Miesięcznik Dzikie Życie

11/305 2019 Listopad 2019

Bioróżnorodność i wielokulturowość czy smród i wstyd

Jolanta Kołodziej

Na obszarach Natura 2000 „Puszcza Knyszyńska” oraz „Ostoja Knyszyńska” gmina Krynki (woj. podlaskie) chce lokalizować przemysłowe kurniki do chowu ponad 200 000 kurczaków-brojlerów. Dzieje się to wbrew woli mieszkańców i organizacji społecznych (m.in. WWF, PTOP, Polski Związek Wędkarski, Fundacja „Dzika Polska”). Mogą zostać zniszczone siedliska rzadkich zwierząt i ptaków (jak choćby rysia, zimorodka czy cietrzewia) oraz zanieczyszczona bogata w pstrąga rzeka Nietupa.

Bioróżnorodność i wielokulturowość czy skażenie, smród i wstyd przed całą Polską – przed takim wyborem stoją w chwili obecnej władze gminy Krynki oraz powiatu sokólskiego w województwie podlaskim. Co najmniej dwóch inwestorów stara się o pozwolenia na budowę gigantycznych kurników, które miałyby stanąć w południowej części gminy Krynki, w tym między innymi w obrębie znanej w całej Europie miejscowości Kruszyniany, zamieszkanej od czasów Jana III Sobieskiego przez polskich muzułmanów, Tatarów. Grunty południowej części gminy Krynki (m.in. obręb Białogorce, Ciumicze, Górka, Kundzicze, Kruszyniany, Łosiniany, Nietupa-Młyn, Ozierany Małe, Ozierany Wielkie, Rudaki, Sanniki, Szaciły) są objęte ochroną w sieci obszarów Natura 2000 (obszar ochrony ptaków „Puszcza Knyszyńska” PLB200003, obszar ochrony siedlisk „Ostoja Knyszyńska” PLH200006) oraz Obszaru Chronionego Krajobrazu „Wzgórza Sokólskie”. W południowej części gminy Krynki oprócz często spotykanych tutaj zwierząt i ptaków, takich jak bobry, sarny, jelenie, łosie, jastrzębie czy dzięcioły, żyją także rysie, wilki, orliki krzykliwe, cietrzewie, dudki, zimorodki i wiele innych rzadkich na skalę europejską gatunków.

Obrazek

Mieszkańcy protestują przeciwko niszczeniu przyrody i krajobrazu kulturowego. Z tyłu rozpoczęcie budowlanych na granicy Rezerwatu Nietupa. Fot. Grzegorz Trofimowicz

Układ przestrzenny wsi Kruszyniany, datowany na XVII wiek, jest wpisany do rejestru zabytków. Ochroną konserwatorską objęty jest także zabytkowy drewniany meczet z XVIII wieku oraz mizar (cmentarz muzułmański) z XVII wieku. Rozporządzeniem Prezydenta RP z 22 października 2012 r. meczet i mizar w Kruszynianach zostały uznane za pomniki historii. Pozostałe miejscowości na tym terenie, choć niewpisane jako całość do rejestru zabytków, cechują się zachowanym oryginalnym układem przestrzennym, a znajdujące się w nich drewniane domy, leżące przy wąziutkich drogach, najczęściej brukowanych lub szutrowych, liczą sobie nierzadko ponad sto lat. Najcenniejsze pod względem architektonicznym, oprócz wymienionych już Kruszynian, są m.in. wsie: Białogorce, Ciumicze, Ozierany Wielkie oraz Ozierany Małe.

W tej chwili na różnych etapach prac przygotowawczych są trzy inwestycje, polegające na budowie kurników o wielkości 140, 320 i 356 DJP1. Była jeszcze czwarta, ale chwilowo inwestor wycofał dokumenty – być może licząc, że po wejściu w życie nowej ustawy, nazywanej już potocznie lex investor, będzie mu łatwiej przepchnąć niechcianą przez mieszkańców inwestycję. Uruchomienie takiej inwestycji skutkuje nie tylko pojawieniem się nieprzyjemnego zapachu czy też niebezpieczeństwem skażenia wód i gleby, ale też kilkukrotnym wzrostem natężenia ruchu ciężkich pojazdów, które nie tylko emitują spaliny, ale też powodują hałas, uszkadzają nieprzeznaczone do tego typu transportu drogi i utrudniają lokalny ruch mieszkańców (w tym rowerzystów i pieszych). Warto dodać, że zgodnie z najnowszym Sprawozdaniem z inwentaryzacji populacji cietrzewi w roku 2019 na terenie Nadleśnictwa Krynki, przygotowanym na zlecenie samego Nadleśnictwa, w miejscu, gdzie planowana jest jedna z inwestycji, w maju tego roku tokował cietrzew.

Jedna z planowanych inwestycji otrzymała już warunki zabudowy i pozwolenie na budowę, którą jednak po interwencji mieszkańców i wskazaniu przez organizacje społeczne szeregu uchybień formalnych w procesie decyzyjnym udało się czasowo zablokować wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku. Sprawa z odwołania inwestora jest w tej chwili rozpatrywana przez Naczelny Sąd Administracyjny. Decyzja Urzędu Miejskiego w Krynkach w sprawie wydania warunków zabudowy dla drugiej inwestycji jest w toku.

Czy rzeczywiście „wiocha to bogini wstydu”?

Niestety Burmistrz Krynek Jolanta Gudalewska oraz pracownicy Starostwa Powiatowego w Sokółce zdają się nie dostrzegać bogactwa przyrodniczego i kulturowego, jakie znajduje się na administrowanym przez nich terenie. Nie tylko poprzez nieudolną politykę społeczną i chaotyczne działania w zakresie infrastruktury (warto zapytać na przykład mieszkańców wsi Białogorce, co myślą o wybudowanej dwa lata temu „nowej” drodze, biegnącej przez ich miejscowość) nie przyczyniają się do wzrostu jakości życia mieszkańców, ale – jak się okazuje – działają wyłącznie na korzyść wybranych, na niejasnych zasadach, biznesmenów, dla których lokalna kultura i przyroda nic nie znaczy i dla których liczą się tylko pieniądze.

Co ciekawe, jak zwykle w takich sytuacjach bywa, protesty mieszkańców nie dotyczą tylko i wyłącznie lokalizacji szkodliwej inwestycji, ale są głosem wołającym o ochronę przyrody i pejzażu kulturowego. Mieszkańcy Kruszynian i okolicznych miejscowości rozumieją, że tylko zachowanie walorów środowiskowych i kulturowych pozwoli im normalnie żyć, ale też zarabiać, gdyż przytłaczająca większość mieszkańców tych terenów (poza emerytami) utrzymuje się albo z turystyki, albo z prowadzenia rodzinnych ekologicznych gospodarstw rolnych. Dla nich lokalizacja przemysłowych kurników będzie katastrofą zarówno ekologiczną, jak i ekonomiczną. Obecna Burmistrz Krynek w wywiadach udzielanych prasie i telewizji mówi, że inwestorzy (którzy chcą de facto zniszczyć dużą część gminy) mają prawo się rozwijać, tak samo jak branża turystyczna i rolnicza. Trudno zrozumieć, co kieruje panią burmistrz w jej chęci przerobienia tradycyjnych terenów wiejskich, jednych z ostatnich w Polsce, które ostały się w nietkniętym nieomal kształcie, wpisanych w krajobraz i żyjących w zgodzie z naturą, w industrialny pejzaż. Czemu, a przede wszystkim – komu, służyć ma tego typu „rozwój” i „nowoczesność” w rozumieniu burmistrz Jolanty Gudalewskiej.

Obrazek

Jedną z inwestycji udało się na razie zablokować. Sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Fot. Jolanta Kołodziej

Obserwując działania włodarzy Krynek na tle innych gmin województwa podlaskiego od razu dostrzec można niezrozumiałą anachroniczność ich poczynań. Mieszkający w Krynkach światowej sławy pisarz Sokrat Janowicz (1936-2013) pisał kiedyś o kompleksach mieszkańców wsi, którzy przenosząc się z prowincji do „wielkiego miasta Białystok” wstydzili się swojej „wiejskości”, swojego „zacofania”, swojej „prostej mowy”. Sytuacja z kurnikami pokazuje, że sytuacja zmieniła się na niektórych płaszczyznach diametralnie. Mieszkańcy nie tyle nie wstydzą się już swojej „wiejskości” i „archaiczności”, lecz gotowi są jej bronić, bo jest ona dzisiaj nie tylko dobrem kulturowym, ale też towarem, który mogą sprzedawać turystom. W tej walce gmina i powiat zdają się działać na szkodę mieszkańców, którzy nie zważając na utrudniony dostęp do informacji oraz nierzetelność i opieszałość kilku urzędów różnej instancji, zakładają stowarzyszenie i zaczynają prowadzić kampanię na rzecz ratowania swojej małej ojczyzny. Jak na razie udało się im zablokować jedną z inwestycji w postępowaniu administracyjnym o wydanie warunków zabudowy, a także pozyskać wsparcie ze strony Rzecznika Praw Obywatelskich, Ministra Kultury, szeregu społecznych organizacji przyrodniczych oraz organizacji działających na rzecz kultury i mniejszości narodowych. W tym kontekście warto się zastanowić, kto w sporze o jakość życia i przyszłość gminy, a więc w konfrontacji mieszkańców wsi i burmistrz Gudalewskiej, bardziej godzien jest Janowiczowskiego tytułu „Bogini wstydu”? Tym bardziej, że sprawa jest śmierdząca, nie tylko w sensie dosłownym...

Próby omijania prawa czy brak profesjonalizmu?

Władze gminy Krynki wydając zgodę na lokalizację szkodliwej inwestycji pogwałciły swoje własne zapisy. Wprawdzie gmina nie ma planu zagospodarowania przestrzennego dla terenów wiejskich (plan ma tylko centrum administracyjne gminy – miasto Krynki), lecz zgodnie z dokumentem „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Krynki” z 2002 r. na tych terenach możliwe są jedynie usługi turystyczne oraz rolnictwo ekologiczne i tradycyjne, co oznacza kategoryczne wyłączenie lokalizacji ferm przemysłowych. W związku z tym władze gminy nie tylko działają na niekorzyść mieszkańców, ale też komplikują wszelkie sprawy związane z ustaleniem w przyszłości prawa miejscowego, które uchwalane jest właśnie na podstawie uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Tym samym, działając na rękę inwestorom władze gminy, narażają w przyszłości na straty finansowe budżet jednej z i tak biedniejszych w regionie jednostki terytorialnej.

Obrazek

Ryś nieopodal wsi Kruszyniany. Fot. Grzegorz Trofimowicz

Władze gminy, uzasadniając swoją pozytywną decyzję wydającą warunki zabudowy dla pierwszej z trzech planowanych ferm, przepisały treści z dokumentów złożonych przez inwestorów, co jest działaniem niedopuszczalnym w państwie prawa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami organ gminy ma obowiązek sprawdzić, czy dokumenty przedstawione przez inwestora rzetelnie opisują środowisko przyrodnicze, a przewidziane przez niego rozwiązania nie zaszkodzą środowisku. Jak zwracają uwagę prawnicy, gmina ma do dyspozycji szereg środków dowodowych, takich jak oględziny czy powoływanie biegłych, może też domagać się dodatkowych dokumentów i wyjaśnień – i to nie tylko od inwestora, ale też od organów specjalistycznych. Władze gminy Krynki nie sprawdziły w żaden sposób rzetelności przedłożonych przez inwestora dokumentów, a przecież wiadomo, że badanie zagrożeń dla środowiska lub ich braku sporządzane jest na wniosek inwestora i za jego pieniądze. „Raport oddziaływania na środowisko” jest więc bardzo często pisany tak, aby inwestycję przedstawić w jak najlepszym świetle, przy zatajeniu wielu istotnych szkodliwych czynników. Tego typu raport gmina uznała za rzetelny i wiarygodny. Kontrraport został sporządzony przez grupę niezależnych ekspertów dopiero na wniosek mieszkańców. Nowy dokument nie pozostawia wątpliwości, co do nierzetelności raportu inwestora. Dlaczego jednak takiego badania prawdziwości pierwszego raportu nie przeprowadziły władze gminy, wciąż pozostaje wielką tajemnicą.

Działacze założonego przez mieszkańców Stowarzyszenia Dolina Nietupy pilnie monitorują przestrzegania prawa na wszelkich poziomach wydawania decyzji w sprawie. Reprezentuje ich profesjonalna kancelaria adwokacka. Członkowie stowarzyszenia wciąż mają nadzieję na polubowne załatwienie spraw, które leży w gestii Urzędu Miejskiego w Krynkach. Uważają oni, że przecież zarówno mieszkańcom, jak i władzom powinno zależeć na dobru gminy, na jej zrównoważonym rozwoju, przynoszącym wymierne korzyści wszystkim mieszkańcom, a nie tylko dwóm czy trzem inwestorom powiązanym z władzami gminy (dla przykładu ojciec jednego z inwestorów, Leszek Mentel, wraz z burmistrz Gudalewską zasiada we władzach Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Szlak Tatarski – organizacji niemającej obecnie, co ciekawe, z Tatarami nic wspólnego; organizację tę środowisko tatarskie oskarża między innymi o kradzież praw autorskich do Letniej Akademii Wiedzy o Tatarach).

Monitoringiem prowadzonym przez prawników Stowarzyszenia „Dolina Nietupy” objęte też zostały działania Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, która to z niejasnych powodów uznała, że lokalizacja ogromnych kurników na działce bez kanalizacji, graniczącej z rzeką Nietupą o pierwszej skali czystości wód i w bliskiej odległości od Rezerwatu Przyrody Nietupa, chroniącego ostoję bobrów, nie będzie miała żadnego wpływu na środowisko. Kolejny raz chciałoby się zapytać, czy mamy tu do czynienia ze zwykłym zaniedbaniem czy celowym działaniem pod dyktando inwestora. Nawet dla osób niebędących specjalistami w zakresie nauk przyrodniczych czy też ochrony środowiska działania RDOŚ wydają się bardzo podejrzane. Instytucja ta nie zajmuje żadnego stanowiska w niektórych postępowaniach mających na celu wydanie pozwolenia na lokalizację tak szkodliwej inwestycji, jak przemysłowe kurniki w obszarze Natura 2000 albo wydaje na takie inwestycje zgodę i w bardzo niejasny sposób ją uzasadnia.

Burmistrz Krynek ma klapki na oczach

Władze centralne i ludzie kultury rozumieją potrzebę ochrony dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego południowej części gminy Krynki. Burmistrz Krynek zdaje się nie tego nie rozumieć.

Po stronie mieszkańców i obrońców krajobrazu przyrodniczo-kulturowego stanął poseł na Sejm RP Robert Tyszkiewicz, składając 27 grudnia 2018 r. interpelację poselską (interpelacja nr 28322). W odpowiedzi na zapytanie posła Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński wyraził przekonanie, że „zachowanie walorów krajobrazowych jest integralną częścią zrównoważonego rozwoju i powinno być zapewniane w zagospodarowaniu terenów, a ochrona krajobrazowa musi być uwzględniana w dokumentach planowania przestrzennego”. Tym samym minister przychylił się do opinii przeciwników budowy kurników.

Obrazek

Wilk w okolicach Rezerwatu Nietupa. Fot. Grzegorz Trofimowicz

Mieszkańcy poprosili o pomoc Rzecznika Praw Obywatelskich, który zainteresował się ich problemem. W maju bieżącego roku z mieszkańcami i władzami gminy Krynki spotkał się zastępca RPO. Chciał on naocznie przekonać się, czy realizacja inwestycji może stanowić zagrożenie dla walorów przyrodniczych i kulturowych. Warto zaznaczyć, że w podobnej sprawie dotyczącej Kawęczyna koło Wrześni RPO przyłączył się do protestujących mieszkańców i doprowadził do zablokowania budowy ferm kurzych.

Jednocześnie władze Krynek zdają się nie zauważać faktu, że na terenie gminy, w której 37 procent powierzchni stanowią lasy, a 55 procent użytki rolne w większości o słabych i bardzo słabych glebach, jednakże charakteryzujące się wyjątkowo malowniczym krajobrazem, turystyka może być największą dźwignią rozwoju. Od lat 90. gmina borykała się z poważnym problemem demograficznym. Brak pracy i upadek PGR-ów sprawiły, że młodzież masowo opuszczała rodzinne miasteczko. W ostatnim dziesięcioleciu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Południowa część gminy staje się popularnym miejscem zarówno powrotów na rodzinne ziemie tych, których rodziny wywodzą się z okolicznych terenów, jak i osiedlania się mieszkańców dużych miast, którzy upodobali sobie ową malowniczą krainę w Dolinie Nietupy. Do tego należy doliczyć osoby zamieszkujące gminę czasowo, turystów zostawiających pieniądze w kryńskich sklepach i gospodarstwach agroturystycznych. Do gminy Krynki przyciągają mieszkańców i turystów przede wszystkim Kruszyniany. Ta miejscowość właśnie, z zabytkowymi meczetem i mizarem, jest jak dotąd najbardziej rozreklamowana. Niestety władze Krynek nie tylko nie potrafią wypromować miasteczka na taką skalę, jak zrobili to mieszkańcy Kruszynian (a można domniemywać, że ze swoją historią i architekturą Krynki mogłyby stać się czymś w rodzaju podlaskiego Kazimierza nad Wisłą), ale też postanowiły zniszczyć jedyną rzecz, która jest w stanie przyciągnąć kapitał ludzki na teren gminy – unikatowy w skali europejskiej krajobraz przyrodniczo-kulturowy.

Obrońcy przyrody i kultury mają nadzieję, że władze gminy Krynki i powiatu sokólskiego cofną swoją decyzję i razem z mieszkańcami zaczną poszukiwać mądrych metod rozwoju tego terenu. Docelowym celem kampanii mieszkańców zrzeszonych w Stowarzyszeniu Dolina Nietupy jest nie tylko niedopuszczenie do realizacji szkodliwych dla środowiska inwestycji na terenach administrowanych przez Urząd Miejski w Krynkach, ale przede wszystkim doprowadzenie do uchwalenia planu zagospodarowania przestrzennego południowej części gminy, a więc tych obrębów, które objęte są ochroną w ramach sieci Natura 2000.

Działacze na rzecz ochrony i zachowania wartości przyrodniczych i kulturowych gminy Krynki apelują jednocześnie o wsparcie ich działań. Każdy obywatel, któremu nie jest obojętne bezprawie, arogancja i brak poszanowania wartości kulturowych i przyrodniczych, może włączyć się do kampanii chociażby poprzez wysyłanie listów protestacyjnych do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, Wojewody Podlaskiego, Starosty Powiatowego w Sokółce czy też Ministra Środowiska. Choćby symboliczne wsparcie lokalnych działaczy przez ogół społeczeństwa pomoże z pewnością powstrzymać władze gminne i powiatowe przed bezmyślnym niszczeniem krajobrazu przyrodniczo-kulturowego i szkodzeniem swoim mieszkańcom.

Jolanta Kołodziej

Jolanta Kołodziej – dziennikarka niezależna

1. DJP jest to oznaczenie dużej jednostki przeliczeniowej inwentarza, a więc umowna jednostka liczebności zwierząt hodowlanych w gospodarstwie. W polskim prawodawstwie 1 DJP odpowiada np. 1 krowie, 0,14 świni (tucznika), 0,004 kury i kaczki.