DZIKIE ŻYCIE

Co bóbr zbudował, człowiek niech nie rozwala!

Barbara Ewa Wojtaszek

Obrazki pozaludzkie

Dobry wieczór Państwu, właśnie się obudziłem po całodziennym odpoczynku, niech noc będzie z nami!

Pozwólcie, że się przedstawię, Bóbr Żeromski moje nazwisko, kłaniam się zębem nisko.

Jestem synem Pani Bobrowej Architektki Nor,

która była córką Pana Bobra Inżyniera Tam,

który był synem Pani Bobrowej Konstruktorki Żeremi,

która była córką Pana Bobra Projektanta Tratw,

który był wnukiem Pani Bobrowej Inżynierki Środowiska,

która była wnuczką Pana Bobra Architekta Krajobrazu,

który był prawnukiem Pani Bobrowej Konserwatorki Przyrody,

która była prawnuczką Pana Bobra Europejskiego,

który był praprawnukiem Pani Bobrowej Olbrzymiej Plejstoceńskiej,

która była praprawnuczką Pana Bobra Kopalnego Oligoceńskiego.

Może nie jestem już tak wielki, jak moi megafajniści praprzodkowie dziesięć tysięcy lat temu, ciągle jednak jestem największym gryzoniem Eurazji.

Bóbr budowniczy – to właśnie ja, wiosennym wyzwaniom rodzinnie radę damy, ekosystem zrobimy sami. Chociaż przyznaję, że w ciągu dwudziestu lat mojego życia te wyzwania bardzo się zmieniły – kiedyś to były wiosenne roztopy, że hej! Śnieg od listopada do marca przykrywał grubą pierzyną nasze żeremia, czasem nawet na kilka metrów. Siedzieliśmy w suchej norze i zjadaliśmy zapasy gałązek z naszej podwodnej lodówki, która momentami zamieniała się w zamrażarkę. Śniegu dosypywało i dosypywało, lodowaciał i twardniał, rzeki miejscami zamarzały i mróz trzymał, że hej! No i trzeba było porządne tamy budować, żeby na wiosnę tę roztopową wodę zatrzymywać, spowalniać, nie dać się jej porwać w dół rzeki, hen do morza. Niechby się sączyła, powoli rozlewając, a nie gnała na złamanie karku.

Pracowaliśmy całą rodziną co noc, patrolowaliśmy naszą zaporę, łataliśmy przecieki, uszczelnialiśmy błotem i patykami, czasem kamieniami; to były czasy, że hej!

A teraz nie dość, że wody mało, strumyki i potoki wysychają, to jeszcze ludzie nas przeganiają, żeremia nam zasypują i tamy rozwalają. Myślałby kto, że sami umieją lepsze zapory budować, podreptałem kiedyś na taką jedną betonową ścianę, żeby sprawdzić co i jak. Zobaczyłem na własne oczy, że „lepsze jest wrogiem bobrego” – nasze tamy nie są tak duże i trwałe, na szczęście! Nie dzielimy rzeki na pół tak drastycznie, nie zabijamy jej życia, wręcz przeciwnie nasze rozlewiska podnoszą poziom wód gruntowych, rozkwitają roślinami, oczyszczają wodę i powietrze dookoła, przyciągają ryby, płazy, gady i ptaki. Proste tak zwane cieki wodne przekształcamy w kwitnące ekosystemy mokradeł. A zbiorniki ludzkie są zbyt szczelne, nie przepuszczają osadów, zabijają ryby, wymagają wycinania drzew i krzewów, koszenia traw, betonowania brzegów, używania ciężkiego sprzętu, wypuszczania spalin. Takie mi się to wydaje bez sensu, że fuj!

Czym prędzej wróciłem do naszego płytkiego stawu, przyjemnie ochładzającego całą okolicę, obrośniętego wierzbami z przywleczonych przez moją rodzinę gałązek, pełnego martwego drewna tętniącego mikrożyciem; z radością wróciłem do mojej jedynej na całe życie Pani Bobrowej i bobrzątek baraszkujących, że hej! Mamy trójkę starszaków i dwójkę maluszków, te starsze wspaniale opiekują się młodszymi. Co wieczór odbywa się u nas przytulanie, drapanie, masowanie, wzajemne mycie się, czyszczenie futerka, siłowanie i zabawy, podczas których młodsze uczą się od starszych, jak być dobrym bobrem.

A jesteśmy wiernymi sojusznikami matki Ziemi w odwiecznej walce bobra ze złem. Jesteśmy gatunkiem zwornikowym, czyli najważniejszym elementem ekosystemu, od którego zależy wszystko inne. Jak to napisał jeden z polskich wieszczów: „Ciemno wszędzie, sucho wszędzie – bobry przyszły, woda będzie!”.

Nasza natura to mała retencja i prawdziwa błękitno-zielona infrastruktura. Renaturyzujemy doliny rzek: łozowiska, zarośla wierzbowo-brzozowe, łęgi, olsy i grądy. Pomagamy się rozrastać bylinom, trawom i krzewinkom na lądzie, a rzęsie, rdestnicy oraz lilii w wodzie. Mamy co jeść i inni dzięki nam też mają co jeść, że hej!

Z jednej strony cieszę się na koniec zimy, a z drugiej bardzo się boję, co ta wiosna nam przyniesie? Czy ludzie będą nas wyłapywać, zabijać, niszczyć żeremia, rozkopywać nory? Czy zabetonują brzegi rzek, wytną drzewa i krzewy? Czy obszary nad jeziorami zabudują domkami, hotelami, będą pływać głośnymi motorówkami i skuterami wodnymi?

A potrzebujemy tak niewiele, tylko około dziesięć metrów terenu wzdłuż rzeki czy strumienia w miejscu naszego zamieszkania. Kiedy natykamy się na solidne ogrodzenie czy metalową siatkę, odpuszczamy tam kopanie nor bądź ścinanie drzew. Marzy mi się, żeby człowiek pozwolił robić nam to, co potrafimy najlepiej i swój wielki talent do współpracy i kreacji wykorzystał do współdziałania z nami.

Więcej informacji: wspolistnienie.eco.pl/publikacje/bobr.pdf

Barbara Ewa Wojtaszek

Barbara Ewa Wojtaszek – edukatorka (głęboko)ekologiczna, absolwentka Szkoły Ekopoetyki, prezeska zarządu Fundacji Klub Myśli Ekologicznej, kotrenerka Szkoły Integralnej Ekopsychologii SIE oraz Szkoły Trenerskiej Ekopsychologii STEP.