DZIKIE ŻYCIE • Wstępniak

Turystyczna infrastruktura to mniej dzikiego

Grzegorz Bożek

W górach coraz więcej urządzeń turystycznych, ścieżek, wyciągów, placów zabaw, siłowni pod drzewami, tras nordic walking, pumptracków. Wreszcie hoteli, dróg, parkingów. Ogrodzeń, oświetlenia, wież widokowych, a nawet ścieżek w koronach drzew. Taki trend.

Trzy, cztery dekady wstecz w górskim krajobrazie dominowały co najwyżej linie wyciągów, czasem jakiś hotel, pensjonat. Tych wciąż przybywa pomimo coraz słabszych zim i braku śniegu. Ale dzisiaj możliwości eksploracji górskiej przyrody jest więcej – nie tylko narty i turystyka piesza, ale też rowery, quady, turystyka biegowa i samochodowa.

Są tysiące nowych agroturystyk, hotelików, przez ostatnie lata powstało mnóstwo nowych domostw w dzikich ostępach. Zabudowa fragmentu Beskidu Sądeckiego w rejonie Szczawnika to kolejny element tej presji. Oczywiście ten pomysł ma swoją długą historię – kto czytał stare wydania „Dzikiego Życia” pamięta Siedem Dolin, projekt, który zakładał zabudowę okolicy Krynicy i Muszyny.

Przyroda górska od tej presji nie zyskuje, tracą wilki, rysie i inne dzikie zwierzęta, a krajobraz staje się coraz bardziej poszatkowany. To, że jest to teren parku krajobrazowego czy obszar Natura 2000 nie robi różnicy dla zwolenników tego rodzaju biznesu turystycznego. O inwestycji w Szczawniku w bieżącym numerze napisał Alan Weiss w artykule „Stacja narciarska w mateczniku rysi i wilków? RDOŚ zgadza się na niszczenie ostoi dużych drapieżników” – sięgnijcie do tekstu.

Wszystkiego dzikiego.

Grzegorz Bożek