Zdecydowanie nie doceniamy samych siebie i jakże często ulegamy narcystycznemu złudzeniu
Okruchy ekozoficzne
Nasze małe „ja”, z którym się zazwyczaj utożsamiamy stanowi zaledwie niewielką część tego, kim w istocie jesteśmy. Tym bardziej, że małe „ja” odwołuje się do naszej „osobności”, definiuje się niejako w opozycji do świata zewnętrznego. Jesteśmy przecież osobą, czyli kimś osobnym. Widzimy siebie, jako wyizolowaną, samodzielną, niezależną, wolną i autonomiczną jednostkę. Granice między „ja” i „nie-ja” są zwykle ostre i wyraźnie zaznaczone. Im bardziej skupiamy się na sobie i pielęgnujemy poczucie własnej odrębności, tym bardziej świat na zewnątrz staje się obcy i zagrażający. Doświadczane uczucia samotności, wyobcowania i lęku są kosztami, jakie płacimy za ową osobność. Te uczucia następnie pchają nas ku pokusie zyskania znaczenia, kompensacji pierwotnego braku, wypełnienia pustki będącej konsekwencją utraconej mocy. Stąd pragnienie zdobycia władzy absolutnej, pełnej kontroli nad rzeczywistością, stania się Bogiem panującym nad przyrodą. Nasze narcystyczne sny o potędze są daremną próbą poradzenia sobie z dojmującą pustką i poczuciem zagrożenia wynikającymi z odarcia się z kompletności tego, kim jesteśmy. Czyż w tym kontekście może dziwić to, jak bardzo nienasyceni jesteśmy i jak bardzo przywiązujemy się do technologii, która daje obietnice całkowitej kontroli nad życiem?
Indywidualistyczna kultura zachodnioeuropejska przyzwyczaiła nas do tego, że „ja” jako kategoria opisu i rozumienia człowieka jest naturalna, podstawowa, powszechna i uniwersalna. Czy jednak ludzie, którzy żyli wiele setek lub tysięcy lat temu w podobny, jak my sposób widzieli samych siebie? Odpowiedź brzmi: nie. Świadomość ludzi pierwotnych nie oddzielała w sposób zdecydowany nie tylko jednej osoby od drugiej, ale także człowieka od przyrody. Nasi dalecy przodkowie żyjący na sawannie czy w lasach byli całkowicie zanurzeni w środowisku. Należeli do przyrody tak bardzo, że mogli nawet nie mieć poczucia własnej od niej odrębności. Z drugiej strony sama przyroda była niejako kontynuacją ich istnienia. Również pojmowanie i rozumienie siebie poza wspólnotą ludzką było niemożliwe, co świadczy o tym, że indywidualne „ja” tak jak je dzisiaj widzimy nie istniało. Nie miało ono po prostu znaczenia, nie było użyteczne jako kategoria opisu rzeczywistości. Oznacza to, że „ja” jako kategoria psychologiczna jest rezultatem procesów historycznych i wyewoluowała razem z rozwojem cywilizacyjnym, który znacząco oddzielił nas od świata przyrody. Tracąc głębokie związki z przyrodą, utraciliśmy pierwotne poczucie siebie, ową jaźń ekologiczną, którą zamieniliśmy na oddzielone, miejskie małe „ja”.
Ale trzeba też wyraźnie powiedzieć, że nasze małe „ja” jest obecnie ważnym elementem stabilizującym nasze życie i pozwalającym nam skutecznie i odpowiednio działać w świecie. W tym sensie potrzebujemy takiego „ja”; bez niego nie bylibyśmy w stanie w sposób zdrowy, zintegrowany i adekwatny radzić sobie z codziennym życiem. W tym znaczeniu pełni ono również ważną rolę i ma należne sobie miejsce w złożonej psychologicznej konstelacji, którą jesteśmy. Cały problem jednak polega na tym, że to „ja” staje się w końcu uzurpatorem i przejmuje dyktatorską władzę. Wtedy właśnie zaczyna wydawać się nam, że nim jesteśmy. Jeśli wyłącznie z nim się identyfikujemy, to oznacza, że zdecydowanie nie doceniamy samych siebie. Bo przecież nasza pierwotna jaźń odwzorowuje w naszym jednostkowym życiu całość bytu: materię i energię, formy życia oraz procesy biologiczne, zjawiska i procesy złożonych układów, fenomeny psychiczne oraz subtelne zjawiska będące domeną mistycyzmu i duchowych wglądów. To wszystko dziś na gruncie ekopsychologii nazywamy jaźnią ekologiczną stanowiącą rdzeń naszego umysłu i odzwierciedlającą naturę rzeczywistości.
To dlatego właśnie mówimy, że nie doceniamy samych siebie. Jesteśmy bowiem kimś znacznie szerszym i głębszym niż na co dzień nam się wydaje. Jesteśmy tym, nawet jeśli o tym zapomnieliśmy, nawet jeśli w to nie wierzymy. Zatem stoi przed nami zadanie ponownego połączenia się z utraconymi częściami siebie, które przecież ciągle w sobie nosimy jako żywe dziedzictwo procesu ewolucji. Jednocześnie odzyskiwanie tego dziedzictwa, prawdziwy powrót do siebie uwalnia nas z przymusu narcystycznego udowadniania własnej wielkości i kurczowego trzymania się narzędzi dających nam przewagę nad światem i innymi. Już czas powrócić do siebie i dać odetchnąć sobie oraz życiu.
Ryszard Kulik
***
Szkoła Integralnej Ekopsychologii (SIE)
VII edycja kwiecień–listopad 2027. Osobisty proces wewnętrznej przemiany na poziomie wiedzy, emocji i świadomości połączony z działaniem na rzecz przyrody i świata. 12 tematów, 28 dni, 224 godziny zegarowe.
Szkoła Trenerska Eko-Psychologii (STEP)
II edycja luty–listopad 2027. Nauka pracy z grupami i rozwój kompetencji trenerskich w nurcie ekopsychologicznym. 14 tematów, 34 dni, 272 godziny zegarowe.
Informacje i zapisy: barbaska.wojtaszek@gmail.com
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Czerwiec 2026