Miesięcznik Dzikie Życie

9/303 2019 Wrzesień 2019

Palący problem

Bartosz Sobański

Pod koniec czerwca Internet obiegło zdjęcie autorstwa Karen Mason, która fotografowała ptaki na wyspie St. Pete na Florydzie. Na zdjęciu widać dorosłego brzytwodzioba amerykańskiego próbującego nakarmić niedopałkiem swoje pisklę. Według organizacji Ocean Conservancy to właśnie niedopałki są najczęściej wyławianymi z oceanów śmieciami1.

Filtr – krótka historia

W 1881 r. amerykański wynalazca James Albert Bonsack zbudował maszynę, która umożliwiła produkcję 120 tys. papierosów w ciągu 10 godzin. Był to przełomowy moment, od którego wszystko się zaczęło. Choć papierosy palono już wcześniej, to właśnie wtedy zapoczątkowano masową produkcję jednego z najbardziej uzależniających ludzkość produktów. Papierosy, a właściwie to, co z nich zostaje, stanowią na całym świecie ogromny problem, z którym bardzo trudno walczyć.

Obrazek

Ptak z petem. Fot. Karen Catbird-Mason

Jednak najgorsze dla środowiska miało przyjść później. W 1940 r. marka wyrobów tytoniowych Pall Mall wprowadziła po raz pierwszy wynalazek w postaci filtra. Była to odpowiedź koncernów na pojawiające się zarzuty o szkodliwości palenia papierosów. Początkowo papierosy z filtrem produkowano z myślą o kobietach. Dopiero gdy coraz więcej lekarzy informowało o zgubnych skutkach palenia, postanowiono reklamować je także jako produkt dla mężczyzn. Początki były problematyczne. Firmy marketingowe zachodziły w głowę, co zrobić, aby panowie nie wstydzili się kupować „damskich” papierosów. Ktoś wpadł na pomysł, że papieros będzie w reklamie promowany przez typowego macho: kowboja. Był to strzał w dziesiątkę. Marka Marlboro, umieszczając w swoich reklamach szeroko uśmiechającego się amanta, którego śnieżnobiałe zęby raz po raz zaciskały się na tlącym papierosie, zarobiła krocie. Z drugiej strony rokrocznie przybywało lekarzy, którzy opowiadali się za dużą szkodliwością palenia tytoniu. Dowód pierwszy z brzegu: trzech modeli z reklam Marlboro zmarło na raka, jeden na rozedmę płuc2. Ale o tym dowiedziano się dopiero później. Tymczasem papierosy (z filtrem) nadal sprzedawały się świetnie.

Marketingowy blef

Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Papierosy opanowały cały świat. Obecnie roczna produkcja sięga 5,5 biliona sztuk. Naukowcy przekonują, że filtr, który znajduje się w większości produkowanych papierosów, swej domniemanej funkcji nie spełnia. Niektórzy lekarze wręcz twierdzą, że zamiast zmniejszać, zwiększa ryzyko wielu chorób. Po co więc się go stosuje? Autorzy projektu „Cigarette Butt Pollution Project”, z profesorem zdrowia publicznego Thomasem Novotnym przekonują, że filtr spełnia jedynie funkcję marketingową3. To swoiste placebo zamiast rzeczywistej ochrony ma za zadanie uspokajanie sumień tych, którzy sięgają po papierosy. Wniosek zatem, jeśli przyjąć taką tezę, jest taki, że od wielu lat palacze nabierają się na prosty trik, który ma spowodować, że nie będą rozmyślać nad faktycznym niebezpieczeństwem utraty zdrowia bądź życia, a tym uspokajaczem sumienia jest biała bądź żółta gąbeczka. Wielkie tytoniowe koncerny dzięki stworzonemu kilkadziesiąt lat temu blefowi zarabiają krocie. W najlepsze kwitnie też nielegalny rynek. Zmian na horyzoncie próżno wypatrywać.

Niepozorna gąbka

Papieros to produkt jednorazowego użytku. Po jego wypaleniu pozostaje sam filtr, który jest niewielki, lekki, utrzymuje się na wodzie, wciska się w rozmaite szczeliny, z łatwością przelatuje przez kratki odprowadzające deszczówkę do kanałów ściekowych. Można spotkać się z opinią, że właściwie ten element papierosa jest zupełnie nieszkodliwy; wszak to tylko gąbka owinięta w kawałek papierka. Nic bardziej mylnego. 98% z 5,5 biliona produkowanych rocznie papierosów zawiera filtry wykonane są z octanu celulozy. Rozkład niedopałka może potrwać nawet 15 lat. Zanim to jednak nastąpi, w międzyczasie uwalnianych jest mnóstwo szkodliwych substancji takich jak nikotyna, benzeny, sole metali ciężkich. Niedopałek, który trafia do wody, to niebezpieczeństwo dla wszystkich żywych organizmów; jeden wystarczy, by zatruć litr wody. Jeśli przyjmiemy, że w ciągu roku zostaje wypalonych niemalże 6 bilionów papierosów, to łączna waga niedopałków wyniesie 800 tys. ton. 800 000 ton małych, wypełnionych toksycznymi związkami plastikowych śmieci (octan celulozy to tworzywo sztuczne).

Pomoc dla oceanów

Ocean Conservancy to chyba najbardziej doświadczona struktura zajmująca się nierówną walką z niedopałkami. Na stronie fundacji możemy przeczytać, że porządkowaniem plaż zajmują się od 1986 r. Od początku działalności aktywiści zebrali około 60 milionów filtrów papierosowych. Organizacja zwraca na siebie uwagę kompleksową troską o oceany: dbają o zrównoważone rybołówstwo, pracują nad odnawianiem populacji ryb zagrożonych wyginięciem, współpracują z naukowcami oraz społecznością zamieszkującą wybrzeża. Widzą także problem nadmiernego zakwaszenia oceanów4.

Organizacje działające na rzecz ochrony środowiska zwracają zatem uwagę już nie tylko na pływające w morzach i oceanach słomki, torebki foliowe i inne plastikowe śmieci. W kręgu zainteresowania pojawiają się także filtry po papierosach. To ich w oceanach jest najwięcej. Nie dziwi więc, że jest to „palący” problem.

Jakie rozwiązania?

Odgórne rozwiązania wydają się najtrudniejsze. Produkcja biodegradowalnych, szybko rozkładających się filtrów niewiele by zmieniła – trujące związki i tak przedostawałaby się do środowiska. Plusem takiego rozwiązania jest ograniczenie zanieczyszczającego glebę i wodę włókna syntetycznego z którego wyprodukowany jest papierosowy filtr. Z kolei recykling niedopałków jest bardzo kosztowny – ogromne pieniądze pochłania usuwanie z nich szkodliwych substancji. Rozwiązaniem problemu mogłoby okazać się całkowite usunięcie filtrów z papierosów. Być może część osób zrezygnowałaby wtedy z sięgania po papierosa w ogóle.

Obrazek

Ptak z petem. Fot. Karen Catbird-Mason

Z kolei działania oddolne zmuszają do poszukiwań rozwiązań kreatywnych. W 2017 r. samorządowcy z gminy Złotów w Wielkopolsce zamontowali w miejscach publicznych nietypowe pojemniki, do których można było wyrzucać niedopałki. Osobne pojemniki to już coś nowego, ale tutaj posunięto się nieco dalej – na koszu znajdowały się z dwa otwory. Przy każdym z nich widniała odpowiedź „tak” lub „nie”. Nad nimi pojawiły się pytania: „Czy chcesz rzucić palenie?”, albo: „Czy lubisz swojego szefa?”. W ten sposób można było pozbyć się niepotrzebnego śmiecia, ale pewnie też się uśmiechnąć. Osobliwą i oryginalną akcją było stworzenie w 1994 r. przez Andrzeja Pągowskiego słynnego plakatu „Papierosy są do d…”. Był to rysunek dla Towarzystwa Antynikotynowego. Autor w jednym z wywiadów przyznał, że podczas pracy wzorował się na zdjęciu syna, które w sposób wiadomy zmodyfikował. Plakat szybko stał się niezwykle popularny i rozpoznawalny.

My także możemy pomóc – każdy posprzątany przez nas niedopałek nie jest bez znaczenia. Jeśli palimy i wyrzucamy go zawsze do pojemnika na śmieci – nie jest to bez znaczenia. Nie jest również bez znaczenia, jeśli czujemy się na siłach, zwrócenie uwagi śmiecącemu.

Na koniec posłużę się hasłem, które być może ostatnimi czasy jest zbyt często w obiegu: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie” – mówił Mahatma Gandhi.

Jednak w przypadku walki o dobro naszej planety to właśnie powtarzalność i nieustępliwe działania są konieczne do zainicjowania potrzebnych zmian. Wszak to oddolne ruchy są najczęstszym przyczynkiem do inicjowania tych odgórnych, od których wszystko się zaczyna.

Bartosz Sobański

Bartosz Sobański – polonista z wykształcenia, wielbiciel książek (szczególnie literatury faktu) i przyrody. Mieszka w Poznaniu.