DZIKIE ŻYCIE

Zmierzch zabijania dla przyjemności

Ryszard Kulik

Paweł Gdula w tekście „Zieloni szamani” opublikowanym na portalu Wildmen 9 stycznia 2026 r. komentuje moją polemikę „Szczęśliwi myśliwi (nie to co ich przeciwnicy)” („Dzikie Życie”, nr 12-1/2025-2026) z jego tekstem „Prawo do myśliwskiego szczęścia”, zarzucając mi, jakobym „nie podjął merytorycznej dyskusji” – tylko postawił „diagnozę na odległość”. Postanowiłem więc odnieść się do jego zarzutów, dbając o merytoryczny poziom dyskusji. Tym bardziej, że w swoim polemicznym artykule odwołuję się do badań naukowych i w tym znaczeniu podejmuję merytoryczną dyskusję. Tak, ta dyskusja zawiera w sobie elementy diagnozy (na odległość). Psychologowie wielokrotnie tak robią; diagnozują osoby i zjawiska, interpretując czyjeś zachowanie, w tym np. wypowiedzi. Na tym między innymi polega stosowanie psychologii w dyskursie. Co ciekawe, mimo że Gdula nie jest psychologiem, swój tekst o „myśliwskim szczęściu” w całości oparł na wątpliwej diagnozie psychologicznej (na odległość) jakoby krytycy łowiectwa byli „nieszczęśliwymi, samotnymi i zagubionymi ludźmi, którzy nie potrafili ułożyć swojego życia”.

Przywołując moje poglądy wobec kryzysu środowiskowego, Gdula nieco na marginesie pisze: „Nie będę wyrażać mojego zdania na temat osób, które żyją w przeświadczeniu, że zmienią klimat na naszej planecie”. Choć ten wątek ma charakter poboczny, to zdecydowanie chcę wyrazić swoje zdanie na temat stanowiska Gduli, który, jak przypuszczam, podważa naukowy konsensus dotyczący wpływu działalności człowieka na kryzys klimatyczny. Taka denialistyczna postawa deprecjonująca indywidualne i systemowe wysiłki nastawione na przeciwdziałanie kryzysowi jest sprzeczna z ustaleniami nauki i godna pożałowania. No chyba, że źle odczytałem intencje Gduli.

Kto ma słabe ego?

Wróćmy jednak do łowiectwa. Paweł Gdula przypisuje mi, jakobym twierdził, że myśliwi, to ludzie o „słabym ego”. Nic takiego nie napisałem i tak nie twierdzę. Napisałem za to, że u Gduli „pojawia się swoiste poczucie wyższości wobec przeciwników łowiectwa, którzy są [przez niego] deprecjonowani jako życiowi nieudacznicy kierujący się zawiścią wobec »bogu ducha winnych« myśliwych, którzy czerpią przecież samą radość z możliwości zabijania innych stworzeń. Ta deprecjacja, jak to bywa w tego rodzaju sytuacjach, jest na usługach słabego ego, które musi reperować niskie poczucie własnej wartości”. I dodałem: „I żeby była jasność – ten sam mechanizm może być odpowiedzialny za deprecjonowanie myśliwych jako ludzi przez osoby krytycznie do nich nastawione”. Jak więc widać, nie diagnozuję myśliwych, tylko ludzi, którzy deprecjonują innych. Ci o słabym ego są i po jednej, i po drugiej stronie barykady. Niestety Paweł Gdula nie odczytał poprawnie tego przekazu.

Kiedy pasja staje się uzależnieniem

Dalej autor polemiki, broniąc się przed stawianą przeze mnie diagnozą uzależnienia od polowania, przywołuje rozróżnienie między pasją harmonijną, która wzbogaca nasze życie, a uzależnieniem behawioralnym.

Pisze, że „Uzależnienia niszczą relacje społeczne, prowadzą do utraty kontroli, izolacji i degradacji więzi. Tymczasem polowanie buduje więzi społeczne, wymusza żelazną dyscyplinę, znajomości prawa i bezwzględne przestrzeganie norm etycznych”. I dalej: „Sugerowanie, że radość z udanego polowania to »nałóg zabijania«, jest tak samo absurdalne, jak diagnozowanie nałogu u alpinisty, który rzekomo byłby uzależniony od ryzyka utraty życia”.

Psychologia dowodzi, że każda pasja może przerodzić się w uzależnienie. Jest wielu alpinistów, którzy uzależnili się od swojej aktywności. Pełna zgoda co do tego, że polowanie buduje więzi i tak dalej…, jednak jednocześnie wzbudza wiele kontrowersji etycznych i tym samym dzieli społeczeństwo. Polowanie jest świadomym zadawaniem bólu i śmierci, czemu towarzyszy przyjemność po stronie myśliwego. To skrajny przykład niszczenia więzi między jedną żywą istotą a drugą. Im bardziej polowanie służy regulowaniu emocji i dążeniu do szczęścia, tym ma większy potencjał uzależniania. W swoim tekście napisałem, że polowanie „może [pogrubienie – RK] przekształcić się w uzależnienie z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami”. W żadnym miejscu nie napisałem, że wszyscy myśliwi są uzależnieni od polowania.

Badania okresowe dla myśliwych

Dalej Gdula pisze: „posiadam broń do ochrony osobistej, dlatego co pięć lat przechodzę pełen cykl rygorystycznych badań!”. Cieszę się, że Gdula poddaje się cyklicznym badaniom. I jednocześnie ubolewam, że w obecnym stanie prawnym myśliwi nie mają takiego obowiązku. Mało tego, zdecydowanie bronią się przed taką koniecznością.

Paweł Gdula pisze, że „licencjonowani psycholodzy orzecznicy – regularnie potwierdzają mój brak przeciwwskazań do dysponowania bronią palną. Nie dopatrzyli się u mnie »słabego ego«, »niskiego poczucia własnej wartości« ani żadnych »destrukcyjnych skłonności«!”. Gratuluję, choć wcale nie dziwi mnie ta konstatacja. Ani słabe ego, ani niskie poczucie własnej wartości nie są przeciwwskazaniami do wydania pozwolenia na broń. Co do „destrukcyjnych skłonności” wierzę, że Paweł Gdula ich nie ma, nie licząc tych, których doświadczają zwierzęta będące obiektem polowania. Ta destrukcja – póki co – jest kulturowo sankcjonowana. Mam nadzieję, że te czasy miną i rekreacyjne łowiectwo spotka ten sam los, co np. niewolnictwo, które przez wiele tysięcy lat było akceptowane aż stosunkowo niedawno stało się anachroniczne.

Niebezpieczny aktywizm

Dalej Gdula pisze: „twierdzenie dr Kulika o braku dowodów na psychologiczne podłoże antyłowieckiego radykalizmu jest trudne do obrony. Współczesne badania nad eko-lękiem czy psychologią aktywizmu wyraźnie pokazują, jak często radykalne postawy ekologiczne służą regulowaniu własnych emocji i lęków przed światem zewnętrznym”. Zastanawia mnie ten akapit, ponieważ w żadnym miejscu w swoim tekście nie wspominam o braku dowodów na psychologiczne podłoże antyłowieckiego radykalizmu. Mało tego, częściowo zgadzam się z diagnozą autora. Również w ruchu ekologicznym zdarzają się ludzie, którzy aktywizmem regulują własne emocje, co może mieć negatywne konsekwencje dla nich i dla otoczenia. Mam wrażenie, że Gdula wyczarowuje z mojego tekstu to, czego w nim nie ma lub nie odczytuje adekwatnie tego, co w nim jest.

Koło życia i śmierci a wymiar etyczny

Najciekawsze jest jednak na końcu. Gdula przywołuje moją tezę o „spokojnym doświadczaniu połączenia z życiem bez zadawania śmierci”, traktując ją jako „szczyt hipokryzji”. Pisze, że „każdy spacer po łące i każda kromka chleba, którą zjada pan doktor, okupiona jest śmiercią tysięcy stworzeń podczas zadeptywania mikrofauny oraz orki, siewu i zbiorów. Różnica pomiędzy nami polega na tym, że myśliwy ma odwagę spojrzeć tej śmierci w oczy i wziąć za nią odpowiedzialność. Ryszard Kulik woli nie widzieć śmierci i żyć w swojej wegańskiej bajce oraz przeświadczeniu, że ma czyste sumienie”.

Spieszę więc donieść, że mam głębokie przekonanie, że nikt z nas nie ma czystego sumienia. Życie karmi się życiem i co do tego nie ma wątpliwości. Moja wegańska dieta wiąże się z kosztami środowiskowymi oraz śmiercią niezliczonych istot. Mam tego pełną świadomość i biorę za to pełną odpowiedzialność. Zatem nie w tym aspekcie jest między nami różnica. Ta wynika z czego innego. Moje przetrwanie okupione jest śmiercią niezliczonych istot. Bez tego nie mógłbym żyć. To jest moja życiowa konieczność. Współczesne polowanie rekreacyjne nie jest życiową koniecznością. Jest hobby, pasją, uzależnieniem. Odbierając Gduli możliwość polowania na ptaki, nikt nie sprawi, że Paweł Gdula umrze. Gdyby ktoś odebrał mi produkty wegańskie, którymi się żywię, z pewnością bym nie przetrwał. Śmierć innych istot, która wynika z mojego stylu życia jest konieczna i w tym sensie moralnie niewinna. Śmierć, która wynika z polowania rekreacyjnego, nie jest konieczna i w tym znaczeniu moralnie naganna.

Polowanie dla przyjemności jest nie do obrony

Gdula pisze, że „polowanie jest najstarszą i najbardziej naturalną formą ludzkiej aktywności, która nas ukształtowała”. Pełna zgoda. Dzisiaj jednak nie ma uzasadnienia. Podobnie jak niewolnictwo jest częścią naszego dziedzictwa, dzisiaj nikt rozsądny nie będzie namawiał do kultywowania tej prastarej tradycji, która nas przecież też ukształtowała.

Na koniec i ja otrzymuję od Pawła Gduli diagnozę w oparciu o moją aktywność publicystyczną. Pisze on: „współczesny świat i stan przyrody wywołują u Pana głęboki ból i cierpienie. Moim zdaniem to dowodzi, że Pana ocena polowania nie jest obiektywną analizą naukową, lecz projekcją własnej, nadwrażliwej konstrukcji psychicznej, która nie akceptuje naturalnych mechanizmów życia i śmierci”. Spieszę więc donieść, że w swoich książkach i artykułach wielokrotnie podejmuję temat naturalnych mechanizmów życia i śmierci, piętnując kulturowe zabiegi zamiatania tych kwestii „pod dywan”. I jednocześnie moje wrażliwe serce sprawia, że nie godzę się na bezsensowną śmierć i zadawanie bólu i cierpienia, które nie mają innego uzasadnienia niż „przyjemność i szczęście myśliwych”. To najzwyczajniej nie mieści mi się nie tylko w głowie, ale i w sercu właśnie.

Co ciekawe, nie tylko ja mam z tym problem, ale też… rzeczniczka prasowa Polskiego Związku Łowieckiego dr inż. Joanna Krużel. Jej (i nie tylko jej) wypowiedzi na temat tego, że myśliwi nie zabijają dla przyjemności stanowią stały element narracji związku, mający na celu odpieranie zarzutów o etyczną naganność polowań. Myśliwi często starają się (choć dosyć nieudolnie) przekonywać, że uśmiercanie zwierzęcia jest jedynie „technicznym”, często przykrym, ale koniecznym finałem długiego procesu gospodarowania w obwodach łowieckich. Czy Paweł Gdula o tym wie? Bo wygląda póki co tak, jakby strzelał sobie (nomen omen) w stopę opiewając przyjemność z zabijania i szczęście myśliwskie.

W moim przekonaniu rekreacyjne łowiectwo, gdzie zabija się dla trofeum lub strzela do ptaków (co nie ma żadnego uzasadnienia gospodarczego), jest moralnie naganne i nie do obrony. Chwalenie się przez Pawła Gdulę, że zabił kaczkę i ten fakt buduje jego poczucie szczęścia budzi mój niesmak i sprzeciw. Czy przez to przestaję być obiektywny jako naukowiec? Być może. Jednak zapytajmy, czy nauka może być wolna od emocji, uczuć i wartości? Jedną z funkcji nauki (w tym psychologii) jest poprawa życia ludzi, działanie na rzecz dobra wspólnego. Nauka nie jest wolna od wartości, co przyzna m.in. każdy lekarz składający przysięgę Hipokratesa. Dlatego zawsze będę stawał po stronie życia nie tylko ludzkiego i godził się na śmierć wyłącznie wtedy, gdy jest to konieczne, a nie wtedy, gdy jej uzasadnieniem jest czyjaś zachcianka lub przyjemność.

Ryszard Kulik