze systemy gospodarcze.
  • Nie – to nie jest katastrofa w historii Ziemi, ale nasza ostatnia szansa. Dlatego debata o antropocenie może być najważniejszą dyskusją w całej historii gatunku ludzkiego na Ziemi. Antropocen to jedna z nazw zaproponowanych dla epoki, w której homo sapiens jako gatunek stał się siłą kształtującą planetę. To jest znak naszych czasów, problem o wymiarze egzystencjalnym, politycznym, społecznym, ekonomicznym, wielowymiarowym; nigdy dotąd ludzkość nie stała przed takim wyzwaniem.

Granice planetarne w nauce o systemie Ziemi – dziewięć parametrów, po przekroczeniu których to stabilne życie, które znamy i te systemy planetarne, które funkcjonują w sprzężeniu zwrotnym i homeostazie, zostaną wytrącone z równowagi. W wyniku działalności człowieka granice te zostały poważnie naruszone i niepokojąco szybko zbliżamy się do momentu, w którym zmian nie da się zatrzymać.

Jakie będą prawdopodobne konsekwencje? Całkowite stopnienie lodów Arktyki; topnienie lądolodu Antarktydy; podnoszenie poziomu wód oceanów, zalewanie wysp i terenów przybrzeżnych; ocieplenie i zakwaszenie oceanów; drastyczna utrata bioróżnorodności; wzrost liczby i gwałtowności zjawisk pogodowych, takich jak tajfuny, huragany, susze, powodzie i inne; setki milionów uchodźców klimatycznych; militaryzmy, barbaryzmy, załamanie się obecnych systemów gospodarczych, społecznych, politycznych.

Osiem wymiarów debaty o antropocenie:

W swojej książce lokalizuję wybrane narracje – te, które uważam za najważniejsze – opieram się na literaturze geologów, stratygrafów, klimatologów, badaczy Earth System Science (nauki o systemie Ziemi), biologów, historyków środowiska, geografów społecznych, badaczy zrównoważonego rozwoju i aktywistów, ale też filozofów i socjologów. Ta debata jest niesłychanie interdyscyplinarna.

I. Wymiar eschatologiczny, chodzi mi o eschatologię świecką. XXI wiek to czas bez precedensu, wyjątkowa sytuacja; niektórzy piszą, że żyjemy u kresu czasu. Pytamy: jaki jest sens historii, jaki jest sens tego, do czego my – ludzie doprowadziliśmy? To pokolenie jest wyjątkowe, wszyscy o tym piszą; od decyzji, które zapadną w następnych dekadach zależy to, czy w ogóle jakiś porządek, znany nam ład społeczno-ekonomiczny będzie mieć jeszcze szansę przetrwania pod koniec tego stulecia.

Wielu autorów podkreśla, że jesteśmy w punkcie bez powrotu. Każda nasza decyzja urasta do rangi niesłychanej wagi i istotne jest to, co teraz robimy. Równocześnie brak decyzji lub jakość tych, które podejmujemy, sprawia, że paleta dostępnych nam opcji się zawęża, maleje, mamy coraz mniej wyborów.

II. Wymiar pedagogiczny – to nasza ostatnia szansa na klimatyczne korekty kapitalizmu. Papież Franciszek mówi o grzechu ekologicznym i potrzebie ekologicznego nawrócenia. William Nordhaus, który otrzymał w tym roku ekonomiczną nagrodę Nobla, mówi, że skala problemów wymaga solidarnego działania. Naomi Klein pisze, że zmiana klimatyczna to unikatowy katalizator zmian – dzięki niej może wreszcie ludzkość się obudzi.

III. Efekt retoryczny – szokująca konfrontacja skal czasowych geologii i historii. Efekt szoku został wywołany skonfrontowaniem skali czasowej geologii liczonej w milionach, setkach tysięcy lat z tym, co zaproponowali twórcy pojęcia „antropocen”, czyli umieszczeniem początku tej epoki w momencie, w którym rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, ok. 1750 r. Są to dekady lub stulecia skontrastowane z milionami lat, którymi operują stratygrafowie i geolodzy. Wpływ gatunku homo sapiens jest widoczny w pokładach stratygraficznych, czyli w pniach drzew, osadach morskich... W niektórych tekstach pobrzmiewają nutki dumy, arogancji dotyczącej ludzkiej sprawczości. Za kolejne setki tysięcy lat, gdy Ziemię odwiedzą kosmici, zobaczą opad promieniotwórczy, plastik, CO2… Chociaż nas już nie będzie, będzie wiadomo, że na Ziemi stał człowiek!

IV. Dramatyzm – utrata przyszłości. Jeżeli mówimy o niebezpieczeństwie wytrącenia holocenu ze stabilnego stanu równowagi i wejścia w zupełnie nowy reżim klimatyczny nieznanych aberracji pogodowych, jeżeli mówimy o nieodwracalnych stratach, utracie bioróżnorodności, to zaraz narzuca się temat utraty przyszłości. Coś złego dzieje się z przyszłością, która przecież jest dla nas bardzo ważna – filozoficznie, żeby mieć zobowiązanie moralne, potrzebujemy perspektywy przyszłości. Z debaty na temat antropocenu wynika, że ludzkość nie dba o przyszłość, „ma ją gdzieś”. Bezpowrotnie odbieramy przyszłość innym gatunkom i odbieramy przyszłość sobie. W 2017 r. naukowcy opublikowali „Drugie ostrzeżenie naukowców świata dla ludzkości”. Przestrzegają oni przed utratą ładu społecznego, który znamy. Jak mówi prof. Kevin Anderson: „Świat o 4 stopnie cieplejszy nie daje się pogodzić z wizją jakiejkolwiek zorganizowanej wspólnoty globalnej”. Czeka nas jakiś rodzaj militaryzmu, barbaryzmu i my, wiedząc o tym, w tę stronę brniemy.


Fot. © Tobias Arhelger, Adobe Stock

V. Hipersprawczość homo sapiens ma wymiar planetarny i kosmiczny. W roku 2016 opublikowano słynny raport dotyczący plastiku, w którym podkreślono, że jeżeli nic nie zmienimy, w roku 2050 w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb. Stajemy się siłą planetarną, modyfikujemy oceany, wymierają rafy koralowe. Około roku 2050 mogą zaginąć wszystkie gatunki ryb w oceanach. Pojawia się też wątek hipersprawczości człowieka na skalę kosmiczną. Badania przeprowadzone w 2016 r. mówią o tym, że roztopienie się pokrywy lodowej Grenlandii znacząco wpłynęło na zmianę nachylenia osi Ziemi. Porównuje się zmianę cyklów zlodowacenia wywołaną emisją gazów cieplarnianych do zmian wynikających z wahań orbity Ziemi. W tym wątku są dwa sprzeczne komunikaty: pierwszy mówi o końcu przyrody, pojawia się pojęcie postprzyrody, bo nie ma już przyrody, nie ma natury. Badania z 2011 r. pokazują masę kręgowców lądowych na Ziemi: 67% to masa kręgowców hodowanych przez człowieka, 30% masa ludzi, 3 % masa dzikich kręgowców. Nie ma dzikiej przyrody. Z drugiej strony, pojawia się teza, że czeka nas zemsta przyrody: destabilizacja klimatu oznacza utratę ludzkiej kontroli. Gaja może się na nas odegrać.

VI. Powaga dyskusji zaczerpnięta z prestiżu „science” – nauk ścisłych. W debacie na temat antropocenu nastąpiło zjednoczenie się badaczy w jednej dyskusji – wielowymiarowej i interdyscyplinarnej, która robi się głośna i sławna. W najbliższych dekadach czeka nas poważne zrekonfigurowanie ładu ekonomiczno-społecznego, w jakim żyjemy, nie uda się dłużej utrzymać „business as usual”. Na tym tle niektórzy autorzy mówią, że antropocen to zła nazwa. Bo tam się pojawia antropos – człowiek w ogóle, a przecież za zmiany klimatu odpowiadają w przeważającej części kraje rozwinięte. Proponowane są inne nazwy, np. anglocen – jeśli spojrzymy historycznie na to, kto jest odpowiedzialny za emisję gazów cieplarnianych, okazuje się, że są to bardzo często ludzie mówiący po angielsku. Może kapitalocen – wtedy wskażemy dokładnie na problem wzrostu konsumpcji, handlu na dalekie odległości, globalizacji ekonomicznej. W książce omawiam też inne nazwy, np.: mantropocen, nekrocen, plantacjocen.

VII. Oburzenie z powodu nieodwracalnych strat: pór roku, gatunków, raf koralowych, stabilności klimatu, Arktyki. Mówi się, że żyjemy w epoce tego, co nieodwracalne, codziennie tracimy jakieś szanse w sposób nienaprawialny. Charakterystyczne jest tu pojęcie punktu bez odwrotu; tipping point – punktu przełomowego; treshold – progu, załamania, irrevocable loss – niepowetowanej straty. Kiedy zanikną kultury wyspiarskie, gdy poziom morza się podniesie – tego już nigdy nie odzyskamy. Ta nieodwracalność przyciąga ludzi, jesteśmy oburzeni, chcemy o tym mówić, pojawia się w nas lęk egzystencjalny, że już nigdy nie będziemy mieć: pór roku, Arktyki, wymarłych gatunków; nasze dzieci nie będą miały śniegu – tych rzeczy, którymi sami się cieszyliśmy z rodzicami, dziadkami. To wywołuje uczucia osobistej straty, melancholii, nostalgii. Wszystko, co możemy w tej sytuacji uzyskać, to ewentualnie zarządzanie nieodwracalną stratą i nic więcej.

VIII. Narcyzm człowieka dotykający problemu utraty samych siebie. Debatę na temat antropocenu przenika też narcyzm. Coś się dzieje z pojęciem człowieka, człowieczeństwa, wolności, odpowiedzialności – kim jesteśmy, że dopuszczamy do katastrofy? Nie chcemy przyszłości? Jesteśmy bezradni i tkwimy w marazmie. Dlaczego na to pozwalamy?

Notowała: Barbara Ewa Wojtaszek z katowickiego Klubu Myśli Ekologicznej