DZIKIE ŻYCIE

Czarne klejnoty

Amanda Musch

Dzikie życie za oknem

„Cały świat jest serią cudów, ale tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nazywamy je zwyczajnymi rzeczami” Hans Christian Andersen

Kiedy dni robią się krótsze, liście zabarwiają na złoto, czerwono i brązowo, a na niebie można podziwiać purpurowe zorze, pojawiają się gawrony. Czarne poczciwiny w czapkach nasuniętych na oczy.

„Gru gru gru” rozlega się w parkach, zagajnikach i na osiedlach, szczególnie głośno i intensywnie wieczorami, kiedy ptaki wracają na miejsca nocnego spoczynku. Ciągną stadnie po niebie, zataczają kręgi, szybują... malują niebo swoją obecnością.

Śniadanie z gawronem. Fot. Amanda Musch
Śniadanie z gawronem. Fot. Amanda Musch

Rano są pierwszymi punktami na niebie. Dostojne i eleganckie, w swoich smolistych garniturach przetykanych srebrem, suną po porannym nieboskłonie w kierunku codziennego miejsca obrad: topoli na sąsiednim osiedlu. Latem to drzewo należy do srok i wron, które także tam obradują. Jesienią i zimą natomiast topola przechodzi we władanie gawronów. Kiedy wschodzące słońce koloruje niebo, wyglądają jak czarne klejnoty. Czyż nimi nie są?

Pióra gawrona udekorowane są wieloma barwami: od różnych odcieni czerni – smolistej, grafitowej i onyksowej – przez fiolet po mieniącą się w promieniach słońca metaliczną zieleń. Zaiste jak klejnot.

Całkiem niedawno, kiedy jedząc śniadanie, obserwowałam sikorki wcinające ziarna słonecznika na moim balkonie, na rosnącej obok wierzbie przysiadł gawron z kawałkiem chleba w dziobie. Łypnął na mnie prawym okiem, przełknął kawałek, łypnął drugim okiem. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że jestem niegroźna i już nie zwracał na mnie uwagi.

I tak zjedliśmy razem śniadanie, oddzieleni jedynie szybą.

Ta chwila również była jak klejnot.

Amanda Musch