Dzieci na polowaniach to zły pomysł
Ponad dekadę temu na naszych łamach mocno pojawił się temat udziału dzieci w polowaniach. Wtedy narodziła się kampania „Polowania nie dla dzieci”, która odniosła sukces. Temat zaistniał w mediach, wśród instytucji zajmujących się wychowaniem i edukacją, oraz w parlamencie.
Wtedy, pisząc o udziale dzieci w polowaniach, podkreślałem: „obcowanie dzieci i nastolatków ze śmiercią zwierząt nie powinno mieć miejsca. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zaraża dzieci pasją do zostania rzeźnikiem”. Jedno i drugie nie może pozytywnie wpływać na rozwój człowieka, na budowanie empatii czy wrażliwości wobec cierpienia zwierząt.
Obecnie kręgi łowieckie ponownie wykazują wzmożoną aktywność aby przywrócić stary model łowiectwa – z dziećmi na polowaniach. Argumentują to chęcią zachowania tradycji, prawem rodzica do wychowywania dziecka według własnej wizji, oraz – a jakże – budowaniem w dziecku miłości do natury, obcowania z naturą.
Rzecz w tym, że obcowanie ze śmiercią zadaną z ręki myśliwego w żadnej mierze nie jest wartościowym doświadczeniem dla dziecka. Próg dorosłości to bezwzględne minimum, aby można dopuścić młodego człowieka do polowań. Co nie musi go chronić przed zagrożeniami wynikającymi z udziału w polowaniu, czego dowodzą przypadki śmiertelnych postrzeleń z broni myśliwskiej na polowaniach, a nawet poza polowaniami.
Wszystkiego dzikiego.
Grzegorz Bożek
Nowe rezerwaty – wspieram
Luty 2026