DZIKIE ŻYCIE

Nasze miejsce na Ziemi

Adam Barcikowski

Permakultura nadziei

Zastanawiałem się ostatnio, czy istnieje coś takiego jak miejsce dla ludzi na Ziemi. Spieszę od razu wyjaśnić, że nie będę w tym felietonie skręcał w kierunki ekofaszyzmu i innych tego typu nurtów. Raczej chciałbym poświęcić nieco miejsca temu, aby zastanowić się, czy nasze pojmowanie Ziemi jako czegoś, gdzie powinniśmy znaleźć swoje miejsce, na pewno pozostaje wciąż aktualne.

Na wstępie chciałbym przedstawić pewne założenie, które posłuży budowie dalszej argumentacji. Załóżmy, że ludzie są zwierzętami. Inaczej mówiąc, jesteśmy jednym z gatunków zwierząt, które żyją na Ziemi. Jakkolwiek wydaje się to oczywiste, chciałbym jednak poczynić to założenie aby uniknąć wątpliwości, w którym kierunku będziemy dalej zmierzać.

Mały baranek. Fot. Anna Korn-Barcikowska
Mały baranek. Fot. Anna Korn-Barcikowska

Można również poczynić założenie, że ludzie jako gatunek, w zakresie przetrwania, mają podobne potrzeby jak wszystkie inne zwierzęta. Spróbujmy je zawęzić do kategorii przeżycia osobniczego oraz przedłużania gatunku. Każde zwierzę potrzebuje podstawowego bezpieczeństwa w sensie fizycznym, w tym zarówno zabezpieczenia przed drapieżnikami, ale również przed warunkami zewnętrznymi, które mogą stanowić dla danego gatunku zagrożenie. Zwierzęta potrzebują też dostępu do pokarmu, a większość również dostępu do wody. Ludzie jako gatunek zwierząt nie podlegają w tym zakresie żadnym wyjątkom.

Jednocześnie, chciałbym zwrócić uwagę na to, że zwierzęta, jako poszczególne części danego ekosystemu nie pozostają w równowadze z innymi częściami dlatego, iż tak powinno być albo dlatego, że uważają, że to dobre dla środowiska. Wręcz przeciwnie, zwierzęta nie przejmują się takimi sprawami, ponieważ interesują je jedynie aspekty niezbędne do przetrwania i przedłużenia gatunku. Dla osiągnięcia tych celów będą wykorzystywać środowisko tak dalece, jak tylko mogą, dojdą do granicy równowagi i się do niej dostosują, albo wyginą. Na kilku przykładach w dalszej części postaram się to wykazać, natomiast na ten moment chciałbym zwrócić uwagę na to, że i w tym zakresie ludzie nie różnią się od zwierząt. Będą wykorzystywać świat zewnętrzny dla własnych potrzeb tak długo, jak będą mogli. Jednak w odróżnieniu od większości zwierząt, ludzie są dość młodym gatunkiem na scenie przyrodniczej. To sprawia, że jako gatunek, nie doszli jeszcze do granicy, która naruszy równowagę na tyle mocno. A możliwe, że właśnie do tej granicy dochodzą. Inne gatunki, które widzimy wokół już dawno do niej doszły i dlatego istnieją. Te, które nie były w stanie się dostosować do zachowania tej granicy, zwyczajnie wyginęły. A granica ta też nie stoi w miejscu.

Oczywiście, jak wspomniałem wyżej, sytuacje gdy dany gatunek przekroczy granicę równowagi w ramach ekosystemu nie występują trwale w Naturze. Dzieje się tak dlatego, że takie gatunki są eliminowane z danego ekosystemu. Dlatego postaram się pokazać na kilku przykładach zwierząt hodowlanych, w jaki sposób sztuczne ograniczenie możliwości adaptacji do zmian pokazuje, jak wiele wspólnego mają ludzie z pozostałymi zwierzętami.

Pierwszym przykładem niech będą kury. W stanie dzikim oczywiście nie występują, jednak mają wiele bliskich krewnych i odpowiedników w Naturze. Aby tych krewnych spotkać, nie trzeba wędrować do Afryki czy Azji, ale wystarczy przejść się po przyleśnych łąkach. Niemal na pewno spotkamy na nich bażanty, a ostatnio również coraz częściej kuropatwy. Oba te ptaki stylem życia bardzo przypominają domowe kury. Po pierwsze, raczej nie latają, a na pewno nie na dłuższe dystanse. Po drugie, szukają pożywienia na ziemi lub wręcz w ziemi, przegrzebując nieustannie wierzchnią warstwę ściółki w trakcie żerowania. Ani bażanty, ani kuropatwy nie pozostawiają po sobie jednak gołej ziemi. Natomiast kury, jeśli zbyt długo pozostaną na danej przestrzeni przeobrażą najbardziej zachwaszczone ściernisko w pozbawione życia klepisko, twarde jak skała. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, odpowiednia do dostępnych zasobów populacja nie doprowadzi do krytycznego zagęszczenia bażantów lub kuropatw na danej powierzchni. Wobec tego, fizycznie nie będą w stanie zrobić takiego spustoszenia jak kury. Po drugie, gdy pożywienia na danej powierzchni zabraknie, ptaki po prostu przeniosą się w inne miejsce. Kury, ograniczone wybiegiem stworzonym przez człowieka, nie mogą tego zrobić. Jednak, gdyby człowiek nie dostarczał im pożywienia z zewnątrz to wyginą na swoim klepisku tak samo jak bażanty, gdy zabraknie zasobów.

Innym przykładem mogą być świnie. Te zwierzęta mają w Naturze nieco bardziej oczywiste odpowiedniki niż kury. Dziki są w Polsce powszechnie znane i trudno byłoby znaleźć w kraju osoby, która nie wiedziałaby, co to jest za zwierzę i gdzie żyje. Zarówno dziki, jak i domowe świnie żerują ryjąc w ziemi. W lasach, szczególnie jesienią, często można napotkać rozkopaną ziemię wokół drzew, co oznacza, że najpewniej żerowały tam dziki. Natomiast raczej nie znajdziemy w lasach miejsc zamienionych przez dziki w pozbawione życia błoto. Świnie domowe, gdy nie będą doglądane w odpowiedni sposób przez gospodarza, zrobią z terenem wokół siebie dokładnie to: pozbawią go życia. Nie zrobią tego jednak ze złej woli lub z chęci destrukcji, a jedynie poszukując pożywienia i dążąc do zaspokojenia swoich potrzeb.

Spójrzmy jeszcze na przeżuwacze, na coraz bardziej popularne w hodowli owce. Również one mają w Naturze swoich bliskich krewnych, żeby wspomnieć choćby muflony czy kozice. Natomiast bliskie będą im również zwierzęta stadne, takie jak antylopy. Te ostatnie są w ciągłym ruchu i to nie z powodu drapieżników, ale raczej warunków życia. Stado antylop żeruje na danym terenie, zanieczyszczając jednocześnie pastwisko, po czym idzie dalej w poszukiwaniu świeżej trawy. Jednak wcześniej nie ogałaca pastwiska gołej ziemi, więc trawa może odrosnąć i za jakiś czas zwierzęta będą mogły tam powrócić. Owce postępują podobnie, lecz jeśli hodowca nie zapewni im ruchu poprzez ciągłą zmianę kwater na pastwisku, to teren na którym pozostają bardzo szybko zamieni się w pustynię, na której długo nic nie wyrośnie.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na to, że wszystkie ze wskazanych przeze mnie zwierząt hodowlanych na wolności zapewne zachowywałyby się podobnie jak ich dzicy kuzyni. Czyli regularnie zmieniałyby miejsce żerowania, a jeśli i to by nie pomogło, i pożywienia wciąż byłoby za mało, po prostu w sposób naturalny ograniczyłyby populację. W ten sposób powstaje cienka granica równowagi w danym ekosystemie, która wciąż podlega naturalnej presji.

Przejdźmy do czwartego gatunku, który chciałbym omówić, czyli do ludzi. Ludzie nie są zwierzętami hodowlanymi, co jest raczej oczywiste. Niemniej obecnie nie są również całkowicie dzicy. Dość unikatowa zdolność abstrakcyjnego myślenia, która pozwoliła nam tak szybko wspiąć się na sam szczyt drabiny ewolucyjnej, zapewniła nam jednocześnie nasze własne „gospodarstwo”, w którym żyjemy, w postaci technologii. W dodatku sami nieustannie poszerzamy granicę tego gospodarstwa. Robimy to jednak z tych samych instynktownych pobudek co dzikie zwierzęta, o których pisałem wcześniej: chcemy przetrwać, żyć dobrze i przedłużyć gatunek. Technologia pozwala nam jednak wciąż optymalizować środowisko dla naszych potrzeb.

Jeśli porównamy nasze zdolności do pastwiska dla owiec, działa to trochę tak, jakby owce same sobie nie tyle przestawiały płot na nowe pastwiska, ile poszerzały je na kolejne sawanny, nie zwalniając tych użytych poprzednio. Nie najlepiej to będzie działać dla antylop, natomiast dla owiec bardzo dobrze, będą mogły się rozmnażać coraz bardziej i będą miały pod dostatkiem pożywienia. Postępując w ten sposób nieuchronnie jednak zbliżają się do granicy zajęcia wszystkich pastwisk na świecie, ponieważ ich powierzchnia jest skończona i policzalna. Dla owiec będzie to ostateczna granica. Zasada równowagi w ekosystemie pokazuje, że gatunki, które nie dostosują się, wyginą. Pytanie co zrobią owce, gdy zajmą już wszystkie pastwiska świata?

Ludzie postępują podobnie jak wspomniane wyżej owce obdarzone technologicznym geniuszem poszerzania pastwisk. My również biegniemy w kierunku granicy. Wszystkie zasoby na Ziemi są skończone, nawet tzw. energia odnawialna również kiedyś się wyczerpie, entropia jest nieubłagana.

Permakultura pokazuje nam, że nie musimy być jak techno-owce. Możemy spowalniać entropię i nauczyć się żyć jako jeden z gatunków w stabilnym ekosystemie, zamiast nieustannie testować wytrzymałość granic równowagi. W tym celu musimy jednak ponownie wykorzystać to, co dało nam taką przewagę nad innymi gatunkami, nasz umysł, i przezwyciężyć prymitywne instynkty. Wtedy będziemy mogli dostrzec, że nie ma dla nas specjalnego miejsca na Ziemi. Cała Ziemia jest naszym miejscem. I nie tylko naszym.

Adam Barcikowski

Adam Barcikowski – doktor nauk prawnych i ekonomista, projektant permakultury, prowadzi gospodarstwo w oparciu o zasady permakultury i rolnictwa regeneratywnego „Naturalna Farma”, autor powieści i opowiadań fantastycznych.