DZIKIE ŻYCIE

Odosobnienie w Naturze – towar deficytowy

Jan Marcin Węsławski

Widziane z morza

W międzynarodowym zespole prowadziliśmy badania, które mają ocenić, jaką wartość ma morska bioróżnorodność dla społeczeństw w Europie. Najłatwiej porozumieć się rozmawiając o wybrzeżu, bo większość ludzi rzadziej lub częściej odwiedza morski brzeg. Spośród wielu problemów zgłaszanych w ankietach powtarzał się wszędzie jeden – „za dużo turystów”, a w ankietach określających preferencje rodzaju spędzania czasu nad morzem, niemal wszyscy odpowiadali, że najbardziej unikają tłumu. Skoro jednak widać wyraźnie, że ludzie najchętniej się gromadzą w nadmorskich kurortach – pytanie skąd się tu wzięli, skoro im tak niedobrze?

Tłumy na plażach przy kurortach francuskich czy włoskich to standardowy obrazek od wielu lat, czasem – jak w przypadku Malty – idzie za tym dzika zabudowa brzegu, albo jak na naszym półwyspie helskim pola przyczep kempingowych. Kilku naukowych opracowań doczekał się przypadek wyjątkowo pięknej plaży w Brazylii, gdzie rozwój pobliskiego miasta i zapotrzebowanie na tanie wakacje doprowadziło do kompletnego zniszczenia wybrzeża, kiedy tuż za rzędem luksusowych willi położonych przy plaży powstał ciąg ogromnych hoteli, tak wysokich, że przez większą część dnia zacieniają rajską plażę. Oczywiście teraz wszyscy narzekają na tłok, ale jeżdżą tam bo świetna komunikacja z miastem, konkurencyjnie niskie ceny itd.

30 lat temu na skalistym półwyspie nad norweskim jeziorem stała jedna chatka, po doprowadzeniu dobrej drogi pojawiły się zbiorowiska wakacyjnych domów, widać je też wszędzie na okolicznych wzgórzach. Doskonale wyposażone i utrzymane w skandynawskim stylu rezydencje na wynajem. Właściciel chatki już tu nie przyjeżdża. Fot. Jan Marcin Węsławski
30 lat temu na skalistym półwyspie nad norweskim jeziorem stała jedna chatka, po doprowadzeniu dobrej drogi pojawiły się zbiorowiska wakacyjnych domów, widać je też wszędzie na okolicznych wzgórzach. Doskonale wyposażone i utrzymane w skandynawskim stylu rezydencje na wynajem. Właściciel chatki już tu nie przyjeżdża. Fot. Jan Marcin Węsławski

Tradycyjnie kontrastowo różni byli Skandynawowie, ideał wypoczynku to własna „hytta”, gdzieś w odległym, trudno dostępnym miejscu, gdzie nie widać żadnych sąsiadów. Kiedy parę lat temu pytałem mojego kolegę, właściciela małej chatki na fiordem na północy Norwegii, o to co mu przeszkadza w czasie wakacji – odpowiedź brzmiała: „jak zobaczę na drugim brzegu fiordu człowieka i czuję, że już nie jestem sam”. To już przeszłość, ideał, czyli samotna chatka w górach, gdzie trzeba było iść z plecakiem godzinę od pozostawionego na drodze samochodu zmienił się wraz z bogaceniem społeczeństwa i rozwojem infrastruktury drogowej. Tam, gdzie w pobliżu samotnej chatki pojawiła się dobra droga, firmy albo lokalni właściciele (różnie to bywa) budują szybko całe osiedla identycznych, bardzo eleganckich i nowoczesnych drewnianych domków, gdzie za niewielkie pieniądze każdy może przez booking spędzić tydzień czy dwa w norweskiej naturze. Z tego co widziałem, oryginalne pierwotne chatki nie są już odwiedzane przez starych właścicieli, teren jest zdominowany przez krótkoterminowych turystów z całego świata. Znikł komfort izolacji i poczucia przebywania w głuszy.

Ten sam proces dotyczy niszczenia dzikiej przyrody – gdzie lawina rusza od momentu zbudowania drogi – to otwiera wiele możliwości dla ludzi, ale dla zwierząt to przymusowy kontakt z człowiekiem i poczucie zagrożenia.

Z dzieciństwa pamiętam bajkę, gdzie bohater dostał obietnicę skarbu, pod warunkiem, że z nikim się nie podzieli. Oczywiście stracił wszystko, bo miał dobry charakter. Nie ma dobrego rozwiązania – albo samolubny luksus kontaktu z dziką naturą, której nie starczy dla wszystkich, albo demokratyczny tłok i równy dostęp dla każdego.

Prof. Jan Marcin Węsławski