Miesięcznik Dzikie Życie

5/311 2020 Maj 2020

Ostrołęka C. Requiem dla snu o węglu

Diana Maciąga

Jest już niemal pewne, że Ostrołęka C – która miała być ostatnią elektrownią węglową w Polsce – nie powstanie. 14 lutego 2020 r. Energa i Enea zawiesiły poszukiwanie finansowania. Zwyciężyły argumenty powtarzane przez niezależnych ekspertów, NGOʼsy, ruchy klimatyczne. Ich niezgoda na dyktat brudnego biznesu i krótkowzrocznej polityki to wielki wkład w walkę z kryzysem klimatycznym i budowę lepszego świata. To także spektakularny sukces 3-letniej kampanii społecznej prowadzonej przez Koalicję Stop Elektrowni Ostrołęka C – obok zatrzymania budowy węglowej elektrowni Północ, drugi w Polsce tak znaczący dla ochrony klimatu.

Elementarz Ostrołęki C

Ostrołęka C już dwukrotnie gościła na łamach „Dzikiego Życia” (nr 10/201811/2018), gdy ważyły się losy decyzji o rozpoczęciu budowy. Została ona podjęta w grudniu 2018 r., tuż po zakończeniu szczytu klimatycznego w Katowicach. Kompromitujący Polskę „wkład” w ochronę klimatu był też finansowym tupaniem po bardzo cienkim lodzie. Inwestorzy rozpoczęli budowę, choć nie mogli pokryć kosztów inwestycji.

Obrazek

Plac budowy świeci pustkami. Nad miastem straszą wybudowane pylony, które zdążyły już zostać wyśmiane, jako „dwie wieże” z Ostrołęki. Źródło: moja-ostroleka.pl

Naszym nowym Czytelnikom należy się szybkie wprowadzenie. Gigawatowa elektrownia miała zostać wybudowana przez dwie spółki energetyczne należące do Skarbu Państwa – Eneę i Energę. Kosztować miała ponad 6 mld zł, spalałaby nawet 4,3 mln ton węgla rocznie emitując do atmosfery do 6 mln ton dwutlenku węgla (to mniej więcej roczne emisje miasta wielkości Krakowa). Mogłaby działać nawet 40 lat, walnie przyczyniając się do kryzysu klimatycznego i dalszego uzależnienia Polski od węgla.

Oryginalny projekt budowy pochodził sprzed 2010 r., ale Energa już raz zrezygnowała z niego z powodów ekonomicznych. Pomysł powrócił wraz z wyborami w 2015 r., jako sztandarowa obietnica wyborcza szefa struktur PiS z regionu i przyszłego ministra energii, Krzysztofa Tchórzewskiego. „Ostatnia elektrownia węglowa w Polsce” miała produkować tani prąd, budować niezależność energetyczną i być niezbędną dla rozwoju regionu i całej polskiej energetyki. To, że „zmartwychwstawała” wyłącznie z przyczyn politycznym było tajemnicą poliszynela. Miała jednak wszystkie pozwolenia a jej budowa wydawała się przesądzona. Najważniejszym zadaniem, jakie przed nami stanęło było zgromadzenie mocnych argumentów by pokazać, że ten szkodliwy dla klimatu projekt jest też kompletnie bez sensu.

Fakty kontra węgiel

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot koordynuje kampanię ostrołęcką od 2017 r., prowadząc działania w koalicji organizacji społecznych, najlepszych prawników i ekspertów. Raport prof. Jana Popczyka i dr. inż. Krzysztofa Bodzka z Politechniki Śląskiej rozwiał mit „wielu miejsc pracy” i korzyści dla regionu. Eksperci oszacowali, że decyzja zastąpienia Ostrołęki C rozwojem energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii (OZE) stworzyłaby rynek inwestycyjny wynoszący do 870 mln zł dla regionu, lub 10-17 mld zł w skali kraju. Utworzyłaby ok. 45% miejsc pracy więcej, niż związanych z funkcjonowaniem elektrowni i wydobyciem węgla na jej potrzeby, a gdyby ten pochodził z zagranicy – nawet 1200% więcej. Jak się później okazało, około połowa paliwa byłaby importowana, najprawdopodobniej z Rosji.

Eksperci badający wpływ zanieczyszczeń na zdrowie oszacowali, że w całym 40-letnim „życiu” elektrownia spowodowałaby ok. 2000 przedwczesnych zgonów i zewnętrzne koszty zdrowotne sięgające 690 mln euro.

Obrazek

Ostrołęka C to wielka maszynka do mielenia pieniędzy i przerabiania ich na gazy cieplarniane. „Dymiąca” makieta elektrowni, w której symbolicznie zmieliliśmy pieniądze. Happening odbył się dwa razy: podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego i Globalnego Tygodnia Strajku dla klimatu, 2019 r. Fot. Archiwum Pracowni

Jednak najbardziej newralgicznym tematem, była kwestia nieopłacalności budowy (do tego tematu jeszcze wrócimy). Informacje te przekazaliśmy akcjonariuszom i zarządom obu spółek, oraz banków i ubezpieczycieli, którzy mogli być zainteresowani wsparciem budowy. Trafiły też do instytucji państwowych, w tym Komisji Nadzoru Finansowego, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów i NIK. Ten ostatni przedstawił raport, który nie zostawił na Ostrołęce C suchej nitki, potwierdzając wszystkie zarzuty ekspertów i organizacji. Decyzję o budowie podjęto na bazie niezweryfikowanych założeń z 2010 r., które nie miały racji bytu w świetle polityki klimatycznej i radykalnie innego otoczenia prawnego i finansowego. Spółki zdecydowały się na budowę mimo tego, że nie miały pieniędzy na jej ukończenie. Opóźnienie budowy obecnie sięga roku, co oznacza 170 mln zł kary z tytułu niewywiązania się z umowy na dostarczanie do sieci określonej ilości energii począwszy od 1 stycznia 2023 r.

Walczyliśmy także o dopuszczenie do udziału w postępowaniach prawno-administracyjnych dotyczących udziału społecznego i pozwoleń na realizację inwestycji. Złożyliśmy m.in. wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji ministra środowiska Jana Szyszki, który przedłużył ważność pozwolenia zintegrowanego dla elektrowni – w opinii ekspertów z rażącym naruszenie prawa. Enea przegrała też proces w sprawie wydania zgody na budowę wytoczony jej przez Fundację ClientEarth „Prawnicy dla Ziemi”.

Społeczne Nie dla Ostrołęki C

Nawet najlepsze działania eksperckie nie mogą się obejść bez kampanii informacyjnej. Społeczeństwo musiało zrozumieć, że opór wobec Ostrołęki C nie był bezsensownym blokowaniem strategicznej inwestycji a walką o wybór między węglem niszczącym klimat, polskie powietrze i gospodarkę, a bezpieczniejszą i bardziej sprawiedliwą przyszłością wolną od paliw kopalnych. Jak przeciwstawić się inwestorsko-ministerialnej propagandzie sukcesu? Dzięki współpracy z najważniejszymi portalami branżowymi i topowymi dziennikarzami, sprawa Ostrołęki C na trwale zagościła w mediach oraz w ogólnopolskiej debacie politycznej.

Mit zbawiennego wpływu na region był szczególnie silny w Ostrołęce, gdzie od lat 70. działa już jedna elektrownia węglowa. Organizowaliśmy publiczne debaty eksperckie oraz akcje społeczne w Ostrołęce promujące czystą energetykę i efektywność energetyczną, jako alternatywy dla elektrowni. Wbrew narracji lokalnych polityków absolutnie nie była to też sprawa lokalna. Tak wielka elektrownia wpływałaby na kształt polskiej energetyki przez dekady blokując transformację energetyczną. Brzmi to jak truizm, ale gazy cieplarniane i kryzys klimatyczny nie respektują żadnych granic. Dzięki współpracy z międzynarodowym ruchem klimatycznym Ostrołęka C urosła do rangi jednej z flagowych kampanii na skalę europejską.

Ostatnie dwa lata przyniosły prawdziwy przełom w klimatycznej świadomości polskiego społeczeństwa. Szczyt Klimatyczny w Katowicach, dwie edycje Obozu dla Klimatu, eksplozja młodzieżowych strajków klimatycznych, niezliczone akcje i marsze w całej Polsce – na najważniejszych z nich apelowaliśmy o porzucenie budowy elektrowni. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o zaangażowaniu ruchów klimatycznych – Extinction Rebellion, Strajku dla Ziemi, Obozu dla Klimatu i Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, które odegrało ważną rolę w budowaniu społecznego sprzeciwu wobec tej inwestycji. Wszystkie one wsparły kampanię sprzeciwiając się budowie kolejnej węglowej maszynki do mielenia pieniędzy i przerabiania ich na gazy cieplarniane powodujące kryzys klimatyczny. Skoro już o tym mowa, wróćmy na chwilę do tematu, który okazał się punktem zwrotnym w historii Ostrołęki C.

Kasa misiu, kasa

W decyzjach zarządów i akcjonariuszy spółek energetycznych perspektywa katastrofy klimatycznej gra mikroskopijną rolę w porównaniu ze słabym wynikiem finansowym. Czy w dobie Porozumienia Paryskiego i odchodzenia od paliw kopalnych wybudowanie rentownej elektrowni węglowej jest możliwe? Skoro budowa Ostrołęki C nie opłacała się Enerdze w 2012 r., tym bardziej nie powinna na siebie zarobić w latach 20., przy gwałtownie rosnących cenach uprawnień do emisji CO2 i kosztów wydobycia węgla. Zarząd Energi utrzymywał, że projekt się spina, choć nie przedstawił na to dowodów. Tymczasem analitycy z Fundacji Instrat pokazali, że Ostrołęka C byłaby projektem nierentownym i głęboko nieopłacalnym. W sierpniu 2018 r. optymistyczny scenariusz mówił o stracie na poziomie „tylko” – 2,3 mld zł. Świat jednak szybko się zmienia – pół roku później było to już – 6,2 mld zł, czyli więcej niż miała kosztować budowa. W czerwcu 2019 r. Instrat opublikował nowatorskie narzędzie – internetowy kalkulator (nie)opłacalności Ostrołęki C, na tyle prosty w obsłudze, że skorzystać mógł z niego każdy (np. minister energii). Wynik: – 7 ,5 mld zł straty i produkcja prądu po koszcie około 500 zł/MWh, czyli o ⅓ więcej niż fotowoltaika lub prawie 2 razy więcej niż lądowe farmy wiatrowe. Nie omieszkaliśmy podzielić się tymi informacjami z żywotnie zainteresowanymi. Świetną okazją były doroczne Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy Enei i Energi, oraz banków i ubezpieczycieli, które mogły wesprzeć budowę. Wyciągaliśmy na światło dzienne przemilczane ryzyka finansowe, środowiskowe i społeczne związane z budową Ostrołęki C czy brakiem planu dekarbonizacji, a samym zarządom zadawaliśmy bardzo niewygodne pytania.

Obrazek

Z apelem o rezygnację z budowy elektrowni na Marszu dla Klimatu podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach. Fot. Archiwum Pracowni

Pokazanie ekonomicznej szkodliwości Ostrołęki C miało fundamentalne znaczenie, gdyż los projektu w dużej mierze zależał od banków. Kiedy w styczniu 2020 r., w rok od rozpoczęcia budowy, Energa wciąż nie miała modelu finansowania było już niemal pewne, że żaden europejski bank nie udzieli pożyczki na budowę. Inwestorom pozostawało poszukiwanie finansowania „poza Europą”, przy czym bardziej prawdopodobnym kierunkiem był tu daleki wschód, niż zachód.

Zatrzymanie finansowanie tak potężnej inwestycji samo w sobie jest olbrzymim sukcesem organizacji i ekspertów. Ma także niebagatelne znaczenie dla innych działań klimatycznych. Kampania stała się praktyczną szkołą aktywizmu finansowego dla polskiego ruchu klimatycznego, który wyciąga na światło dzienne związek między strumieniem pieniędzy płynącym do spółek węglowych a emisją gazów cieplarnianych.

Zmiany klimatu? Masz to jak w banku

Za kryzys klimatyczny współodpowiedzialne są też banki, które finansują budowę węglowych projektów i działanie rozwijających je spółek. Wśród instytucji, które mogły być zainteresowane finansowaniem budowy były między innymi PKO BP, Pekao SA i BGK, nie mające polityk klimatycznych. Inne banki, jak Santander czy mBank, nie stroniły od finansowania spółek energetycznych. Przypadek mBanku doskonale pokazał, na czym polega różnica pomiędzy wycofaniem finansowania dla projektów węglowych, a całkowitym zakończeniem relacji z firmami, które napędzają kryzys klimatyczny. Udowodnił też, jak ważna jest społeczna kontrola polityk klimatycznych.

Polityka klimatyczna, którą wiosną 2019 r. mBank przyjął po dwóch latach dialogu z organizacjami społecznymi okazała się dziurawa jak sito. Bank zadeklarował, że nie udzieli pożyczki na budowę nowych kopalni węgla i elektrowni, oraz że nie nawiąże współpracy z nowymi klientami, którzy je rozwijają. Gdzie jest haczyk? Bank miał już zawarte relacje z największymi graczami energetycznymi w Polsce. Gdyby np. ogłosił, że od 2021 r. nie będzie wspierać klientów, którzy uzyskują z węgla ponad 50% energii (co zrobił właściciel mBanku – Commerzbank) dałby spółkom energetycznym ultimatum: albo się zmienicie i dążycie do dekarbonizacji, albo nie skorzystacie z naszych usług. A tak mógł po prostu udzielić Enei lub Enerdze kredytu na cele ogólnokorporacyjne lub ułatwić emisję obligacji. I dokładnie to zrobił.

Szukając pieniędzy Enea zdecydowała się na emisję obligacji wartych miliard złotych – oficjalnie na spłatę długu – a cały proces miały aranżować Pekao SA, PKO BP i mBank. Wywołało to falę społecznych protestów, jednak bank uparcie twierdził, że nie ma nic wspólnego z budową Ostrołęki C. Problem w tym, że zdobywając miliard na spłatę zadłużenia, Enea nie musiałaby wybierać między tym a budową elektrowni, na którą mogła przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze. Jednocześnie mBank twierdził, że wcale nie wspiera energetyki węglowej, za to jest liderem finansowania zielonej energii. Nie daliśmy się nabrać na zielone frazesy. W odpowiedzi na działania mBanku przed jego oddziałami w Warszawie i Wrocławiu dziesiątki osób domagających się prawdziwej ochrony klimatu, a nie pięknych słów, zorganizowały symboliczną akcję masowego wymierania. Odbiła się ona na tyle szerokim echem, że sam prezes banku przyznał, że więcej czegoś takiego przeżywać nie chce.

Jednym z liderów finansowania energetyki węglowej w Polsce jest PKO BP. Jesienią 2019 r. w oddziale banku rozbrzmiała piosenka zaczynająca się od słów „banku, nie zabijaj nas, węgiel rzucić już najwyższy czas”. Obóz dla Klimatu domagał się od PKO zaprzestania finansowania Enei i Energi i nieudzielenia kredytu na Ostrołękę C. Jakiś czas potem w Poznaniu zawisły reklamy PKO, na których bank chwalił się, że dumnie wspiera zmiany klimatu i Ostrołękę C. Bank po kilku godzinach zagroził anonimowym aktywistom procesem. Szkoda, że nie wykazał się tak szybką reakcją na apel 13 organizacji społecznych, które na odpowiedź w sprawie Ostrołęki C czekały tygodniami. Groźby nie zniechęciły ruchu klimatycznego – bankomaty PKO zostały oznaczone, jako „nieczynne z powodu awarii systemu wartości”. Choć PKO BP odciął się od Ostrołęki C, polityki klimatycznej nie ma do tej pory. Na szczęście pomysłowość ruchu klimatycznego w wytykaniu bankom klimatycznej hipokryzji wydaje się nie mieć granic.

Obrazek

Ostrołęka C to wielka maszynka do mielenia pieniędzy i przerabiania ich na gazy cieplarniane. „Dymiąca” makieta elektrowni, w której symbolicznie zmieliliśmy pieniądze. Happening odbył się dwa razy: podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego i Globalnego Tygodnia Strajku dla klimatu, 2019 r. Fot. Archiwum Pracowni

Oczko w głowie solą w oku

Przed wyborami parlamentarnymi 2019 roku podjęto ostatnią, desperacką próbę przekonania wyborców, że Ostrołęka C i związane z nią wpływy z podatków to panaceum na wszystkie lokalne problemy, zarówno te rzeczywiste, jak odpływ młodych z miasta, niewyremontowane drogi czy brak połączenia kolejowego, jak te cokolwiek dyskusyjne np. mała dostępność hoteli i punktów gastronomicznych. Pytanie, kto miałby z nich korzystać po zakończeniu budowy i odpływie ekip budowlanych? Chyba, że sam blok C miałby stać się atrakcją turystyczną. Liczba miejsc pracy przy budowie uległa cudownemu rozmnożeniu z 2,5 do 4 tys. nikt za to nie wspomniał, że w samej elektrowni będzie pracować tylko ok. 250 osób. Sugerowano nawet, że budowa przyczyni się do wzrostu dzietności. Miał powtórzyć się scenariusz z lat 70., gdy tworzenie wielkich obiektów industrialnych dawało potężny impuls rozwojowi małych miejscowości. Rzeczywistość alternatywna rodem z kart satyry obnażyła brak argumentów zwolenników elektrowni.

Pod koniec 2019 r. mit elektrowni węglowej nad Narwią nie tyle chwiał się w posadach, co z hukiem rozpadał. Wraz z rozwiązaniem Ministerstwa Energii Krzysztof Tchórzewski stracił posadę a Ostrołęka C – polityczne poparcie. Od tematu umył ręce minister klimatu, a wielki zwolennik budowy i były wiceminister energii rozwiał marzenia o Ostrołęce C twierdząc, że nie powstanie. Minister rozwoju przyznała, że budowa może być znacznie droższa niż zakładano a projekt „może wymagać korekty”. Sejm zalały interpelacje poselskie z pytaniami o sensowność budowy i wyłożone na nią pieniądze. Doniesienia mediów, że polityczna decyzja o wycofaniu się z projektu zapadła na zmianę dementowali inwestorzy i minister aktywów państwowych, któremu przypadło w spadku posprzątanie pobojowiska, jakim energetyka stała się pod kierownictwem Tchórzewskiego – w tym zgniłe jajo w postaci Ostrołęki C. W końcu nawet on przyznał, że inwestycję trzeba na nowo przemyśleć, ze względu na „radykalną zmianę” w postaci unijnej polityki klimatycznej. Ostrołęka C, która była głównym kołem zamachowym lokalnych działaczy w kampanii samorządowej, europejskiej i dwóch parlamentarnych, stała się polityczną sierotą, do której nikt wolałby się nie przyznawać. Tymczasem na scenę wkroczył zupełnie nowy gracz.

Orzeł z jasnego nieba

W grudniu 2019 r. PKN Orlen rozpoczął działania zmierzające do przejęcia Energi. Transakcja została sfinalizowana pod koniec kwietnia br. Pytani o przyszłość Ostrołęki C przedstawiciele zarządu koncernu oświadczyli, że wytwarzanie energii oparte na węglu nie jest ulubioną technologią spółki, która zamierza zmienić projekt Ostrołęki C. Analizy technologiczne, ekonomiczne i prawne prowadzą już nie tylko Orlen, ale Enea i Energa a ich wynik mamy poznać 7 maja. Orlen traktuje przejęcie Energi wyłącznie jako działalność biznesową. W tej sytuacji wydaje się logiczne, że spółka nie chce finansować węglowego projektu, o którym z góry wiadomo, że będzie wyłącznie obciążeniem. Wszystko wskazuje na to, że pod rządami Orlenu i przy aprobacie rządu nad Narwią powstanie blok gazowy.

Pożegnanie z węglowym Misiem

Brak finansowania, zaskarżone pozwolenia, opóźnienia i rosnący opór społeczny – Ostrołęka C okazała się spektakularną porażką. W pewnym momencie jej bezsens potwierdził nawet sam Tchórzewski, który przyznał w kuluarach szczytu klimatycznego, że „budowa elektrowni nie leży ani w ekonomicznym ani ekologicznym interesie Polski”.

Obrazek

Akcja WymieraMy! Pod oddziałem mBanku w Warszawie zorganizowana przez Extinction Rebellion Polska i Earth Strike Polska we współpracy z Pracownią. For. Archiwum Pracowni

Z perspektywy czasu ta historia przypomina czarną komedię absurdów rodem z „Misia” i mogłaby wydawać się zabawna, gdyby nie była tak kosztowna. Nie chodzi tu tylko o ponad miliard zł utopiony w węglowej fanaberii, ale o ogromną stratę czasu i energii, która mogła zostać spożytkowana na zieloną transformację. Zamiast inwestować w efektywność energetyczną i odnawialne źródła energii, zmarnowano kilka bezcennych lat, upierając się na budowę niepotrzebnej i szkodliwej elektrowni. Ta historia ma też jasną stronę. Jest nią rola, jaką ostrołęcka kampania odegrała we wzmacnianiu polskiego ruchu klimatycznego i głosu ekspertów ostrzegających między innymi przed finansową klapą węglowych projektów. Z kolei banki, i te polskie i zagraniczne działające w naszym kraju, sparzyły się na wspieraniu sektora węglowego i muszą liczyć się z coraz większym ryzykiem – zarówno finansowym, jak i reputacyjnym. Ostrołęka C nie będzie „ostatnią węglową elektrownią w Polsce”. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie jej wcale. To lekcja pokory i memento dla każdego, komu w epoce walki o klimat zamarzyłby się „nowy węgiel” w Europie.

Post scriptum. Gas is the new coal?

Upadek Ostrołęki C można uznać za symboliczny koniec ery węgla nad Wisłą i dowód na to, że globalny odwrót od tego paliwa nie ominie Polski. Spółki zaczynają ogłaszać daty wyłączeń bloków węglowych i deklarują wsparcie dla transformacji energetycznej. Niestety dzieje się to głównie za pomocą masowo rozwijanych projektów gazowych. Elektrownie gazowe wpisują się w rządowy projekt „masowej gazyfikacji Polski”, który pasuje raczej do czasów „słusznie minionych” a nie epoki innowacji i walki z katastrofą klimatyczną. Gaz ziemny mógł być paliwem przejściowym na czas transformacji energetycznej dekadę temu, gdy technologie OZE nie były tak zaawansowane i tanie. Dziś masowe (prze)inwestowanie w nową, wielkoskalową infrastrukturę gazową to dalsze napędzanie kryzysu klimatycznego. Wyjście z zależności od węgla by wpędzić się w zależność od kopalnego gazu nie pozwoli na osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. W Unii już to dostrzeżono – Europejski Bank Inwestycyjny od 2021 r. nie będzie wspierać projektów gazowych, a fundusze europejskie mają wspierać jedynie te gotowe do przełączenia na gaz „zdekarbonizowany”– biogaz czy „zielony” wodór, którym UE chce uzupełnić przyszły miks energetyczny bazujący na OZE i efektywności energetycznej. Europejski Zielony Ład oznacza w praktyce koniec spalania gazu kopalnego. Tymczasem w Polsce mają powstać między innymi trzy 700 MW gazowe bloki spółki PGE a Enea planuje „gazyfikację” potężnej elektrowni Kozienice. Tak wielkich elektrowni gazowych nie buduje się nigdzie w Europie. Czy PKN Orlen da się ponieść polskiej gigantomanii zamieniając 1000 MW węglowej Ostrołęki C na porównywalnej mocy elektrownię gazową? Nie zapominajmy też, że w Ostrołęce wciąż działa węglowa elektrownia „B”, która przeszła na własność Orlenu.

By powstrzymać katastrofę klimatyczną nie wystarczy zamiana węgla na gaz. Mniej emisyjne paliwo tylko odwlecze w czasie nieuniknione. Jeśli Orlen nie zamknie starej elektrowni i innych projektów na paliwa kopalne, emisje CO2 nie zmaleją ani o gram, a muszą bezwzględnie spaść do zera w najbliższych dziesięcioleciach. Zbliżający się koniec epopei węglowej Ostrołęki C to ważny etap, ale nie koniec naszej kampanii ani działań na rzecz ochrony klimatu.

Diana Maciąga

Diana Maciąga, koordynatorka kampanii z ramienia Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot koordynuje kampanię i działania Koalicji STOP Elektrowni Ostrołęka C, którą tworzą ponadto: Towarzystwo na rzecz Ziemi, Fundacja Frank Bold, HEAL Polska, Fundacja Zielony Instytut, Stowarzyszenie Eko-Unia. Szczególne podziękowania należą się również organizacjom wspierającym kampanię, zwłaszcza Fundacji Instrat, Fundacji „Rozwój TAK – odkrywki NIE” oraz Koalicji Klimatycznej.