DZIKIE ŻYCIE

Małe samolociki

Amanda Musch

Dzikie życie za oknem

„Cały świat jest serią cudów, ale tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nazywamy je zwyczajnymi rzeczami” Hans Christian Andersen

Wyczekiwane i wytęsknione. Kiedy rozlega się pierwsze „tiiiitiiiiiiiiiiii” serce wyskakuje z piersi z radości. Chcę krzyczeć, płakać, skakać: „wróciły! wróciły!!”. „Tiiiiiiitiiiiiiiii!”. Więc krzyczę, płaczę, skaczę: „wróciły, wróciły!”.

Jerzyki wróciły.

Jerzyk, CC. Fot. Pau Artigas
Jerzyk, CC. Fot. Pau Artigas

Bez nich nie ma lata. Ich charakterystyczny pisk jest akompaniamentem letnich dni: mglistych poranków i długich, leniwych wieczorów. Tiiiiiiitiiiiiiiii!

Bez jerzyków nie ma lata.

Idąc chodnikiem, natknęłam się kiedyś na młodego jerzyka. Leżał na środku z szeroko rozpostartymi skrzydłami. Nieruchomy, jakby chciał wtopić się w szary beton, łypał tylko czarnymi, bystrymi oczkami. Kompletnie bezbronna drobinka. Schyliłam się nad nim i wtedy, chcąc uciec przede mną, zaczął szamotać się i pełzać. Nie chciałam go niepotrzebnie stresować, ale na tym chodniku nie był bezpieczny, więc szybkim ruchem złapałam go w dłonie i przytrzymałam w miejscu.

I poczułam. Och, poczułam!

Życie! Wolę życia. Wolę wolności. Taką, jaką mogą mieć w sobie tylko jerzyki. Przecież one żyją w locie, a przestworza są ich domem.

Malutkie serce biło tak szybko, że jerzyk cały wibrował. Był gorący, rozedrgany, niecierpliwy, a moje dłonie były dla niego klatką. Chciał lecieć, lecieć, lecieć! Hen wysoko, wysoko ponad naszymi głowami, domami, drzewami, z wiatrem na wyścigi wśród chmur.

Położyłam go w spokojnym miejscu pod drzewem. Nie wyglądał na rannego. Może po prostu nie wyrobił zakrętu i uderzył w mur? Pewnie musiał tylko chwilkę odpocząć. Wycofałam się więc, żeby mógł dojść do siebie. Ale nie mogłam tak po prostu odejść, po kilku minutach wróciłam, aby się upewnić, czy jednak nic mu nie dolega.

Jerzyka już nie było.

Poleciał hen wysoko, wysoko, wysoko do chmur! Do domu.

Amanda Musch