Miesięcznik Dzikie Życie

3/309 2020 Marzec 2020

Gospodarka o obiegu zamkniętym

Ryszard Kulik

Okruchy ekozoficzne

ToNieMy w śmieciach. I czekamy, aż ktoś mądry zrobi z tym porządek. Tęgie umysły myślały, myślały i wymyśliły gospodarkę o obiegu zamkniętym. Ma ona polegać na stworzeniu systemu, w którym minimalizuje się zużycie surowców, wielkość odpadów, emisję i straty energii poprzez tworzenie zamkniętej pętli procesów, gdzie odpady są wykorzystywane jako surowce. Zamiast gospodarki, która produkuje i wyrzuca śmieci mamy mieć gospodarkę, która te śmieci ponownie wykorzystuje jako surowce.

Unia Europejska w 2015 r. przyjęła plan transformacji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym, traktując go jako ambitny cel wspierający trwały wzrost gospodarczy i generujący nowe miejsca pracy. Zgodnie z zapisami do 2035 r. 65% odpadów komunalnych ma być ponownie przetwarzanych w taki sposób, by zmniejszyć ich ilość do maksimum 10%. Jeśli chodzi o opakowania, to recyklingowi ma być poddawanych 85% papieru, 75% szkła, 55% plastiku i 60% aluminium.

Obrazek

Gospodarka o obiegu... otwartym. Zakłady chemiczne Płock. Fot. Ryszard Kulik

Mimo rozsądnych założeń ten model skazany jest na porażkę. Przede wszystkim zakłada nieustanny wzrost gospodarczy, czyli wzrost konsumpcji. Nawet jak nauczymy się ponownie wykorzystywać odpady, to ich ilość będzie rosła zgodnie z efektem odbicia (paradoksem Jevonsa). Przy rosnącej gospodarce początkowe oszczędności zawsze prowadzą do większego zużycia zasobów.

Poza tym ponowne wykorzystanie odpadów możliwe jest tylko do pewnego stopnia. Weźmy np. butelkę PET. Przy założeniu, że plastik do jej produkcji jest przeźroczysty, można go przerobić na kolejne butelki nie więcej niż trzy razy. To dlatego, że każde kolejne przetworzenie obniża jakość produktu. Butelki stają się coraz bardziej matowe, czego nie lubią ani producenci, ani konsumenci. Ostatecznie z odzyskanego plastiku w formie granulatu można wyprodukować inne opakowania, ubrania lub np. kosze na śmieci, ale koniec końców zanieczyszczony i coraz niższej jakości plastik ląduje na wysypisku lub trafia do spalarni. Cykl ponownego wykorzystania w najlepszym przypadku pozwala na siedmiokrotne przetworzenie plastiku. Z papierem jest podobnie, a może nawet gorzej. Tylko szkło i metale można przetwarzać teoretycznie w nieskończoność. Trzeba jednak pamiętać, że recykling szkła obejmuje jedynie butelki i słoiki. Szyby, lustra, szklanki, naczynia żaroodporne, talerze czy opakowania po lekach nie są przetwarzane.

Z tego powodu powinniśmy raczej unikać terminu recykling, gdyż jedynie odraczamy moment, kiedy odpady staną się prawdziwym śmieciem, z którym nie można już nic zrobić. W języku angielskim mamy na to słowo downcycling, które wskazuje na degenerowanie się materiału w cyklu jego ponownego wykorzystania.

Gospodarka o obiegu zamkniętym jest pobożnym życzeniem również z innego powodu. Część produkowanych przez nas przedmiotów składa się z wielu komponentów, które trudno rozdzielić do ponownego przetworzenia. Najbardziej znanym przykładem są tutaj opakowania, tzw. tetrapaki, które składają się z papieru, plastiku i folii aluminiowej. Częściowo można z nich odzyskać wyłącznie celulozę, choć dzieje się to rzadko (w Polsce robi to tylko jeden zakład).

Dużo większy problem stwarzają produkty zaawansowanych technologii oparte na elektronice. Moduły elektroniczne trudno jest przetwarzać, gdyż złożone są z tworzyw sztucznych, metali, krzemu i innych substancji. Najczęściej pozyskuje się z nich metale, ale większość (76-94%) komponentów ląduje na wysypisku.

Musimy też pamiętać, że patrząc na odpady widzimy jedynie wierzchołek góry lodowej. Za każdą porcją śmieci wyrzucaną do kontenera przez konsumenta kryje się aż 70 porcji odpadów, które zostały wygenerowane w procesie produkcji. Te ogromne ilości zanieczyszczeń, toksyn i gazów cieplarnianych lądują w środowisku. Tylko część z nich da się odzyskać i zneutralizować. A robiąc to, tak jak w przypadku downcyklingu, zużywamy energię i emitujemy kolejne porcje szkodliwych substancji do środowiska.

Obieg zamknięty? Ależ oczywiście! Wszystko do nas powraca w takiej czy innej postaci. Choć nie zawsze tego chcemy.

Gdzie zatem szukać gospodarki o obiegu zamkniętym? Tak naprawdę jest wszędzie wokół nas. Wystarczy pójść do lasu i zobaczyć, że tam nic się nie marnuje. Przyroda nigdy nie produkuje śmieci, bo wszystko, co tworzy jest w obiegu. Moglibyśmy zacząć ją naśladować, tak jak to robiliśmy dawniej przez dziesiątki tysięcy lat, ale wtedy musielibyśmy zrezygnować z dobrodziejstw zaawansowanej technologii. Bo im bardziej zaawansowana cywilizacja, tym więcej odpadów, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Jedyna gospodarka o obiegu zamkniętym oparta jest na materiałach naturalnych, takich jak: kamień, drewno, glina czy słoma. Oparta jest na lokalnych zasobach i prostych technologiach. Wątpię jednak, że Unia Europejska podchwyci te pomysły. Tam priorytetem jest trwały wzrost gospodarczy z gospodarką o obiegu zamkniętym jako listkiem figowym.

Ryszard Kulik


Sprostowanie

W artykule „Gospodarka o obiegu zamkniętym” autorstwa Ryszarda Kulika, opublikowanym w wydaniu 3/2020, autor błędnie podał liczbę zakładów, w których w Polsce odzyskuje się celulozę z opakowań Tetra Pak. Odzysk realizowany jest w 4, a nie w 1 zakładzie. Ponadto nie jest prawdą – jak podał autor – że z kartonów tego typu, można odzyskać wyłącznie celulozę. Dzięki technologii rozwarstwiania w tzw. hydropulperze oddziela się papier, plastik i aluminium, pozyskując surowce wtórne, które można ponownie wykorzystać.

Przepraszamy Czytelników za wprowadzenie w błąd. Redakcja