DZIKIE ŻYCIE

Blizny ziemi i pamięci. O ekologicznej cenie uprzemysłowienia – czytając Martę Tomczok

Piotr Skubała

Książka Marty Tomczok „Blizny. Krajobrazy po przemyśle” to nie tylko reportaż czy studium pamięci, ale przede wszystkim głęboko poruszająca diagnoza relacji człowieka z przyrodą – relacji, która w powojennej Polsce została brutalnie zdeformowana przez ideologię wzrostu gospodarczego i bezrefleksyjnego uprzemysłowienia. Autorka opisuje nie tyle „blizny” krajobrazu, ile proces systemowego okaleczania biosfery, którego skutki odczuwamy do dziś.

Już na pierwszych stronach autorka przypomina, że wiele z opisywanych miejsc „kwitło dosłownie” – istniały tam złożone ekosystemy, wielogatunkowe lasy, czyste rzeki i gleby zdolne do podtrzymywania życia. To ważne, ponieważ w dyskursie modernizacyjnym PRL-u przyroda była przedstawiana jako „pusty zasób” – przestrzeń do zagospodarowania, a nie jako sieć relacji biologicznych o własnej wartości. Tomczok konsekwentnie demaskuje ten mit. Pokazuje, że to, co określano mianem „rozwoju”, było w istocie procesem destrukcji złożonych systemów ekologicznych – ich uproszczenia, fragmentacji i ostatecznie zniszczenia.

„Blizny. Krajobrazy po przemyśle” – okładka
„Blizny. Krajobrazy po przemyśle” – okładka

Ekologiczny koszt „postępu”

Z perspektywy nauk przyrodniczych opisane w książce procesy można nazwać klasycznym przykładem przekroczenia granic planetarnych w skali lokalnej. Odkrywki węgla brunatnego, huty, elektrownie – wszystkie te inwestycje wiązały się z głęboką ingerencją w cykle biogeochemiczne. Zmiana stosunków wodnych, dewastacja gleb, emisje toksycznych substancji do powietrza – to nie są „efekty uboczne”, lecz strukturalne elementy modelu gospodarczego opartego na eksploatacji.

Autorka przywołuje obrazy „pustyń biologicznych” i „kraterów”, które zastąpiły dawne krajobrazy. Są to przestrzenie o skrajnie obniżonej bioróżnorodności, często z przerwanymi sieciami troficznymi i zaburzoną sukcesją ekologiczną. W takich miejscach powrót do stanu sprzed degradacji jest, w skali ludzkiego życia, praktycznie niemożliwy. Nawet jeśli podejmuje się działania rekultywacyjne, mamy do czynienia raczej z tworzeniem nowych, uproszczonych ekosystemów niż z odtworzeniem dawnych.

W tym sensie „blizna” jest metaforą trafną, ale zarazem niewystarczającą. Blizna sugeruje proces gojenia. Tymczasem wiele z opisywanych przez Tomczok miejsc pozostaje w stanie trwałej degradacji. To raczej rany przewlekłe niż zabliźnione tkanki.

„Oskalpowana ziemia” – przemoc wobec przyrody

Jednym z najmocniejszych wątków książki jest obraz „zdejmowania skalpu” z ziemi – brutalnego usuwania całej warstwy życia: gleby, roślinności, mikroorganizmów. Z perspektywy ekologicznej gleba nie jest martwym substratem, lecz jednym z najbardziej złożonych systemów biologicznych na Ziemi. Jej zniszczenie oznacza utratę zdolności do podtrzymywania życia, magazynowania węgla, regulacji obiegu wody.

To, co wydarzyło się w wielu regionach Polski po 1945 r., można więc opisać jako akt przemocy ekologicznej – systemowej, zinstytucjonalizowanej, legitymizowanej przez państwo. Przyroda została podporządkowana logice wydobycia i produkcji, a jej wartość sprowadzono do funkcji użytkowej.

Co istotne, Tomczok pokazuje, że przemoc ta była często niewidzialna lub maskowana propagandą. W oficjalnym dyskursie dominował język sukcesu, modernizacji, awansu społecznego. Tymczasem w rzeczywistości mieliśmy do czynienia z degradacją środowiska na ogromną skalę.

Sprzężenie losu ludzi i przyrody

Choć autorka wiele miejsca poświęca losom wysiedlonych społeczności, warto podkreślić – zgodnie z przyjętą tu perspektywą – że tragedie ludzkie i ekologiczne są ze sobą nierozerwalnie związane. Zniszczenie krajobrazu to przede wszystkim zerwanie głębokich relacji między ludźmi a miejscem.

W ekologii i innych dyscyplinach mówimy dziś o pojęciu place attachment – więzi z miejscem, która ma zarówno wymiar kulturowy, jak i biologiczny. Człowiek jest istotą zakorzenioną w konkretnym środowisku. Jego zdrowie psychiczne, tożsamość, relacje społeczne – wszystko to jest powiązane z krajobrazem.

Tomczok pokazuje, że wysiedlenia były nie tylko aktem przemocy społecznej, ale także ekologicznym zerwaniem ciągłości relacji człowiek–przyroda. Ludzie tracili nie tylko domy, ale całe środowiska życia – sady, pola, rzeki, lasy. Wraz z nimi znikały praktyki, wiedza lokalna, sposoby gospodarowania. W tym sensie degradacja środowiska była jednocześnie degradacją kultury.

Pamięć jako narzędzie oporu

Jednym z najważniejszych aspektów książki jest jej wymiar pamięciowy. Tomczok przywraca głos zarówno ludziom, jak i miejscom. Pokazuje, że pamięć może być formą oporu wobec dominującej narracji postępu.

Jest to niezwykle istotne, bo współczesne kryzysy ekologiczne wynikają w dużej mierze z utraty pamięci o relacjach człowieka z przyrodą. Zapomnieliśmy, że jesteśmy częścią większej całości.

Autorka przypomina, że „hałda nie jest tylko hałdą”, lecz zasypaną wsią, a sztuczne jezioro – zalanym krajobrazem. To zdanie można rozszerzyć: zdegradowany ekosystem nie jest tylko „terenem poprzemysłowym”, lecz miejscem, w którym kiedyś istniało bogate życie biologiczne.

Iluzja rekultywacji

Szczególnie interesujące – także z ekologicznego punktu widzenia – są fragmenty dotyczące rekultywacji terenów pogórniczych, zwłaszcza w Niemczech. Tomczok opisuje próby „odtwarzania” krajobrazu poprzez tworzenie sztucznych wzniesień, nasadzeń czy jezior.

Jako ekolog muszę postawić pytanie: czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z odtworzeniem przyrody? A może raczej z jej symulacją?

Ekosystemy powstają w wyniku długotrwałych procesów ewolucyjnych i ekologicznych. Nie można ich po prostu „zaprojektować”. Rekultywacja często prowadzi do powstania systemów uproszczonych, ubogich biologicznie, pozbawionych wielu funkcji ekosystemowych.

Tomczok trafnie zauważa, że nawet najbardziej efektowne działania nie są w stanie „wynagrodzić nieszczęść spowodowanych przez wydobycie” . To ważny głos w debacie o tzw. „zielonej transformacji”, która zbyt często opiera się na technologicznym optymizmie.

Choć książka dotyczy głównie okresu powojennego, jej przesłanie jest niezwykle aktualne. Dziś stoimy wobec nowych form ingerencji w środowisko – od przemysłu cyfrowego po wielkoskalową infrastrukturę energetyczną. Mechanizmy pozostają jednak podobne: podporządkowanie przyrody logice wzrostu, marginalizacja lokalnych społeczności, ignorowanie długofalowych skutków ekologicznych.

Tomczok pośrednio stawia pytanie, które jako ekolog uważam za fundamentalne: czy potrafimy wyciągnąć wnioski z przeszłości? Czy jesteśmy w stanie zmienić model rozwoju, zanim powstaną kolejne „blizny”?

Prof. Piotr Skubała

Marta Tomczok, Blizny. Krajobrazy po przemyśle, Czarne, Wołowiec 2026