DZIKIE ŻYCIE

Pechowa trzynastka

Amanda Musch

Dzikie życie za oknem

„Cały świat jest serią cudów, ale tak się do nich przyzwyczailiśmy, że nazywamy je zwyczajnymi rzeczami” Hans Christian Andersen

Zazwyczaj zjawia się co wieczór i zostaje na noc. Czasami sam, czasami w parze. Jego pojawienie się zwiastuje charakterystyczny klekocząco-grzechoczący lot. Dla mnie to sygnał, aby wybiec na balkon i się przywitać.

Gołębiowe całusy. Fot. Unknown, CC
Gołębiowe całusy. Fot. Unknown, CC

Tym razem są dwa. Usiadły na grubym kikucie uschniętej gałęzi i rozglądają się po okolicy, łypiąc także w moją stronę. „Jesteście!”, witam się z nimi i przez kilka minut po prostu cieszę się ich obecnością. Jeden rozciąga nóżkę, poprawia dziobem piórko pod pachą i rozprostowuje skrzydła trzepocząc nimi i posyłając na ziemię deszczyk puchu.

Po chwili oba ptaki zrywają się i znikają w głębi wierzby, aby wynurzyć się wyżej, na puchatej gałęzi. Uśmiecham się do nich, bo wyglądają jakby siedziały w ogromnej, puszystej poduszce z liści. Rozglądają się jakby sprawdzając, czy to dobre miejsce na nocny odpoczynek, a potem oddają się wieczornej toalecie. Dokładnie czeszą piórka, niespiesznie i skrupulatnie. A trudno dostępne miejsca czyszczą sobie nawzajem, delikatnie i troskliwie. Te zabiegi pielęgnacyjne potrafią trwać bardzo długo i można się kompletnie w ich obserwacji zatracić. A kiedy dobiegają końca rozlega się ciche, ale wyraziste „huhuuu huhuuuu”.

Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale ten dźwięk mnie rozczula, dociera do sedna duszy i porusza w niej coś, czego sama nie potrafię uchwycić.

To magia gołębi grzywaczy.

Te ciche, poczciwe i spokojne ptaki towarzyszą mi przez całe lato i ubarwiają swoją obecnością codzienność, która nierzadko jest nie do zniesienia. „Huhuuu huhuuuu” pomaga i daje siłę.

A mimo wszystko przeszkadzają i podobno zagrażają.

Od 15 sierpnia do końca listopada1 można legalnie zabijać te ciche i prawie niewidzialne ptaki.

Tylko dlatego, że są.

Amanda Musch

Przypisy:
1. niechzyja.pl/pechowa-13-tka/