Miesięcznik Dzikie Życie

5/287 2018 Maj 2018

Czy Polki i Polacy chcą chronić przyrodę?

Andrzej Jermaczek

W dniach 6-8 kwietnia br. w Łodzi odbyła się 26. wiosenna sesja naukowa Klubu Przyrodników. W tym roku jej temat brzmiał: „Społeczne uwarunkowania ochrony przyrody”.

Myśląc o ochronie przyrody skupiamy się zwykle na jej biologicznych podstawach – funkcjonowaniu populacji i ekosystemów, zależnościach między gatunkami, przyczynach wymierania jednych populacji i ekspansji innych. Wiemy jak odtworzyć murawę kserotermiczną, przywrócić warunki wodne na torfowisku, użytkować łąkę trzęślicową, czego trzeba ksylobiontom, poczwarówkom, łososiom i niedźwiedziom. Bardzo rzadko natomiast zastanawiamy się nad drugim, niemniej ważnym aspektem ochrony przyrody – jej uwarunkowaniami społecznymi.

Obrazek

Zwiedzamy „Polesie Konstantynowskie” – ogrodzony rezerwat, dawniej pod miastem, dziś w mieście. Fot. Andrzej Jermaczek

Tymczasem coraz częściej właśnie brak społecznej akceptacji dla działań ochronnych, wzrost konsumpcyjnych i roszczeniowych postaw, niska świadomość decydentów i zarządców terenu, a także ogółu społeczeństwa, decydują o porażkach i klęskach podejmowanych działań ochronnych. Ten właśnie aspekt ochrony przyrody zaniedbujemy, a od niego zależy, czy, w bliższej i dalszej przyszłości, skutecznie uda się chronić przyrodę.

W prawie 30 składających się na program sesji prezentacjach autorzy przedstawiali wyniki badań, ale także swoje praktyczne doświadczenia, refleksje i przemyślenia. Wysłuchało ich ponad 70 uczestników – naukowców, pracowników regionalnych dyrekcji ochrony środowiska, parków narodowych i krajobrazowych, aktywistów organizacji społecznych, studentów.

Nie sposób w krótkim artykule opisać całego spektrum omawianych i dyskutowanych problemów, a jako organizatorowi nie wypada mi oceniać, czy spotkanie było udane. Skupię się więc na tym, co zapamiętałem i kilku refleksjach, jakie nasunęły mi się jako uczestnikowi.

Z własnego, otwierającego sesję, wystąpienia „Co Polki i Polacy wiedzą o przyrodzie oraz co sądzą o jej ochronie?” najłatwiej przywołać konkrety. Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród reprezentatywnej próby 338 przedstawicieli społeczeństwa wskazują, że 11% naszych współobywateli nie było w żadnym parku narodowym, 30% nie słyszało o Naturze 2000, 50% jest przekonanych, że Natura 2000 to rodzaj rezerwatu, a 76,6% (!) nie potrafi wymienić nazwy jakiegokolwiek rezerwatu. Nie jest więc dobrze.

Jednocześnie w sferze deklaracji rodacy zaskakują pozytywnie, bo aż 73% uważa, że całą Puszczę Białowieską należy objąć ochroną w formie parku narodowego, a tylko 7% temu jest przeciwnych; 50% chciałoby, żeby parki narodowe i rezerwaty zajmowały ponad 5% powierzchni kraju; a 77% uważa, że powinno się tworzyć w Polsce obszary dzikie, na które ludzie nie będą mieli wstępu.

Z innych mniej lub bardziej zaskakujących wyników – aż 79% ankietowanych uważa, że w polityce państwa powinno się dążyć do wzrostu liczby ludności; zaledwie 16%, głównie o poglądach lewicowych, jest zdania przeciwnego; 57% jest zdania, że w parkach narodowych nie należy odstrzeliwać dzików, nawet jeśli roznoszą afrykański pomór świń; ale 51% byłaby za ograniczeniem liczebności do niedawna ptaków prawie „świętych” – bocianów, gdyby tylko roznosiły pomór drobiu.

Zupełnie nie wiemy jako naród, co sądzić o polityce w stosunku do rzek – zaledwie 4% poparłoby proponowany przez organizacje społeczne pomysł rozebrania zapory we Włocławku; 11% byłoby za rządowym projektem zbudowania na Wiśle 7 nowych zapór; natomiast 85% w ogóle nie wie, co o tym myśleć.

Dariusz Trocha, w wystąpieniu „Czy idea ekologiczna może być atrakcyjna dla nieekologów?” spojrzał na ochronę przyrody od strony psychologii. Mówił o konformizmie, uleganiu wpływom, posłuszeństwie autorytetom, emocjach i postawach. Zwrócił uwagę, że ochrona przyrody jako jedyna spośród najważniejszych współczesnych idei tak daleko i konsekwentnie wychodzi „poza człowieka” i interesy pojedynczego gatunku. Ekolodzy wzięli na siebie ciężar emancypacji (upodmiotowienia) świata przyrody, który sam nie jest w stanie upomnieć się o swoje prawa, stąd mają trudniejsze zadanie niż np. miały sufrażystki, walcząc o prawa kobiet. Powinniśmy być dobrymi psychologami, by nie marnować energii na działania, które nie są efektywne społecznie.

Obrazek

Na sali obrad. Fot. Dorota Horabik

Paweł Pawlaczyk mówił o znaczeniu słów w ochronie przyrody. O słowach wartościujących (szkodnik – gatunek kluczowy, posusz – martwe drewno, zdziczały – zrenaturyzowany), nic nie znaczących słowach-gąbkach (nadmiar, pojemność ekosystemu, właściwy), ulubionych w planowaniu ochrony przyrody, również niewiele wnoszących, słowach-wytrychach (dążenie do…, zaleca się…, ograniczenie do niezbędnego minimum…). Zakończył apelem – uważajmy na słowa!

Potem było o mitologizacji przyrody, badaniach nad konfliktami wokół obszarów chronionych, wpływie projektów ochrony przyrody na zmianę klimatu otoczenia społecznego w Biebrzańskim Parku Narodowym, doświadczeniach w realizacji projektów dotyczących ochrony torfowisk na gruntach prywatnych, społecznych uwarunkowaniach ochrony przyrody w dużym mieście, komisjach dialogu obywatelskiego, konfliktach wokół zieleni.

W drugim dniu obrad wysłuchaliśmy między innymi wystąpień o prywatnych ostojach jako uzupełnieniu państwowego systemu ochrony przyrody, roli organizacji pozarządowych w ochronie przyrody, Obozie dla Puszczy, uwarunkowaniach ochrony łosia, żubra i wilka, społecznym tle konfliktu o powołanie Turnickiego Parku Narodowego, mobilizacji nowych ruchów społeczno-politycznych i stosunku ich aktywistów do ochrony przyrody oraz mediach i edukacji w ochronie przyrody i budowaniu społecznej akceptacji dla niej.

W tym roku, chyba po raz pierwszy w historii sesji, na sali obrad nie było ani jednego pracownika Lasów Państwowych – ubolewał nad tym w swoim wystąpieniu redaktor i wydawca „Przeglądu Leśniczego” – Władysław Kusiak.

Obrady kontynuowano wieczorami, a nawet w nocy, podczas spotkań towarzyskich w malowniczych, także społecznie, klimatach ulicy Piotrkowskiej.

W trzecim dniu sesji odbyła się wycieczka. Pod przewodnictwem Hieronima Andrzejewskiego i Pauliny Grzelak obejrzeliśmy między innymi leżący w granicach Łodzi, ogrodzony wysokim płotem rezerwat Polesie Konstantynowskie, poddany silnej presji rekreacji rezerwat Las Łagiewnicki oraz zapoznaliśmy się z problemami ochrony graniczącego z aglomeracją Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.

Kto nie był, niech żałuje i zaplanuje przyjazd w przyszłym roku. Namiastką uczestnictwa w tej sesjach Klubu Przyrodników może być lektura kwartalnika „Przegląd Przyrodniczy” wydawanego przez Klub. Na początku 2019 r. opublikowane zostaną materiały z omawianej tu sesji. Będą one dostępne także na www.kp.org.pl/pp/.

Andrzej Jermaczek