DZIKIE ŻYCIE

Współczesne polskie mity i legendy morskie

Jan Marcin Węsławski

Widziane z morza

Jako uczeń szkoły podstawowej w Gdyni w 60. latach, miałem na co dzień do czynienia z rówieśnikami, którzy byli dziećmi marynarzy i rybaków morskich. Rybak morski w tych latach, to był ktoś, kto wypływał w rejs trwający 6-7 miesięcy na drugi koniec świata i zjawiał się raz do roku w domu przywożąc rodzinie poza ciężko zarobionymi pieniędzmi pamiątki z dzikich krajów. Matki moich kolegów dokonywały surowej selekcji fantów – odkładając natychmiast do kartonu elementy, które pochodziły od zwierząt morskich. Zęby ryby piły, rozgwiazdy, kraby, koralowce etc., wszystko to następnego dnia lądowało w szkolnych gabinetach biologicznych, bo, jak mówiło powszechne przekonanie, „morze zabierze do siebie człowieka, który coś z niego zabrał dla zabawy”. To był pierwszy znany mi współczesny mit morski, czyli inaczej „urban legend”.

Szczególnie dużo mitów morskich zbudowanych jest wokół prawdziwego problemu braku ryb w Zatoce Gdańskiej. Stworzono wiele spiskowych teorii poza najprostszą – a może za dużo łowiliśmy? Fot. Stanisław Węsławski
Szczególnie dużo mitów morskich zbudowanych jest wokół prawdziwego problemu braku ryb w Zatoce Gdańskiej. Stworzono wiele spiskowych teorii poza najprostszą – a może za dużo łowiliśmy? Fot. Stanisław Węsławski

Ze zdziwieniem dowiedziałem się, że mity morskie istnieją i powstają współcześnie, a wiele z nich ma związek z relacją Człowiek – Natura. Dla porządku proponuję ich klasyfikację na mity wynikające z niewiedzy, na przesądy i mity motywowane zyskiem.

Przesądami nie ma co się zajmować, bo są zwykle nieszkodliwe i nie mają poważnych skutków, jak przytoczony na początku mit rybacki. Mity wynikające z niewiedzy mogą być nieszkodliwe, jak przekonanie, że powietrze nad morzem jest bardzo zdrowe, bo zawiera dużo jodu. Istotnie w morskim aerozolu jest trochę więcej jodu, ale nie ma to żadnego wpływu na zdrowie człowieka, bo z powietrzem pobiera się nie więcej niż 0,1% dobowego zapotrzebowania na jod, który zapewnia woda i jedzenie.

Ważne są mity tworzone dla zysku – politycznego, społecznego lub medialnego. Cała seria takich mitów powstała w ostatnich 20 latach, w celu uzyskania odszkodowań dla rybaków morskich za załamanie się połowów ryb w Zatoce Gdańskiej:

  1. mit o nawozach – „kiedy rzekami płynęły nawozy z pól, było w Bałtyku pełno ryb, a jak Unia kazała nam oczyścić Wisłę, ryby znikły bo nie mają co jeść”.
  2. mit o katastrofie ekosystemu na Bałtyku – „produkcja pierwotna spada, fitoplankton wymiera”.
  3. mit o śmierci Zatoki Puckiej – „całe dno Zatoki pokryte jest czarnym szlamem, nic tam nie żyje”.
  4. mit o zatrutej Zatoce Puckiej – „woda jest tak zatruta, że na brzegach leżą masowo martwe ptaki, dziki i koty, które zjadły martwe ryby wyrzucone na brzeg”.
  5. mit o drapieżnikach – „foki i kormorany zjadły wszystkie nasze ryby”.

Te legendy były i są rozpowszechniane wśród administracji samorządowej i państwowej, w nadziei, że zdobędzie lub sama da rekompensaty za „katastrofę ekologiczną”.

Szczególna kategoria mitów, to legendy, które mogą przynieść pieniądze na jakiś zaplanowany program działania w morzu. Kilka szeroko nagłaśnianych przez media głównego nurtu i społecznościowe dotyczy bałtyckich wraków:

  1. mit o wrakach – „na naszym wybrzeżu leża setki wraków z pełnymi zbiornikami paliwa, z których już wydostaje się ropa naftowa i zagraża całemu wybrzeżu”.
  2. mit o zatrutych rybach – „ryby na Bałtyku mają charakterystyczny wędzony posmak, bo przepływają nad wrakami pełnymi paliwa”.

Jak zwykle z mitami, u ich źródła leży jakiś fakt możliwy do zaobserwowania (np. padłe na ptasią grypę ptaki na wybrzeżu), który potem obudowany jest mniej lub bardziej fantastycznym, ale prostym wyjaśnieniem. Prawdziwy problem zatopionej amunicji chemicznej w Bałtyku, jest wyginany i prezentowany na wszystkie możliwe sposoby, w zależności od potrzeb mitotwórcy.

Na koniec bardzo zabawny mit, który był powtarzany nawet przez posłów na obradach Sejmu poprzedniej kadencji: „nie ma ryb w Polskiej Strefie Ekonomicznej, bo przestraszyły się rury gazociągu Nord Stream i zostały po szwedzkiej, północnej stronie”.

Istnieje opinia, że takie mity są w gruncie rzeczy pożyteczne, bo inaczej ludzie nie zwrócili by uwagi na pewne zjawiska, czyli to rodzaj ostrzegawczych sygnałów. Moim zdaniem jest odwrotnie, jeżeli zasypani jesteśmy dziką mieszaniną prawd, półprawd i fałszu, coraz trudniej dojść do tego co należy traktować poważnie, a co jako ludowe bajania.

Prof. Jan Marcin Węsławski