Miesięcznik Dzikie Życie

6/336 2022 Czerwiec 2022

Białe zwierzęta bardzo często są głuche

Dagmara Stanosz

Infracienkie

„Białe zwierzęta są bardzo często głuche”. Od razu zainteresował mnie ten tytuł książki czeskiej pisarki Ivany Myskovej. Oczywisty i nieoczywisty. Zainteresował nie tylko z powodu zajmowania się kulturą Głuchych i językiem migowym. Zainteresował, bo odczytuję niuanse znaczeń w moim języku i nadaje im własne interpretacje. Słyszący bywają „głusi na”. Na siebie nawzajem, potrzeby innych itd. A jedni i drudzy, tak samo bywamy pogubieni, ekscentryczni, odklejeni od rzeczywistości. I o takich „nas” jest ta książka.

Że głusi są Głusi przez duże G, powtarzam z uporem maniaka. To język łączy ich w grupę i język ich wyklucza, spycha w osamotnienie. To nie dobrowolny eskapizm, ale systemowe podzielenie światów z braku świadomości tego, jaką moc mają znaki, dzięki którym poznajemy i tłumaczymy rzeczywistość. Konsekwencje nietrudno sobie wyobrazić.

Obrazek

Łatwiej jest zmarginalizować potrzeby mniejszości niż zmienić systemowe rozwiązania, tym bardziej kiedy niewielu się skarży, a nawet jeśli, to ich język nie jest słyszany. Głusi nie zawsze też rozumieją słowo pisane z powodu braku właściwej edukacji dwujęzycznej. To złożony temat, który na szczęście staje się coraz bardziej widzialny. Kluczem do zrozumienia tej grupy jest język, a nie niepełnosprawność.

A więc białe zwierzęta bardzo często są głuche, co znaczy, że nie rozumieją. Patrzę z moim synem na glify Majów, hieroglify Egipcjan, inskrypcje na macewach w hebrajskim, sanskryt, pismo arabskie, cyrylicę, chińską kaligrafię. I tak samo jak on nie rozumiem nic. Wiem tylko to, czego nauczyłam się w swoim języku. Znam konteksty. Poza tym nie mam dostępu do tajemnic tych światów.

Przyglądanie się temu, jak dziecko nazywa doświadczenia – od pierwszych znaków i dźwięków – naukę pisania, czytania i naukę języków obcych, jest fascynującą podróżą. A ten etap, na którym w swoim języku czytamy między wierszami, łapiemy dwuznaczności, wyczuwamy ironię, jest odkryciem mocy, jaką daje nam język, ale i pułapek nad lub niedointerpretacji. A potem przychodzi pies z butem w zębach, co w psim języku jest jednoznaczne – na spacer. To jest równoległy świat, w którym rzucenie miską jest poproszeniem o wodę, a nie brakiem manier.

Sposobów komunikacji jest wiele, ale białe zwierzęta bardzo często są głuche… I nie rozumieją. Może gdyby było inaczej nie istniałaby literatura, sztuka, w której opowiadamy o sobie. Herman Hesse nie napisałby „Wilka stepowego”, Jakob Wasserman „Zagadki Kacpara Hausera”, a bohaterowie Dostojewskiego by nie istnieli. Może nie wzruszałby nas przypadek wieloryba wydającego dźwięki w częstotliwości 52 HZ, najbardziej samotnego na świecie, bo nie słyszanego przez inne.

Cud albo psikus natury, odkrycie dla naukowców, inspiracja pisarzy i artystów wizualnych. Blue 52 – najbardziej osamotniony wieloryb na świecie, wydający infradźwięki niesłyszalne dla innych zwierząt został odkryty po raz pierwszy w wodach okolic Alaski. Stał się inspiracją dla pisarzy, a Joshua Zeman nakręcił na jego temat film dokumentalny, który w tym roku trafi do kin.

Od 24 lipca w Muzeum Śląskim na wystawie „Głusza” będzie można zobaczyć animację Klaudii Wysiadeckiej i Katarzyny Stefańskiej „Blue 52” wyróżnioną nagrodą publiczności na Toruńskich Spotkaniach Kultury Studenckiej. Stając się metaforą życia na pograniczu dwóch światów, słyszących i niesłyszących, w poruszający i wielowarstwowy sposób oddaje prawdę o tym, że w całej zawiłości języków, relacji, uczuć, i więzi – białe zwierzęta bardzo często są głuche… na siebie.

Dagmara Stanosz