Miesięcznik Dzikie Życie

12-1/306-307 2019-2020 Gru 2019 / Stycz 2020

Porozmawiajmy o pogodzie, a spotkamy się w sądzie

Hanna Schudy

Książka Friderike Otto „Wściekła pogoda” jest pod wieloma względami przełomowa. Mówi o tym, że dzisiaj na scenę wchodzi pogoda, która w mgnieniu oka może zniszczyć nie tylko domy i mosty, ale i nadzieje na przyszłość. Potrafi też zrobić zamieszanie w wymiarze sprawiedliwości i polityce.

Mieszkańcy wielu krajów podczas witania czy przełamywania lodów, zwykle narzekają na pogodę. W takich rozmowach chodzi nie o to, aby przekazać informację, ale aby podtrzymać kontakt. Podobno pogoda dlatego jest wybierana jako pretekst, ponieważ jest codziennością nie mającą wiele wspólnego z polaryzującą polityką. Ale taki czas raczej już minął.

Obrazek

Wystarczy wziąć do ręki gazety z lat 2018-2019, a następnie z lat wcześniejszych. Najprawdopodobniej te starsze o pogodzie będą informować na ostatnich stronach, poświęcą jej grafikę, ale nie będzie można traktować tych wiadomości jako newsów. Obecnie pogoda, a raczej ekstremalne zjawiska atmosferyczne, elektryzują opinię publiczną, a informacje o niej lądują na okładkach.

Naukowcy niechętnie wypowiadali się na temat pogody, bo brakowało im dotychczas narzędzi, aby mówić o czymś dziejącym się tu i teraz. Gdy intensywnie pada deszcz, rzeki występują z brzegów, mosty rozpadają się niczym domki z kart, w ludzkich głowach zaczynają się pojawiać obrazy niczym z tragedii greckiej. Susza nasuwa skojarzenia z karą boską, zmiana koloru rzeki przypomina plagi egipskie, a towarzyszące klęskom żywiołowym ludzkie tragedie prowokują lament i szukanie winnych. Ludzie zaczynają też zadawać pytanie – co to oznacza? Gazety, szczególnie brukowce, lubią podsycać te reakcje ludzi. Jednak na dłuższą metę sieją zamęt. W momencie kataklizmu ludzie łakną odpowiedzi natychmiast, teraz. Nauka zaś potrzebuje czasu, konsyliów, recenzji czy publikacji. Nic dziwnego, że jej miejsce zajmowali dotychczas szarlatani i kapłani. Teraz ma się to zmienić.

Zeus zdetronizowany

Ludowa wiara w mściwą pogodę, która ma nas ukarać za grzechy to nic nadzwyczajnego nawet w XXI wieku. Od powietrza, głodu, ognia i wojny mają nas ocalić modlitwy. Politycy wcale nierzadko odwiedzają Czarną Madonnę, w której ramionach chcą znaleźć schronienie przed niebezpieczeństwami. Mylą się ci, którzy sądzą, że myślenie magiczne skończyło się na etapie mitów greckich. Zmiana klimatu prowokuje apokaliptyczne wyobrażenia, ale myślenie życzeniowe niewiele nam pomoże w przezwyciężeniu problemów. Z drugiej strony nauka i technika doczekały się dyskredytacji, bowiem są częścią tej nieszczęśliwej układanki. Czy nauki atrybucyjne, które reprezentuje Friderike Otto, okażą się wybawieniem w tych ponurych czasach?

Samosądy

To nie jest śmieszne – ludzie reagują emocjonalnie, kiedy pojawia się klęska żywiołowa. Szukają odpowiedzi na cierpienie, które ich spotkało, a jeżeli ich nie znajdują, sami dopowiadają historię. W pewnym sensie do tego doprowadzili sami naukowcy, którzy ze względu na dotychczas słabe instrumentarium i ścisłe standardy naukowe, nie mogli się wypowiadać na bieżące tematy, jak np. nagła ulewa, powódź czy huragan. Prognozy pogody są wiedzą przedwczesną i wielu naukowców nie chce „splamić się” wypowiadając się na forum, udzielając wywiadu w mediach. A jeżeli nie pojawiają się wytłumaczenia specjalistyczne, do gry wchodzą samosądy, oskarżenia, sięgające do wyobrażeń i stereotypów. Przywołajmy chociażby dramat Wyspiańskiego, który stał się kanwą dla jednego z najbardziej komentowanych spektakli teatralnych ostatnich lat. W „Klątwie” akcja dramatu zbudowana jest właśnie według tej odwiecznej potrzeby tłumaczenia nieszczęść wiążących się z długotrwałą suszą generującą głód i nieszczęście. U Wyspiańskiego lud idzie do księdza po radę, a kiedy ten mówi im, że susza jest wynikiem grzechów, ludzie nie chcą tego zaakceptować i szukają dalej – nie chcą się widzieć grzesznymi. Znajdują kozła ofiarnego, który ponosi śmierć i nagle... zaczyna padać.

Dzisiaj niewiele się zmieniło. Także ekolodzy bywają czarnowidzami, wyobrażenia rozpalają np. sytuacje, gdy katastrofy przytrafiają się Stanom Zjednoczonym. A tam do dzisiaj funkcjonuje wiele firm, które doprowadziły do wzrostu średniej temperatury na globie. I gdy widzimy jak miasta, będące stolicami wydobycia amerykańskiej ropy, nagle zalewa woda, może pojawiać się uczucie – macie za swoje. Tyle że nie o to chodzi. To co robi Friderike Otto i jej zespół, czyli World Weather Attribution, to szukanie naukowej odpowiedzi, mimo że dość awangardowymi metodami.

Dzisiaj do naukowców przychodzi coraz więcej poszkodowanych – rolników, rodziców, dzieci, mieszkańców globalnego południa. Chcą wytaczać procesy koncernom, ale często nie dostają odpowiedzi. Nauka bowiem potrzebuje dystansu i czasu, aby dać wiarygodną ocenę. Badania atrybucyjne polegają na wyliczaniu prawdopodobieństwa z jakim dane zjawisko pogodowe zostało wywołane czynnikami antropogenicznymi, m.in. nadmierną emisją gazów cieplarnianych. Są one światełkiem w tunelu – mogą pomóc w bardzo skomplikowanych postępowaniach dowodowych. Być może już niedługo koncernom po prostu nie będzie się opłacało wydobycie paliw, bo straty jakie będą musieli ponieść przekroczą zyski przemysłu wydobywczego i energetycznego (s. 188).

Na tropie winnych

Książka „Wściekła pogoda” w języku polskim ma nieadekwatny, moim zdaniem, podtytuł. „Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane” – o tym przeczytamy tylko w jednym z rozdziałów (s. 143-161). Oryginalny podtytuł mówi jednak coś innego – „W poszukiwaniu winnych fal gorąca, powodzi i burz” [„Wütendes Wetter – Auf der Suche nach den Schuldigen für Hitzewellen, Hochwasser und Stürme”]. Jest to zatem książka z elementem kryminału – mamy miejsce zbrodni, ślady, pozostaje tylko pytanie, kto zabił? A śledczy jest uważny i zdystansowany – wie bowiem, że wielu ludziom zależy na tym, aby złapany został ktokolwiek, niekoniecznie ten, który naprawdę jest odpowiedzialny. Oczywiście, jak sugeruje polski podtytuł, Friderike Otto przestrzega nas przed zaniechaniami, ostrzega czym może się skończyć ignorowanie zmian klimatu. Jednak przesłanie jest następujące – potrafimy coraz lepiej określać jak wzrosło prawdopodobieństwo danego zdarzenia atmosferycznego ze względu na zmianę klimatu. Jesteśmy w stanie stwierdzić, czy jest ono jeszcze normą w danym miejscu, czy to już nowa rzeczywistość podgrzanego świata. Co więcej – dzięki badaniom atrybucyjnym jesteśmy w stanie przezwyciężyć diagnozowany wcześniej „marazm antropocenu” gdyż nie wszyscy jesteśmy bezradni czy winni tak samo. Rozproszona odpowiedzialność, odroczone skutki, odległość między przyczyną i skutkiem – to warunki wyjściowe moralnego dylematu związanego ze zmianą klimatu i utrudniającego przypisanie odpowiedzialności. Nasze klasyczne, sięgające jeszcze prawa rzymskiego, wyobrażenie o powodach, skutkach i instancjach oceniających pogrążone są obecnie w chaosie czy sztormie, jak to diagnozuje m.in. Stephen Gardiner w książce „Perfect moral storm” (2011). A tu nagle okazuje się, że minęło parę lat i powoli zaczynamy opanowywać narzędzia, aby wskazać winnych! Sztorm moralny wciąż hula, ale jego impet został nieco ograniczony.

Autorka pokazuje jak ta, wciąż rozwijająca się nowa dziedzina nauki – nauki atrybucyjne – jest w stanie wypełnić luki argumentacyjne w procesach sądowych, które właśnie się rozpoczęły. Obliczenia z użyciem komputerów, a także przy analizie danych gromadzonych, np. przez państwa, wskazują nawet prawdopodobieństwo z jakim dane zdarzenia pogodowe zostały spowodowane przez konkretne państwa czy koncerny. Otto przygląda się procesom sądowym wytaczanym państwom lub koncernom i wie, że sądy zaczynają już orzekać w oparciu o proporcjonalną odpowiedzialność oraz w odniesieniu do dowodów opartych na prawdopodobieństwie (s. 217). Na debacie „Ziemia na rozdrożu. Zmiana klimatu a prawa człowieka” 22 listopada 2019 r. mówił o tym także dr Marcin Stoczkiewicz z organizacji prawniczej Client Earth. Książka Otto jest zatem ostrzeżeniem, ale też zachętą: „Ci, którzy nie zdołali poważnie ograniczyć emisji gazów cieplarnianych powinni spoglądać w przyszłość z mniejszą pewnością siebie”.

Naukowcy aktywiści

Recenzje „Wściekłej pogody”, z którymi się spotkałam, mówią o popularnonaukowym języku publikacji, że napisana jest ona w stylu dziennika śledczego. Z drugiej strony można zauważyć uwagi, że książka nie zawiera żadnych wykresów, że jej język spłaszcza sprawę. Ale właśnie w tym rzecz i sama autorka o tym pisze – „nie jest to traktat naukowy”. Artykuły na tym poziomie autorka pisze i publikuje w ważnych czasopismach. „Wściekła pogoda” przybliża naukę ludziom, ale też pokazuje jej „kuchnię”. W sytuacji gdy ludzie szukają szybkich odpowiedzi młodzi naukowcy wychodzą naprzeciw strukturom nauki jako takiej. Zespół Otto wchodzi do gry, kiedy na scenie zaczynają się pojawiać szarlatani, a naukowcy ze swym cennym sceptycyzmem nie mają odwagi zabrać głosu. Dziennikarze o zacięciu naukowym dostrzegli tę sytuację i poniekąd stali się katalizatorem dla zmiany – namówili Otto i inne osoby, aby ci wypełnili lukę, która będzie coraz bardziej paląca.

Jak już wspomniałam – do tej pory mało kto zajmował się pogodą jeżeli chodzi o zmianę klimatu. A przecież to pogoda stanowi bezpośrednie zagrożenie, a nie abstrakcyjny wzrost średniej temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza na globie. Sytuacja jest dynamiczna i tak też działa zespół Otto, a doprowadziło do tego coś, co nie jest typowym scenariuszem rozwoju kariery naukowej. Akademicy sądzą czasami, że popularne artykuły, przybliżanie ludziom wiedzy, ostrzeganie społeczeństwa czy włączanie się do debaty politycznej to nie to, czym powinien się zajmować wytrawny naukowiec. Zachować zimną krew, rezerwę, odwoływać się do liczb... oczywiście, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby jednocześnie zmieniać świat. To nie przesada – jeżeli badania atrybucyjne będą się rozwijać tak jak obecnie, będziemy mogli się domagać sprawiedliwości tam, gdzie dzisiaj panuje zagmatwanie złożonej sytuacji, jaką są ekstremalne zjawiska pogodowe. Klimatologia w tym wydaniu przechodzi do ofensywy. Zespół Otto jest na posterunku, kiedy przychodzi np. huragan. Uruchamiane są wtedy modele i systemy obliczeniowe, które, co ciekawe, wykorzystują sieć wolontariuszy w całego świata, którzy udostępniają moce obliczeniowe swoich własnych komputerów do obliczania prawdopodobieństwa na ile np. obfite opady są spowodowane podgrzaniem atmosfery. Jednak ich pośpiech, zaangażowanie wciąż muszą pozostawać w ryzach, bo wiedzą, że stawka jest wysoka: „Chcemy wszystko przedstawić jasno i tym samym sprzeciwić się potężnym grupom interesów, które przez całe lata starały się o coś zupełnie przeciwnego – o wprowadzenie zamętu” (s. 46). Tyle że „zamęt” to także mówienie prawdy, a na tą nie wszyscy są gotowi.

Pod płaszczykiem zmiany klimatu

To co dla mnie było znamienne – autorka zwraca uwagę, że ich badania nie tylko mogą wskazać sytuacje pogodowe i ich efekty, które zostały zintensyfikowane przez zmiany klimatu, ale też kiedy powodzie i susze nie miały wiele wspólnego ze zmianami klimatu. Dlaczego jest to ważne? Ponieważ wielu polityków czy koncernów chciałoby się ukryć za zmianami klimatu, które – i to jest prawdziwy skandal – w innym miejscu podważają! Otto daje przykłady z innych krajów, ale ja odwołam się do sytuacji z naszego podwórka. Koncern ZE PAK, który wydobywa węgiel brunatny na terenie Wielkopolski oskarżany jest przez mieszkańców i organizacje ekologiczne o przyczynianie się do opadania wód w jeziorach m.in. Pojezierza Gnieźnieńskiego. Woda opada, ponieważ wydobycie węgla metodą odkrywkową generuje lej depresyjny przyczyniający się do spadku poziomu wód gruntowych i powierzchniowych. Koncern twierdzi jednak, że susza oraz opadanie wody w jeziorach to nie efekty ich działalności, ale skutki zmiany klimatu. Podobnie koncern PGE, który wydobywa węgiel brunatny przy granicy z Czechami w odkrywce Turów, twierdzi że brak wody w czeskich studniach to nie efekt ich wydobycia węgla, ale ogólna tendencja polegająca na coraz rzadszych opadach spowodowanych zmianami klimatu. Innym przykładem mogą być miasta zabudowujące tereny zalewowe, betonujące powierzchnie, wycinające drzewa. A kiedy przychodzi ulewa i miasto tonie... no cóż zmiana klimatu. Znamienne było chociażby komentowanie zalania Wenecji w listopadzie 2019 r. – politycy chętnie mówili o zmianie klimatu, ale rzadziej o tym, że do miasta wpływają monstrualne wycieczkowce przyspieszające osiadanie miasta. Koncentrowano się na gigantycznie drogich i już zardzewiałych zaporach hydrotechnicznych, które miałyby ochronić miasto przed zalaniem, ale nie kierowano apeli o szybsze działania na rzecz przeciwdziałania emisji gazów cieplarnianych. Mimo że zapory, noszące sugestywną nazwę „Mojżesz”, wciąż nie są gotowe i raczej nie działają, politycy i tak wierzą, że to hydrotechnika utrzyma wodę w ryzach. Tak więc badania atrybucyjne nie tylko pozwalają wskazać winnego ekstremalnych wydarzeń pogodowych, mogą też wykluczyć zmiany klimatu i wskazać na błędne planowanie zagospodarowania przestrzennego. Otto pisze także o suszy w Afryce i o źle opracowanym rolnictwie np. sadzeniu kukurydzy w regionach Afryki, gdzie wody jest jak na lekarstwo. Nic dziwnego, że susza jest wtedy skutkiem takich działań. Wtedy też rozwiązaniem problemu będzie nie irygacja pól, ale zmiana zasiewów, która wymaga nie tylko interwencji ekonomicznej, ale też kulturowej, bo jak się okazuje sadzenie określonych gatunków zbóż jest w danych krajach widziane jako bardziej prestiżowe (s. 168).

Proste odpowiedzi są kuszące. Popadanie w marazm, depresję także – szczególnie w świecie, w którym nie wiadomo, jaka czeka nas przyszłość. Praca młodej badaczki (ur. 1982 r.), Friderike Otto i jej zespołu czyli World Weather Attribution oraz tysięcy wolontariuszy jest kontrprzykładem dla „moralnego zepsucia” sugerowanego przez Gardinera, ale też wielu innych autorów, którzy wskazywali, że zmiana klimatu jest tak złożoną, trudną i wymagającą sytuacją, że ze względu na zachowanie spokoju psychicznego wiele osób może po prostu wybrać strategię wypierania problemu. Ale na całe szczęście sytuacja się zmienia. Ludzka wynalazczość to nie tylko utopie technologiczne w stylu weneckiego „Mojżesza” czy naszych polskich projektów hydrotechnicznych albo nuklearnych. To także narzędzia do poszukiwania winnych, którzy długo kryli się w gąszczu zawirowań klimatycznych. To nadzieja na coraz bardziej sprawne procesy sądowe, ale także na lepsze planowanie miast i produkowania energii. Młodzi naukowcy, a konkretnie naukowczynie nie mają też oporów, aby mówić o polityce – bo podobno naukowcom nie przystaje. Otto kończy jeden ze swych wywiadów słowami: „Zmiana klimatu wymaga określenia priorytetów. Jeżeli dany polityk czy koncern to lekceważy, to my zawsze możemy postawić krzyżyk w innym miejscu”. Chyba nie wszystko jeszcze stracone.

Hanna Schudy

Friederike Otto, Wściekła pogoda. Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2019, otwarte.eu.
Tytuł oryginału „Wütendes Wetter – Auf der Suche nach den Schuldigen für Hitzewellen, Hochwasser und Stürme”.