Miesięcznik Dzikie Życie

5/335 2022 Maj 2022

Głuchy telefon

Prof. Jan Marcin Węsławski

Widziane z morze

Bardzo zależy mi na tym, żeby informacje o stanie środowiska naturalnego (w tym o morzu, na którym się znam) trafiały do szerokiego kręgu odbiorców, żeby były podane w interesujący i zrozumiały sposób, a w efekcie, żeby powstawała świadomość obywatelska. Świadomość znaczenia Przyrody, która pozwoli na podejmowanie decyzji (w tym wyborów politycznych) opartych na wiedzy. Kłopot w tym, że wielu dziennikarzy popularyzujących naukę stara się zestawić informacje w możliwie atrakcyjny sposób, często kompilując je z różnych źródeł. Jedna niedokładnie podana informacja, z drugą niedotyczącą omawianego zjawiska i jeszcze ilustracja, która jest nie dokumentem, ale wyobrażeniem zjawiska – ostatecznie daje efekt głuchego telefonu. Końcowy efekt jest kompletnie mylący.

Obrazek

Co kilka lat w oceanie pojawiają się ogromne ilości osłonic – niewielkich kijankopodobnych stworzeń, które budują wokół siebie sieci – rodzaj domków z wielocukrów (polisacharydów) te lepkie sieci zbierają wszystkie drobne cząstki unoszące się w wodzie, następnie kiedy sieć zatyka się ogonica zrzuca ją i grudka lepkiego śluzu z cząstkami – w tym czasem z mikroplastikiem opada na dno. Na zdjęciu toń wodna na głębokości 100m w arktycznym fiordzie wypełniona milionami zużytych domków osłonic – tak masowe zjawisko zaobserwowaliśmy jak dotąd tylko raz w czasie wieloletnich badań. Fot. Kajetan Deja

Ostatnio natknąłem się na dwie takie „narracje” wywodzące się z rzetelnych badań naukowych, ale komunikowane w ryzykowny sposób. Pierwsza dotyczy zjawiska SGD (sub ground discharge), czyli wysięków wody słodkiej pod dnem morskim. W jednym z portali morskich zakomunikowano, że skonstruowano nowe urządzenie do wykrywania takich wysięków, które „odpowiadają za eutrofizację Bałtyku”. Autorzy informacji powołali się na badania, ale jeżeli ktoś miał zdrowie odnaleźć oryginalną publikację, to okaże się, że wysięki są ważnym źródłem rozpuszczonego węgla organicznego na wodach płytkich i przy brzegu – ale nie ma to nic wspólnego z eutrofizacją, czyli nadmiernymi ładunkami fosforu i azotu, które płyną do morza z rzekami i są spłukiwane przez deszcze.

Druga historia była zilustrowana ławicą ryb rafowych płynących w chmurze plastikowych odpadów – szkoda, że nie dodano, że to fotomontaż a nie ilustracja prawdziwego zjawiska. Do tego był tekst o śniegu morskim, który transportuje cząstki mikroplastiku na dno, do tego o organizmach, które przyśpieszają jego zatapianie. Autorzy (oryginalny tekst pochodzi z gazety „New York Times”) powołują się na szereg badań z różnych stron świata, szybko przechodząc do konkluzji, że to plastik jest teraz najważniejszym składnikiem śniegu morskiego. No prawie dobrze – śnieg morski to powszechne we wszystkich morzach zjawisko zlepiania się drobnych cząstek w agregaty, które wyglądają jak płatki śniegu czy mniej elegancko kłaczki kurzu i – w miarę jak stają się coraz cięższe – opadają na dno. To zjawisko powszechne i zachodzące w ogromnej skali – jeden z najważniejszych procesów łączących powierzchnię oceanu z dnem. Mikroplastik, który jest prawdziwym problemem w oceanach jest jednak zwykle bardzo nieliczny (średnio w morzach przybrzeżnych jedna cząstka na 1000 litrów wody) i oczywiście trafia do śniegu morskiego jak wszystkie inne małe cząstki – ale daleko mu do odgrywania kluczowej roli w tym procesie. Dziennikarze powołują się na badania naukowe, które były prowadzone w warunkach laboratoryjnych, gdzie badacze sztucznie zwiększali koncentrację mikroplastiku, tak by zbadać, jak będzie on wchodził w skład morskiego śniegu. Coś co było badane jako teoretyczna możliwość w warunkach sztucznych zostało przedstawione jako proces naprawdę zachodzący w przyrodzie. Podobnie zresztą są relacjonowane badania skutków zakwaszenia oceanu – bez rozróżnienia, które wyniki dotyczą badań w warunkach naturalnych, a które były wykonywane w laboratorium, gdzie obniżano pH do wartości nieprognozowanej w najgorszych scenariuszach zmiany klimatu.

Mamy dość problemów ze stanem środowiska, którym powinniśmy się poważnie przejmować, nie ma potrzeby podkręcania informacji, aby miały większą wagę.

Prof. Jan Marcin Węsławski