Miesięcznik Dzikie Życie

2/308 2020 Luty 2020

Zielony Dekalog dla Nastolatków. Apel biologa w sprawie klimatu i ochrony przyrody

Prof. Grzegorz Gabryś

Największym kłamstwem XXI wieku
jest zapewnienie polityków – z lewa, prawa i środka,
tych lokomotyw, drezyn jak i hulajnóg wyborczych,
że wszystko co robią, to robią…
„z myślą o naszych dzieciach i wnukach
– z myślą o przyszłych pokoleniach”

Przyszłość Ziemi, a tym samym Człowieka i Ludzkości, leży w rękach dzisiejszych nastolatków. Stąd też świadomi politycy powinni do Nich właśnie zwrócić się z propozycją powstrzymania zagłady ekologicznej, jaką nieuchronnie niesie nieokiełznany rozwój cywilizacyjny, urbanizacja, industrializacja i eksploatacja. Dzisiejsi kilkunastolatkowie w następnych wyborach z pewnością wyrażą swą troskę o stan Ziemi i obdarzą zaufaniem tych polityków, którzy na pierwszym miejscu postawią czystą, zieloną i zdrową Planetę.

Obrazek

Na wpół zsynantropizowane nosacze Nasalis larvatus w Parku Narodowym Bako (Borneo, Sarawak). Fot. Grzegorz Gabryś

Niezależnie od światopoglądu, przekonań, wyznania czy statusu społecznego, młodzi zwrócą się ku szeroko pojętej przyrodzie, bo w ostatnich latach udowodnili, że mają pełną świadomość, że to Ich dotknie katastrofa, którą spowodowaliśmy my – starsi, często wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew naszej woli i intencji, ale też z głupoty, ignorancji i chciwości.

To bezduszni technokraci z naszego pokolenia formułowali nieprzemyślane, niesprawdzone i kłamliwe tezy, stanowiące kolejne fazy wyparcia międzynarodowej polityki środowiskowej. Omamili wszystkich wizją świetlanej przyszłości naszej Planety, wykreowaną głównie dzięki myśli inżynierskiej wszelakiego autoramentu. Jeszcze w latach 70. XX wieku byliśmy przekonywani, że nie istnieją żadne granice wzrostu gospodarki. W latach 80. XX wieku, utrzymywano, że co prawda istnieją granice, ale daleko nam do dotarcia do nich. W latach 90. XX wieku technokraci „przewidywali”, że zapewne wkrótce dotrzemy do granic wzrostu, ale rynki i technologia rozwiążą nasze problemy. Niestety nasi nastolatkowie w XXI wieku dowiedzieli się, że docieramy do granic wzrostu, ale trzeba wspierać rozwój gospodarczy, bo… przygotuje on przyszłe pokolenia do… katastrofy. Wreszcie wyszło szydło z worka.

Po takim dictum możemy się spodziewać, że młodzi (i słusznie), zmiotą tych wszystkich nieodpowiedzialnych polityków, którzy na pierwsze miejsce nie wysuną postulatów dotyczących ochrony przyrody i jakości środowiska naturalnego.

Musimy ich więc przekonać, że oddamy przyrodę w ręce prawdziwych ekspertów: biologów, ekologów i specjalistów z zakresu ochrony środowiska oraz zaproponować jasny, przejrzysty i wiarygodny program uzdrowienia i oczyszczenia ekosystemu w którym wspólnie żyjemy.

Wzorców nie trzeba szukać daleko. Wystarczy sięgnąć po przesłanie zawarte w Encyklice Laudato si’ Papieża Franciszka z 2015 r., genialnie wskazującego ścieżkę, na jaką powinniśmy wstąpić, aby w symbiozie ze wszystkimi organizmami żyć zgodnie z koncepcją zrównoważonego rozwoju, opiekując się Ziemią a nie bezmyślnie „czyniąc ją sobie poddaną”, jak zapewne chcieliby niektórzy hierarchowie.

Laudato si’, mi’ Signore – Pochwalony bądź, Panie mój, śpiewał święty Franciszek z Asyżu. W tej pięknej pieśni przypomniał, że nasz wspólny dom jest jak siostra, z którą dzielimy istnienie, i jak piękna matka, biorąca nas w ramiona: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami”. I dalej: „Ta siostra protestuje z powodu zła, jakie jej wyrządzamy nieodpowiedzialnym wykorzystywaniem i rabunkową eksploatacją dóbr, które Bóg w niej umieścił. Dorastaliśmy myśląc, że jesteśmy jej właścicielami i rządcami uprawnionymi do jej ograbienia. Przemoc, jaka istnieje w ludzkich sercach zranionych grzechem, wyraża się również w objawach choroby, jaką dostrzegamy w glebie, wodzie, powietrzu i w istotach żywych. Z tego względu wśród najbardziej zaniedbanych i źle traktowanych znajduje się nasza uciskana i zdewastowana ziemia, która jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Zapominamy, że my sami jesteśmy z prochu ziemi. Nasze własne ciało zbudowane jest z pierwiastków naszej planety, jej powietrze pozwala nam oddychać, a jej woda ożywia nas i odnawia”.

Czyż nie jest to kwintesencja diagnozy kryzysu ekologicznego, który opanowuje nasz Świat, jaskrawo postrzeganej przez świadomych, wierzących i niewierzących obywateli Polski?

Przyjrzyjmy się zatem bliżej zjawiskom, które zagrażają naszej dalszej egzystencji. Doskonale ujmuje to Al Gore, amerykański mąż stanu, były wiceprezydent USA, noblista, we wstępie do książki „Niewygodna Prawda” („An Inconvenient Truth”) z 2006 r. „związek naszej cywilizacji z planetą uległ całkowitej transformacji, a to za sprawą różnych czynników, takich jak: eksplozja demograficzna, rewolucja technologiczna oraz lekceważący stosunek do przyszłych skutków naszych obecnych działań. Prawda jest taka, że tkwimy w konflikcie z ekosystemem, na skutek czego jego najcenniejsze składniki rozpadają się w drobny pył...

W każdym zakątku świata – na lądzie i w wodzie, w topniejących masach lodu oraz zanikającym śniegu, w czasie fali upałów i susz, w oku cyklonu i we łzach uchodźców – odnajdujemy coraz więcej niezaprzeczalnych dowodów na gwałtowne zmiany zachodzące w przyrodzie.

Kryzys klimatyczny niesie z sobą ogromne niebezpieczeństwo. Prawdę mówiąc, jesteśmy w sytuacji stanu wyjątkowego na skalę globalną. Zebrane w wielu tomach opracowań dowody naukowe jednoznacznie sugerują, że jeśli nie zaczniemy działać zdecydowanie i szybko, by się uporać z podstawowymi przyczynami globalnego ocieplenia, na nasz świat spadnie seria okropnych katastrof, w tym jeszcze silniejsze nawałnice niż huragan Katrina, i to zarówno na Atlantyku, jak i na Pacyfiku.

Topimy pokrywę lodową na biegunie północnym i praktycznie każdy lodowiec górski na świecie. Destabilizujemy ogromną bryłę lodu w Grenlandii, równie wielką masę lodu wznoszącą się na wyspach zachodniej Antarktyki, sprawiając, że poziom wód na całym świecie może wzrosnąć o ponad 6 metrów.

Lista zagrożeń powodowanych przez globalne ocieplenie obejmuje też zaburzenia systemu prądów oceanicznych i prądów wiatrów, które przez prawie 10 tysięcy lat, do momentu powstania pierwszych ośrodków miejskich, pozostawały niezmienione.

Wpuszczamy do atmosfery takie ilości dwutlenku węgla, że już zmieniliśmy relację pomiędzy Ziemią a Słońcem. Oceany absorbują takie ilości tego gazu, że jeśli ta tendencja wzrostowa się utrzyma, zwiększymy ich nasycenie węglanem wapnia do poziomu, który uniemożliwi formowanie się koralowców i zaburzy proces tworzenia się muszli u niektórych organizmów morskich.

Globalne ocieplenie wraz z wypalaniem i wycinaniem lasów oraz innych kluczowych siedlisk różnych organizmów skutkuje zanikaniem żywych gatunków na poziomie porównywalnym do tego, jaki był 65 milionów lat temu, gdy z powierzchni Ziemi bezpowrotnie zniknęły dinozaury. Panuje opinia, że przyczyniła się do tego ogromna asteroida. Tym razem to nie asteroida zderza się z Ziemią i powoduje ogromne spustoszenia – to my sami stanowimy problem”.

Dziś prognozy Ala Gore’a sprawdzają się z naddatkiem. Grenlandia topnieje znacznie szybciej niż przewidywano – obecne tempo utraty pokrywy lodowej na tej wyspie jeszcze niedawno przewidywano na rok… 2070! Huragan Dorian pustosząc Wyspy Bahama też udowodnił, że słowa Ala Gore’a nie były tylko czczą gadaniną. Mamy do czynienia z efektem kuli śnieżnej. Niekorzystne zjawiska klimatyczne kumulują się, powodując efekt synergiczny. Przedsięwzięcia takie jak przekop „Nowego Kanału Panamskiego” w Nikaragui, otwarcie Arktycznego szlaku morskiego czy kompletnie bezsensowny przekop Mierzei Wiślanej nie pomogą w osiągnięciu równowagi ekologicznej i nie zahamują tempa niekorzystnych zmian.

A zmiany zachodzące w Polsce na skutek rabunkowej, nieprzemyślanej i destrukcyjnej polityki zarządzania środowiskiem naturalnym już spowodowały, że mamy do czynienia ze zjawiskami na ogromną skalę, które kiedyś z przerażeniem oglądaliśmy wyłącznie w telewizji: smog, osuwiska, erozja, powodzie, huragany, trąby powietrzne, a ostatnio też burze pyłowe i susza. Ta ostatnia przyczyni się z pewnością do większej liczby pożarów w naszych lichych i nienaturalnych lasach, a w konsekwencji doprowadzi też do braku wody w kranach, i to nie tylko w Skierniewicach, ale w całym kraju. Czy tego właśnie chcemy?

Większość świadomych (niestety nie wszyscy) obywateli, zdaje sobie sprawę, że „jutro jest dzisiaj” i jeśli chcemy zachować cień szansy i światełko nadziei na spowolnienie, a w dalekiej perspektywie zahamowanie katastrofy ekologicznej, to musimy zacząć działać tu i teraz. Nie oglądając się na inne kraje i kontynenty, licząc, że kiedyś do nas dołączą. Zgodnie z pozytywistyczną zasadą lansowaną przez wybitnego pisarza, Ryszarda Kapuścińskiego: „Czyń każdy w swoim kółku co każe duch boży, a całość sama się złoży”. Polska, niegdyś prekursor i lider światowej ochrony przyrody, dzisiaj, po niechlubnych działaniach ostatnich kilku lat jest tej ochrony outsiderem. My, którzy jako pierwsi na świecie wprowadziliśmy ochronę gatunkową zwierząt z pobudek naukowych (ochrona świstaka i kozicy), dziś tłumaczymy się przed społecznością Europy z dewastowania skarbów przyrody, stanowiących dziedzictwo całej ludzkości i zatruwania smogiem połowy kontynentu. To przestroga dla młodych – wystarczy kilka lat rządów niekompetentnych politycznych ignorantów, żeby setki lat ochrony przyrody obrócić w perzynę. Za te zaniedbania odpowiadamy my – starsi, ale dlatego teraz to my – dorośli, świadomi obywatele zobowiązujemy się, że nie zostawimy Was – nastolatków bez wsparcia i naprawimy błędy, oferując swą pomoc, wiedzę i doświadczenie.

Doskonałym przykładem jest działalność dr. Roberta Harolda Thomasa, niestety nieżyjącego już brytyjskiego specjalisty od zmian klimatycznych, badacza Antarktydy i Grenlandii, który w trakcie wykładów z ochrony środowiska przestrzegał studentów, ale jednocześnie wskazywał drogę na wyjście z kryzysu spowodowanego globalnym ociepleniem. Przez wiele lat współpracował z NASA przy wykorzystywaniu samolotów i satelitów do badania wpływu ocieplania klimatu na lodowce. Jego publikacja „Klimatyczne zmiany 2007. Fizyczna podstawa naukowa”, stała się częścią raportu IPCC (Międzynarodowy Panel ds. Zmian Klimatycznych), który wykazał, że działalność człowieka ma bezpośredni wpływ na klimat. Za raport IPCC został wyróżniony Pokojową Nagrodą Nobla w 2007 r. razem ze wspomnianym wcześniej amerykańskim politykiem Alem Gore’em.

W wykładzie inauguracyjnym „Cywilizacja po zmianach klimatu?”, wygłoszonym na Uniwersytecie Zielonogórskim w 2013 r. dr Thomas mówił o przyczynach i skutkach zmian klimatycznych. Zachęcał do wpływania na polityków, którzy ignorują problem, aby pomogli przełamać kryzys. Warto zacytować kilka jego myśli:

„Od 1900 r. średnia temperatura na Ziemi wzrosła prawie o 1° Celsjusza. Przyczyną jest wzrost o ponad 30% dwutlenku węgla, metanu i innych gazów cieplarnianych w okresie szybkiej industrializacji. Gazy cieplarniane działają jak koc zatrzymujący ciepło na Ziemi. Bez tego koca ciepło wypromieniowałoby w przestrzeń kosmiczną, obniżając temperaturę na naszej planecie. Planeta Wenus ze średnią temperaturą 450° Celsjusza jest ogrzewana głównie w wyniku efektu cieplarnianego. Jest on tam wyraźniejszy, ponieważ dwutlenek węgla stanowi aż 96% atmosfery Wenus. W atmosferze Ziemi wartość dwutlenku węgla wynosi 0,04%, a metanu, który jest prawie 100 razy mocniejszym gazem cieplarnianym, 0,0002%. Chociaż poziom metanu jest w naszej atmosferze niski, od 1900 r. jego ilość się potroiła. Ogromne złoża metanu znajdują się na dnie oceanów, gdzie w połączeniu z wodą tworzą ogromny depozyt w postaci lodu. Jest to bezpieczne do momentu, gdy temperatura wody w głębokich partiach oceanu jest niska. Ostatnio jednak obserwujemy wydostawanie się metanu (w postaci pęcherzyków) z dna coraz cieplejszych jezior na Alasce.

Emisja gazów cieplarnianych na ziemi wzrasta wraz ze wzrostem populacji ludzkiej. Mniej więcej od roku 1800 wzrost emisji gazów był bardzo powolny i zależał w głównej mierze od skali wylesiania (deforestacji). Następnie w wyniku rewolucji przemysłowej i związanego z nią postępu w nauce oraz higienie, nastąpił wzrost zaludnienia i – bezpośrednio z tym związany – szybki wzrost zużycia energii, zwłaszcza z powodu spalania paliw kopalnych.

Obrazek

Kolonia pingwinów królewskich Aptenodytes patagonicus na Ziemi Ognistej (Chile). Fot. Grzegorz Gabryś

Naukowcy już od dawna wiedzą, że istnieje efekt cieplarniany, ale dopiero od kilku ostatnich dekad mają obawy, że może on mieć poważny wpływ na klimat. Pierwsze ostrzeżenia o takiej możliwości sprzed 40 lat były w dużej mierze ignorowane lub wyśmiewane (nawet przez innych badaczy), ale obserwacje poczynione w ciągu ostatnich 10-15 lat wyraźnie wskazują na stopniowy globalny wzrost temperatury, kroczący równo ze wzrostem ilości gazów cieplarnianych w atmosferze.

Rozwiązanie tego problemu wymaga drastycznych zmian w sposobie wytwarzania energii wraz z redukcją jej zużywania. Korzyści pojawią się dopiero po dziesięcioleciach i będą odczuwane nie przez nas, lecz nasze dzieci, wnuki i ich dzieci. Nie obchodzi to jednak polityków, których zainteresowania skupiają się na tym, co tu i teraz, a więc dotyczą okresu kilku najbliższych lat. Ów problem nie interesuje także bogatych, częściowo dlatego, że mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby się uchronić przed skutkami ocieplenia klimatu, a także dlatego, że rozwiązanie problemu pomniejszyłoby ich zyski.

Niestety, bogaci kontrolują media, tj. gazety, radio i telewizję, które mogłyby nas informować o tych zagrożeniach. Oznacza to, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy, jak trudne może stać się nasze życie, jeśli nadal będziemy ignorować fakt, że my, ludzie, zmieniamy klimat na Ziemi szybciej, niż działo się to w okresie ostatnich setek milionów lat”.

„A co nas czeka za sto lat? Pomiędzy latami 1900 a 1980 średnia temperatura Ziemi wzrosła o ok. 0,4° Celsjusza, a po roku 1980 o kolejne 0,5°C. Oznacza to, że koszty ocieplenia gwałtownie rosną. Modele klimatyczne, które wykorzystuje się do przewidywania przyszłego ocieplenia klimatu przy różnym tempie wzrostu stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze pokazują, że jeśli wzrost zużycia energii na świecie będzie wzrastał w tym samym tempie co do roku 2000, to mniej więcej za sto lat średnia temperatura powietrza wzrośnie o kolejne trzy stopnie Celsjusza. A to oznacza że na Ziemi będzie znacznie cieplej niż kiedykolwiek wcześniej w okresie milionów lat.

Niemal wszystko, do czego się przyzwyczailiśmy, ulegnie dramatycznej zmianie. Ogromne obszary w Ameryce Południowej i Północnej dziś pokryte lasami deszczowymi lub polami kukurydzy staną się pustyniami. Pożary lasów będą coraz częstsze. Wiele regionów nadmorskich, a niekiedy całe kraje będą częściej zalewane wodą z powodu gwałtownych burz i podnoszenia się poziomu mórz. Żywność i woda pitna będą coraz trudniejsze i kosztowniejsze w pozyskaniu. Choroby tropikalne będą się rozpowszechniać na północ i południe. Wiele dużych ssaków, takich jak tygrysy i niedźwiedzie polarne wyginie, a zasoby ryb oceanicznych drastycznie się zmniejszą z powodu coraz wyższego pH. Ludzie będą zdesperowani. Te zmiany nie będą miłe dla, prawdopodobnie, 12 miliardów ludzi próbujących przetrwać na Ziemi w 2100 r. Wielu będzie zdesperowanych, brutalnie dążących do wyżywienia siebie i swoich rodzin, a rządy będą na to reagować tak, jak obecnie obserwujemy w Syrii. Wszystko to stanie się nieuniknione, jeśli nie zostaną podjęte zmiany w ciągu najbliższych 15-25 lat”.

Czy w takim razie możemy coś jeszcze zrobić, aby uniknąć tej ponurej przyszłości? Oto kilka propozycji dr. Thomasa:

  1. Używajmy energooszczędnych samochodów, lodówek oświetlenia itp.,
  2. Korzystajmy z rowerów lub przemieszczajmy się pieszo,
  3. Przeprowadzajmy termomodernizację naszych domów,
  4. Jedzmy lokalnie wytwarzaną żywność,
  5. Uczmy się prawdziwej wiedzy o ociepleniu klimatu i nie ufajmy gazetom, radiu, telewizji oraz rządom, które nie chcą, abyśmy byli o tym problemie informowani,
  6. Dyskutujmy na ten temat z rodzinami, sąsiadami i przyjaciółmi,
  7. Sprawmy, by nasi politycy wiedzieli o naszych obawach,
  8. Przekonajmy ich do wspierania produkcji czystej energii z siły wiatru i promieni słonecznych poprzez wprowadzenie „podatku węglowego” i dotacji do kolektorów słonecznych na domach,
  9. Wymuśmy oszczędzanie energii poprzez ograniczone korzystanie z węgla i rezygnację z gazu łupkowego,
  10. Jeśli politycy tego nie poprą, nie głosujmy na nich w kolejnych wyborach.

„To jedyny świat, jaki mamy i musimy go chronić. Nie zapominajcie o tym”.

Obrazek

Jak długo argentyński lodowiec Perito Moreno w Parku Narodowym Los Glaciares będzie opierał się zmianom klimatycznym? Fot. Grzegorz Gabryś

W świetle wszystkich powyższych danych, ogromnym optymizmem napawa fakt, że na arenie politycznej Polski, wreszcie, wzorem innych krajów zachodnich, pojawili się „Zieloni”. Jest to niezwykle ważny krok, dający nadzieję wszystkim, którzy zdają sobie sprawę, że bez czystego środowiska nie ma dalszej egzystencji – szczególnie dotyczy to dzisiejszych nastolatków. Kraje starej demokracji europejskiej, gdzie świadomość ekologiczna jest nadal wyższa niż u nas, dały temu wyraz poprzez wprowadzenie do Parlamentu Europejskiego znaczącej liczby „Zielonych”. Wydaje się nieuniknione, że proces ten będzie postępował również w Polsce. Osoby takie jak Inga Zasowska, inspirowana działalnością Grety Thunberg, pociągną za sobą masy zaniepokojonych rówieśników, którym nie uśmiecha się życie w świecie, jakiego obraz nakreślił dr Thomas. Polscy politycy powinni więc wreszcie zacząć głosić hasła o których biolodzy, przyrodnicy i aktywiści NGO’sów mówili od ponad 50 lat. Parafrazując słynne słowa Billa Clintona, chciałoby się powiedzieć: „liczy się przyroda, głupcze!”.

A więc nie możemy/nie możecie zaprzepaścić tej szansy. Zdrowe, czyste, wydajne środowisko naturalne jest bazą, początkiem i gwarantem powodzenia pozostałych dziedzin życia, w tym gospodarki, ekonomii, kultury i nauki. Wszelkie inwestycje tonące w zieleni nabiorą innego, zachodnioeuropejskiego wymiaru – a tego oczekuje większość Polaków.

Jak powiedział wybitny wrocławski przyrodnik, prof. dr hab. Władysław Strojny: „na nic zdadzą się nawet najlepsze ustawy, jeżeli przeciętny obywatel nie będzie rozumiał idei ochrony przyrody”. Dlatego zróbmy to razem – my, starsi dla Was, a Wy, młodzi dla siebie, Waszych następców i jedynej Planety jaką mamy – Ziemi. Sir David Attenborough powiedział, że dziesięciu wioślarzy nie zmieni kursu Titanica dryfującego na górę lodową. Musimy więc wsiąść do tej łodzi wszyscy.

Poniżej prezentuję postulaty, składające się na „Dekalog przeciwdziałania skutkom globalnego ocieplenia i wspierania ochrony przyrody”, a w skrócie po prostu: „Zielony Dekalog dla Nastolatków”. Muszą zostać spełnione w całości, aby wprowadzić Polskę z powrotem na drogę zrównoważonego rozwoju i dać nadzieję nastolatkom i ich potomnym na godne życie w czystym i zielonym świecie.

Zielony Dekalog dla Nastolatków

1. Profesjonalizm. Wszelkie sprawy związane z szeroko pojętą ochroną przyrody i ekologią należy oddać w ręce niezależnych ekspertów, profesjonalistów, wybranych zgodnie z ich kompetencjami a nie z klucza politycznego. W całej powojennej historii Polski ministrem (ochrony) środowiska nie był nigdy zawodowy biolog czy ekolog. Czas to zmienić. Trzeba przywrócić Ministerstwo Ochrony Środowiska i oddzielić je od leśnictwa, rolnictwa i wszelkich nauk technicznych, aby nie łączyć „wody z ogniem” i nie stwarzać konfliktu interesów w jednej strukturze. Należy odbudować Państwową Radę Ochrony Przyrody i nadać jej właściwą rangę, a także włączyć przedstawicieli NGO’sów do współrządzenia. Osoby odpowiedzialne za zapaść polskiej przyrody powinny być na zawsze odsunięte od stanowisk decyzyjnych.

2. Bioróżnorodność. Utrata bioróżnorodności skutkuje dramatycznymi konsekwencjami. Tracimy kolejne, unikalne, niepowtarzalne byty, które w toku ewolucji uzyskały unikalne i niepowtarzalne rozwiązania biochemiczne, genetyczne, fizjologiczne, mechaniczne, morfologiczne. Wiele z nich, potencjalnie, mogłoby być wykorzystanych dla dobra człowieka; w medycynie ludzkiej, weterynaryjnej, rolnictwie, leśnictwie, technice. To z antropocentrycznego punktu widzenia. Czyż jednak nie powinniśmy, jako Homo sapiens, szanować współmieszkańców Ziemi również z innych, niż praktyczne, pobudek?

Zasoby naturalne Polski zostały w ostatnich latach zdewastowane i wyeksploatowane do granic możliwości, bez poszanowania prawa polskiego i unijnego. Oczekiwaliśmy czegoś zupełnie innego. Nie zagłady Puszczy Białowieskiej, Puszczy Karpackiej czy Mierzei Wiślanej. Oczekiwaliśmy utworzenia nowych obszarów chronionych i korytarzy ekologicznych. Oczekiwaliśmy rozkwitu polskiej przyrody i taką nadzieję dało nam właśnie wejście do Unii Europejskiej. Było to wymarzone narzędzie do walki z chciwością, ignorancją i głupotą wszystkich rządów, jakie by nie były. Stało się inaczej. Bioróżnorodność i jej zachowanie musi zatem stać się priorytetem, gdyż liczby mówią same za siebie. Np. zaledwie 4% biomasy ssaków stanowią dziś zwierzęta wolno żyjące, aż 60% to zwierzęta hodowlane a pozostałe 36% stanowi człowiek. Wraz z dewastacją różnego typu ekosystemów tracimy bezpowrotnie dziesiątki tysięcy gatunków zwierząt, roślin, grzybów i organizmów niższych, często nawet nieopisanych, nieodkrytych i niezbadanych przez naukę. Żeby ten stan zmienić, trzeba zastosować co najmniej system, który określam „trójpolówką”, czyli oddanie jednej trzeciej Ziemi człowiekowi, jednej trzeciej gospodarce a jednej trzeciej przyrodzie. W świetle książki wybitnego angielskiego biologa Edwarda O. Wilson’a „Pół Ziemi”(„Half-Earth”) z 2016 r., nawet i to będzie za mało. Należy się podzielić z naturą wręcz pół na pół. Autor przekonuje, że co najmniej 50% powierzchni Planety powinniśmy oddać naturze, aby w przyszłości nie dochodziło do zachwiania równowagi ekologicznej, a najdelikatniejsza warstwa geosfery – biosfera – odbudowała swoje nadwątlone zasoby.

W Polsce na początek powróćmy jednak do koncepcji „trójpolówki”, gdzie co najmniej 30% powierzchni powinno mieć status chroniony. I to nie wyłącznie w postaci form ochrony „słabej”, jak obszary chronionego krajobrazu czy parki krajobrazowe, ale „twardej”, jak rezerwaty przyrody i parki narodowe. Cały ten system, połączony klinami zieleni i korytarzami ekologicznymi nie może podlegać fragmentacji. Temu mają służyć m.in. przejścia dla zwierząt na autostradach i inne ciągi migracyjne. W ostatnich kilku latach ta struktura została znacznie nadwątlona przez doraźną zmianę prawa, nieprzestrzeganie przepisów istniejących i zwykłe „kłusownictwo ekologiczne”.

Najistotniejszym elementem tej zielonej sieci są parki narodowe. Mamy ich obecnie 23. Wciąż jeszcze brakuje kilku do wyeksponowania pełnej gamy środowisk Polski, np. wyczekiwanego od 30 lat Turnickiego Parku Narodowego i niewiele krócej – Mazurskiego Parku Narodowego. Trzeba je bezwzględnie utworzyć dla dopełnienia sieci bioróżnorodności naszego kraju. W przypadku już istniejących parków narodowych należy natychmiast podjąć działania ograniczające ich degradację. Mają one służyć człowiekowi ale nie mogą być przez człowieka zadeptane. Wielu polskim parkom narodowym i rezerwatom przyrody grozi przesuszenie (na skutek rozbudowy infrastruktury górniczej lub po prostu suszy ekologicznej) a część poddana jest zbyt intensywnej, bezpośredniej presji człowieka (zabudowa, narciarstwo). Należy bezwzględnie powrócić do restrykcyjnej ochrony tych obszarów, niezależnie od nacisków tzw. „lokalnych społeczności” (w istocie kilku pieniaczy mających tartak lub hodowlę norek), a także lobby myśliwych, leśników, rolników, hodowców, inwestorów i deweloperów. Należy też przywrócić dbałość o krajobraz, nie dopuszczać do dzikiej zabudowy i tworzenia szkodliwych inwestycji w obszarach wrażliwych przyrodniczo. Należy zabronić niszczenia tzw. „małej przyrody” pod postacią zadrzewień śródpolnych, oczek wodnych i cieków, żywopłotów i alei drzew wzdłuż arterii komunikacyjnych, usuwania starych sadów, parków i wszelkich innych obiektów stanowiących bezcenne obszary wpływające na wzbogacenie bioróżnorodności.

Myśląc o odbudowie i zachowaniu bioróżnorodności pamiętajmy, że 99% ziemskich cywilizacji upadło wyłącznie z powodu dewastacji środowiska naturalnego, jak pisze Jared M. Diamond w książce z 2004 r. pt. „Collapse” (polskie wydanie: „Upadek”, 2007 r.).

Obrazek

Park Narodowy Torres del Paine, perła argentyńskiej przyrody. Fot. Grzegorz Gabryś

3. Walka ze smogiem. To nie tylko kontrola spalin, wymiana pieców i zakaz opalania węglem i drewnem (co, nota bene, szczęśliwie przyczyni się do oszczędzenia tysięcy a może i milionów drzew, głównie liściastych, kończących dzisiaj życie w domowych kominkach). To przede wszystkim kompleksowe podejście do zieleni w aglomeracjach miejskich. Dbałość o nią i jej kształtowanie. Zachowanie jak największej liczby drzew liściastych, najlepiej rodzimych. Bujna zieleń miejska to najlepsze antidotum na smog. Niestety coraz więcej Polaków wykazuje „syndrom nienawiści do liścia z drzewa liściastego”. Wśród nich jest też wielu włodarzy: sołtysów, wójtów, burmistrzów i prezydentów. Musimy się bacznie przyglądać ich działaniom. W miastach i miejscowościach powinno być jak najwięcej parków i klinów zieleni, napowietrzających i chłodzących często bezdrzewne centra. Pamiętajmy, że liść to najskuteczniejsze antidotum w sezonie wegetacyjnym na zanieczyszczenia powietrza pyłami zawieszonymi PM10 i PM2,5. Przy okazji zieleń miejska wzbogaca bioróżnorodność ssaków, ptaków, płazów i wielu grup bezkręgowców.

4. Racjonalna gospodarka odpadami. Plastik i inne śmieci zalewają Ziemię, tworząc nieprzetwarzalne góry odpadów, w dodatku przenikające do wód, organizmów zwierząt a finalnie trafiające do naszych żołądków. Problem odpadów musi być rozwiązany kompleksowo. Nie możemy uciekać od odpowiedzialności, wysyłając śmieci do krajów słabiej rozwiniętych, lub przymykać oczu na nielegalny proceder obrotu śmieciami. Musimy zatrzymać śmiercionośne pożary wysypisk i ukrywanie toksycznych substancji w nieprzeznaczonych do tego miejscach. Powinniśmy zainwestować w najnowocześniejsze technologie umożliwiające utylizację na miejscu, a także doprowadzić do tego, aby jak najwięcej produktów podlegało recyklingowi. Powróćmy do sprawdzonej koncepcji zbierania makulatury, wymienialnych szklanych butelek i wielorazowych toreb na zakupy z materiału.

5. Wykorzystanie energii odnawialnej i odejście od paliw kopalnych. Jedynym, teoretycznie niewyczerpanym źródłem energii jest słońce i wiatr. Musimy postawić na fotowoltaikę i energię wiatrową, a także wykorzystywać biogazownie. Wody będzie coraz mniej, więc inwestycja w elektrownie wodne wydaje się chybiona. Energia atomowa, jak pokazuje praktyka, jest ekstremalnie niebezpieczna. Poza tym co robić z odpadami? Czy zastosować się do rady pewnego profesora chemii, który stwierdził: „przecież mamy jeszcze tyle jaskiń na Ziemi”…? Bezwzględnie należy wyeliminować węgiel kamienny i brunatny, a także sukcesywnie pozostałe paliwa kopalne. Tu nie ma alternatywy. W przypadku paneli słonecznych trzeba zadbać, żeby nie były rozmieszczone chaotycznie, ze szkodą dla środowiska. Turbiny wiatrowe też powinny być montowane w sposób przemyślany, np. poza szlakami migracyjnymi ptaków, w odpowiednim oddaleniu od zabudowań czy poza miejscami cennymi krajobrazowo. Klasyczne wiatraki śmigłowe można z czasem wymieniać na alternatywne, np. o osi pionowej, lub malować na fioletowo ograniczając śmiertelność owadów, a tym samym ptaków i nietoperzy, co wykazały badania prowadzone przez polskich ekologów z Gdańska.

6. Woda. W ostatnich miesiącach przekonaliśmy się, że woda może stać się towarem deficytowym. Polska jest jednym z krajów o najmniejszych zasobach wodnych w Europie, a przez dekady robiliśmy wszystko, żeby stan ten pogorszyć. Po II wojnie światowej ambicją każdej wsi i gminy było osuszenie wszystkiego, co przypominało bagno, moczary czy zalewową łąkę. Termin melioracja nie oznaczał prawidłowej gospodarki wodnej: nawadniającej bądź odwadniającej w razie potrzeby. Na skutek takich działań utraciliśmy tysiące hektarów „nieużytków”, które pełniły rolę naturalnych zbiorników retencyjnych i działały jak gąbka. W razie potrzeby chłonęły, a w razie potrzeby wodę oddawały. Ta rabunkowa pseudomelioracja doprowadziła do stanu, w jakim znajdujemy się dzisiaj, ale nie nauczyła niczego niektórych polityków i samorządowców. Zamiast robić wszystko, by wodę zatrzymać, robimy wszystko by ją utracić. Wycinamy na potęgę drzewa i krzewy, asfaltujemy i betonujemy każdą dostępną powierzchnię w miastach i miasteczkach, zaniedbaliśmy budowę zbiorników retencyjnych. Ponadto planujemy dewastację ostatnich wielkich podmokłych obszarów, jak Poleski Park Narodowy i Biebrzański Park Narodowy. W otoczeniu tego pierwszego planowana jest kolejna kopalnia węgla kamiennego, co doprowadzi do dramatycznego przesuszenia terenu, przez środek drugiego obecne władze planują przeprowadzić drogę. Kolejnym negatywnym działaniem jest plan zabetonowania („uregulowania”) Odry na całej jej długości. Doprowadzi to do przyspieszenia spływu i tak coraz mniejszej ilości wody wprost do Bałtyku, nie mówiąc o degradacji bezcennych terenów nadrzecznych na całej długości. Gdy cały świat powraca do renaturyzacji rzek, my konsekwentnie je betonujemy, prowadząc z jednej strony do wystąpienia gwałtownych powodzi, z drugiej do suszy.

Obrazek

Orangutany Pongo pygmaeus w ośrodku rehabilitacji Sepilok (Borneo, Sabah); czy będą miały dokąd wrócić gdy całą wyspę pokryją plantacje palmy olejowej Elaeis guineensis? Fot. Grzegorz Gabryś

7. Leśnictwo, rolnictwo i hodowla przyjazne środowisku. Wszystkie te gałęzie przemysłu, związane nierozerwalnie z przyrodą i środowiskiem naturalnym, trzeba w jak największym stopniu „ekologizować”, aby zniwelować niekorzystny wpływ, jaki produkcja roślinna i zwierzęca wywierają na ekosystemy. Eksploatacja lasów nie może odbywać się kosztem obszarów cennych przyrodniczo. Nie wszystkie drogi leśne, zwłaszcza te przebiegające przez obszary chronione, muszą być asfaltowane. Pozyskanie drewna powinno odbywać się z większym poszanowaniem struktury biologicznej lasu, np. ściółki i gleby przy stosowaniu ciężkiego sprzętu. Rolnictwo powinno starannie dobierać środki ochrony roślin, unikając tych najmocniej oddziałujących na człowieka – takich jak glifosat czy na owady – jak zabronione w wielu krajach Europy neonikotynoidy. Już wiemy, że istnieje możliwość rozwijania rolnictwa ekologicznego, niekoniecznie w oparciu o uprawy genetycznie modyfikowane (GMO). Wiadomo też, że powoli będziemy musieli ograniczyć spożycie białka zwierzęcego. Z jednej strony ze względów zdrowotnych, z drugiej strony mając na względzie emisję gazów cieplarnianych, będącą kompleksowym efektem hodowli ssaków, a przede wszystkim bydła. Polska jest też jednym z ostatnich bastionów hodowli zwierząt futerkowych w Europie, co rodzi zrozumiale protesty nie tylko wśród obrońców praw zwierząt, ale też wrażliwej części społeczeństwa. Przepisy pozwalające na utrzymywanie zwierząt futerkowych w Polsce sprawiają nierzadko ogromne niedogodności mieszkańcom okolicznych miejscowości, nie mówiąc o stratach ekologicznych w wyniku nagminnych ucieczek zwierząt. Czas skończyć z tym procederem i dołączyć do cywilizowanej części Europy.

8. Prawo. Praworządność jest podstawą funkcjonowania Państwa, w tym też szeroko pojętej ochrony przyrody i środowiska. Działalność rządu w ostatnich latach doprowadziła do zapaści kondycji polskiej przyrody, m.in. poprzez uchwalenie szkodliwych i destruktywnych aktów prawnych, jak osławione „lex szyszko”, „lex developer” czy „lex investor”, które umożliwiły ogołocenie naszego kraju z milionów drzew, a także zagospodarowanie terenów, które nigdy nie powinny być miejscem jakichkolwiek inwestycji. Ostatnio osoby związane z byłym ministrem środowiska zaproponowały odstąpienie od przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko w klasycznej formie przy niektórych inwestycjach. Doprowadzi to np. do tworzenia szkodliwej infrastruktury w parkach narodowych (kilkadziesiąt wyciągów narciarskich w Tatrzańskim Parku Narodowym) czy lokalizowaniu uciążliwych inwestycji, jak fermy zwierząt, w niedalekiej odległości od zabudowań mieszkalnych. Osobnym problemem jest po prostu łamanie prawa polskiego i unijnego przez polityków, co niesie za sobą ogromne koszty w postaci kar unijnych, a także niepowetowane, nieodwracalne, dramatyczne zmiany w rodzimej przyrodzie. Te wszystkie „specustawy” rujnujące naszą przyrodę muszą być zweryfikowane, prawo ochrony przyrody uproszczone i uaktualnione aby było kompatybilne z prawem unijnym, a kary za przestępstwa przeciwko przyrodzie nie symboliczne, ale drakońskie. Musimy wreszcie sobie uświadomić, że niszczenie przyrody nie jest najmniej, ale najbardziej szkodliwym społecznie przestępstwem. Rodzajem morderstwa, a właściwie ludobójstwa. Wystarczy sobie przypomnieć, ile osób umiera rocznie z powodu smogu.

9. Edukacja ekologiczna. Musi trwać od najmłodszych lat do końca życia, czyli od żłobka do Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Powinna obejmować jak najwięcej zajęć w terenie: na łące, w lesie, nad rzeką a także w wyspecjalizowanych placówkach, takich jak ogrody zoologiczne, ogrody botaniczne, muzea przyrodnicze, stacje badawcze, nie wspominając o uniwersytetach. Te instytucje muszą być odpowiednio dofinansowane, a zajęcia prowadzone przez zawodowych biologów, ekologów i specjalistów z zakresu ochrony środowiska. Nie może być tak, że gdy operację w szpitalu przeprowadza wyłącznie chirurg, w sądzie orzeka wyłącznie sędzia, to ochroną przyrody i edukacją ekologiczną może zajmować się każdy. Musi istnieć alians pomiędzy nauką, edukacją a ochroną przyrody (zwaną potocznie „ekologią”). Ta triada jest niezwykle ważna, gdyż dwa pierwsze elementy dają efekt długofalowy, a trzeci chroni nas doraźnie. Bardzo ważne jest prowadzenie działań edukacyjnych wśród różnych grup zawodowych, szczególnie tych, mających bezpośrednią styczność z przyrodą: rybaków, rolników, myśliwych, leśników, hodowców.

10. Demografia. „Last but not least”. Temat ten jest delikatny i trudny dla polityków, ale bez wątpienia leżący u podstaw kryzysu ekologicznego. „Widmo maltuzjanizmu” – przegęszczenie i przeludnienie Planety, która nie jest z gumy, powoli zagląda nam w oczy. W 1825 r. na Ziemi pojawił się pierwszy miliard mieszkańców, gdy rodzili się dzisiejsi 60-latkowie było nas już trzy miliardy a dzisiaj jest ponad siedem! W 2050 r. będzie dziewięć a w 2100 r. ponad 12 miliardów. W tym świetle naprawdę trzeba sobie zadać pytanie, czy powrót do propozycji zerowego przyrostu ludności profesora Paula Ehrlicha z 1968 r. nie jest jedyną alternatywą dla naszej Planety? Lepiej świadomie ograniczyć wzrost demograficzny niż miałoby się to dokonać poprzez nasilenie chorób, wojen czy czystek etnicznych. Kandydat Demokratów na prezydenta USA, Bernie Sanders właśnie ten temat poruszył. Może to znak, żeby pochylili się nad nim i nasi politycy? Nastolatkowie na pewno do niego wkrótce wrócą.

Prof. dr hab. Grzegorz Gabryś

Zielona Góra, 6 stycznia 2020 r.

Prof. dr hab. Grzegorz Gabryś – biolog, zoolog, akarolog, kierownik Katedry Zoologii na Wydziale Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Absolwent Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor ponad 130 publikacji z zakresu taksonomii roztoczy, systematyki i ekologii ssaków oraz ochrony przyrody.