Krótka historia tego, jak utraciliśmy siebie i świat
Okruchy ekozoficzne
Od zarania dziejów byliśmy wtopieni w przyrodniczy oraz społeczny kontekst, dzięki któremu mogliśmy w pełni rozwinąć nasz ludzki potencjał w postaci jaźni ekologicznej – naszej pierwotnej tożsamości opartej na głębokich związkach z całą rzeczywistością. Przychodząc na świat, w matczynych ramionach, w bliskości jej ciała, doświadczając jej głosu, ruchu i obecności odpowiadającej na nasze potrzeby, mogliśmy jako dziecko budować zręby poczucia siebie. Będąc częścią rodziny, która sama była częścią większej społeczności – rodu, wioski czy plemienia – nasiąkaliśmy kulturowymi przekazami pozwalającymi opanować trwogę przed śmiercią, a także realizować własne potrzeby i zamierzenia zgodnie ze społecznymi normami. Ludzka wspólnota była zaś zakorzeniona w fizycznym miejscu zamieszkanym przez rośliny, zwierzęta, grzyby i drobnoustroje, które stawały się częścią ludzkiego świata, jako krewni należący do tej samej rodziny. Cały ten ludzko-poza-ludzki układ zanurzony był w większej przestrzeni krajobrazów, z górami, dolinami, płaskowyżami, rzekami, jeziorami, wybrzeżami morza, wyspami nawiedzanymi przez wiejące wiatry i padające deszcze czy śniegi – z cyklicznymi zjawiskami przyrodniczymi.
Nasza jaźń chłonęła to wszystko i włączała w siebie jako elementy własnej tożsamości. Służyły temu społeczne rytuały oraz ceremonie przejścia, które na poszczególnych etapach życia pozwalały przekraczać osobiste progi i urzeczywistniać siebie. W tym świecie związków i powiązań wszystkiego ze wszystkim doświadczaliśmy własnej zależności od innych oraz czegoś większego od nas samych, z czym ostatecznie się identyfikowaliśmy.
Jednocześnie to nie był świat, w którym panowała romantyczna szczęśliwość. Doświadczenie zależności otwierało na ból, który jest częścią życia. Bywał on naprawdę dojmujący, jak w przypadku śmierci dzieci, które często nie dożywały piątego roku życia. Żegnanie się rodziców z dzieckiem jest prawdopodobnie jedną z największych traum, jakich możemy doświadczyć. Te oraz inne wydarzenia jak głód, wojny, kataklizmy czy zarazy dopełniały obrazu trudu życia. Przyroda jawiła się jako troskliwa matka karmiąca swoje dzieci, ale też jako potężna siła niosąca ból i śmierć. Pojawiała się więc pokusa, by odciąć się od związków z sobą, innymi i światem, które wydawały się brzemieniem powodującym cierpienie.
Tak oto przez tysiące lat ewolucji gatunku homo sapiens stopniowo się oddzielaliśmy, tworząc narzędzia cywilizacyjne, które miały nas uchronić przed tym, co bolesne. Rozpoczęliśmy odwrót od życia walcząc z nim jak z wrogiem. To zaś skutkowało coraz bardziej niekorzystnymi warunkami do kształtowania się jaźni ekologicznej, czyli naszej pierwotnej tożsamości. W imię niezależności dokonywaliśmy wypierania i zaprzeczania naszym związkom z własnym ciałem, emocjami, innymi ludźmi, przyrodą, fizycznym miejscem, które zamieszkujemy oraz siłą wyższą. Kulturowe opowieści o człowieku, istotach pozaludzkich i otaczającym świecie zostały zdominowane przez wyobrażenia człowieka jako pana stworzenia, uprzywilejowanego władcy, który może dowolnie rozporządzać zasobami środowiska. Religijne wyobrażenia siły wyższej odeszły od bóstw ucieleśnionych w formach przyrody i umiejscowiły transcendentnego Boga gdzieś w zaświatach, oddzielając go radykalnie od materii. Relacja matki z dzieckiem oparta kiedyś na żywej, fizycznej obecności została zastąpiona przez medyczne procedury związane z porodem, oddzielającymi od kontaktu z matczynym ciałem wózkami dziecięcymi czy osobnymi łóżeczkami. Współczesne matki zaangażowane we własną karierę zawodową, pełne pośpiechu i napięcia oraz pozbawione sieci wsparcia ze strony innych kobiet, często nie są w stanie udźwignąć samotnego ciężaru macierzyństwa. A dorastające dzieci poddane wielkomiejskim standardom życia spędzają czas przed ekranami w zamkniętych pomieszczeniach, izolując się coraz bardziej od rówieśników oraz kontaktu z przyrodą. Dorośli, którzy kiedyś w rytualny sposób wprowadzali młode pokolenie w dorosłość, dzisiaj sami są zagubieni i nie wiedzą kim są oraz na czym polega pełne życie. Młodzież dryfuje więc w przestrzeniach wirtualnego świata zafascynowana sztuczną („obcą”) inteligencją, której istnienie samo w sobie jest przejawem najwyższego stopnia oddzielenia od rzeczywistości.
W takich warunkach nasza jaźń ekologiczna poddawana jest nieustannej represji. Na wiele sposobów zaprzeczamy temu, kim w istocie jesteśmy, przywiązując się nadmiernie do własnych wizerunków obnoszonych w mediach społecznościowych. We współczesnych czasach wszystkie nasze pierwotne związki są kontestowane i zastępowane fałszywym i pustym obrazem własnej osoby. To właśnie dla takiego „ja” tworzymy odpowiednie zaplecze w postaci systemu społeczno-ekonomicznego, który ma służyć zaspokajaniu zachcianek nieautentycznego i pustego „ja”. A te są coraz bardziej odległe od tego, co rzeczywiście podtrzymuje nasze życie i coraz bardziej nienasycone.
Jak ta historia potoczy się dalej?
Ryszard Kulik
Twój 1,5% dla dzikiej przyrody
Kwiecień 2026