Miesięcznik Dzikie Życie

11/221 2012 Listopad 2012

Chronić najcenniejsze murawy. Rozmowa z Anną Cwener

Wywiad Krzysztofa Wojciechowskiego i Rafała Jasińskiego

Skąd zainteresowanie geobotaniką, a w szczególności roślinnością stepową?

Dr Anna Cwener: Jak to szumnie zabrzmiało: „zainteresowanie geobotaniką”. Tak na dobre zaczęło się od lekcji ekologii w liceum, podczas których „odkryłam”, że każdy organizm „wie”, gdzie ma rosnąć, czyli w terminologii ekologicznej ma swoją określoną niszę ekologiczną. Rzecz z ekologicznego punktu widzenia oczywista, ale wtedy dla mnie zachwycająca, że ten świat jest tak mądrze zorganizowany, że tyle różnych czynników decyduje o tym, iż dana roślina rośnie w tym miejscu, a nie w innym. Dlaczego to zawilca gajowego nie ma co szukać na łące, a firletki poszarpanej w lesie. Dopiero później usłyszałam sam termin i dowiedziałam się, co oznacza geobotanika.

A dlaczego stepy w szczególności? Stepy zazwyczaj owiane były jakąś tajemnicą; bezkresne przestrzenie, kozacy… i jeden z wykładów śp. prof. Janeckiego, gdy z pasją opowiadał o rezerwatach stepowych. I tak powoli zaczęłam poznawać nasze „resztki stepów”.

Murawa ostnicowa fot. Anna Cwener

Murawa ostnicowa w Dwikozach koło Sandomierza. Fot. Anna Cwener

Takie prowokacyjne pytanie – czy mamy w Polsce stepy? Skąd się u nas wzięły?

To i ja odpowiem prowokacyjnie: mieliśmy.

W przeszłości, dość odległej, bo sięgającej jakieś 10–12 tys. lat wstecz, na obszarze znajdującym się obecnie w granicach Polski występowały stepy. Były to tak zwane stepy strefy peryglacjalnej, zimne i suche, złożone głównie z bylic, wyglądały one nieco inaczej niż typ roślinności „powszechnie” kojarzony z terminem step.

O występowaniu w naszym kraju stepów świadczy też obecność czarnoziemów, czyli gleb tworzących się w warunkach klimatu kontynentalnego i umiarkowanego suchego przy udziale roślinności łąkowo-stepowej i leśno-stepowej. W ścisłym tego słowa znaczeniu, stepy to bezdrzewne formacje roślinne występujące w strefie umiarkowanej, w głębi platform kontynentalnych, czyli w klimacie o suchym i ciepłym lecie i mroźnej zimie. W Eurazji znane są pod nazwą step, w Ameryce Północnej nazywane są prerią, a w Ameryce Południowej – pampą.

W Polsce, która leży w strefie klimatu umiarkowanego przejściowego, właściwych stepów nie ma. U nas klimaksową formacją roślinną są lasy liściaste, zrzucające liście na zimę, a roślinność stepowa występuje jedynie w miejscach o szczególnym klimacie i podłożu – na stromych, dobrze nasłonecznionych zboczach, najczęściej o wystawie zachodniej i południowej, na podłożu zasobnym w węglan wapnia. Można więc mówić jedynie o oderwanych, zubożałych fragmentach stepów, które w odróżnieniu od typowych formacji stepowych określa się mianem muraw kserotermicznych.

Skąd się wzięły? Po ustąpieniu lodowca przywędrowały z ostoi na południu i wschodzie Europy. Gdy klimat się ocieplił i obszar Polski pokryły lasy, roślinność stepowa zachowała się w miejscach, gdzie z powodu dużego nasłonecznienia i braku wody nie mogły rosnąć drzewa: na półkach skalnych czy stromych zboczach dolin rzek. W późniejszych okresach, do rozprzestrzenienia się roślinności stepowiej przyczyniła się działalność człowieka. Rolnicze ludy neolitu, ok. 4500 lat temu, wycinając las i wypasając zwierzęta powiększyły ilość i powierzchnię terenów otwartych, na które mogły wkraczać światłolubne rośliny stepowe.

Czym wyróżnia się roślinność stepowa rosnąca na Lubelszczyźnie względem innych regionów naszego kraju?

W sposób najprostszy można odpowiedzieć, że roślinność stepowa na Lubelszczyźnie wyróżnia się przede wszystkim historią. Tylko co to znaczy? Jak wspominałam, po ustąpieniu lodowca roślinność wkraczała na teren Polski z ostoi na południu i wschodzie Europy. Skład gatunkowy muraw kserotermicznych w poszczególnych regionach Polski zależy głównie od tego, z której ostoi i jakimi drogami te gatunki migrowały na dany teren. Oczywiście nie bez znaczenia są też różnice siedliskowe: nieco inny klimat i podłoże geologiczne poszczególnych regionów.

Co jest największą wartością naszych „stepów”?

Trudno oceniać, która z cech stoi najwyżej w hierarchii. Wartość naszych „stepów” wynika z ich charakteru, z tego, że stanowią typ roślinności występujący poza zwartą granicą swego występowania. Zbiorowiska muraw kserotermicznych budowane są przez gatunki, które osiągają u nas północne lub zachodnie granice występowania i siłą rzeczy są one rzadkie i zagrożone. Zapewne dużą wartością jest samo bogactwo gatunkowe; w murawach na powierzchni 25 m2 rośnie średnio 25–30 gatunków roślin naczyniowych, niby niedużo, ale porównywalnie na łąkach na takiej powierzchni notuje się 5–10 gatunków mniej.

Nie da się pominąć wartości estetycznej, bo nasze murawy, co trochę zmieniając barwy, „kwitną” praktycznie cały rok. Ponadto dziś, gdy coraz częściej mówi się o gwałtownym ubytku liczebności pszczołowatych, zwraca się uwagę, że zbiorowiska murawowe stanowią dla zapylaczy cenne źródło tzw. pożytku, czyli pyłku i nektaru.

Co najbardziej zagraża murawom i jak można z tymi zagrożeniami walczyć?

Sukcesja oraz ludzka niewiedza i bezmyślność. Wspominałam już, że u nas klimaksowym typem roślinności jest las i że murawy rozprzestrzeniły się i utrzymywały dzięki działalności człowieka. Zaprzestanie użytkowania, a właściwie wypasu, powoduje gromadzenie się biomasy i użyźnienie siedliska, co umożliwia rozwój krzewów i drzew. Proces ten prowadzi do ustępowania światłolubnych roślin stepowych. Jak walczyć z tym zagrożeniem? Najkorzystniejsze byłoby przywrócenie ekstensywnego wypasu, ale dziś „nic się nie opłaca”, zwierząt hoduje się coraz mniej, a nawet jeśli są, to wolą „jeść miękką trawę” na łące niż twarde rośliny kserotermiczne.

Najczęściej działa się doraźnie, wycina krzewy i drzewa, które po kilku latach odrastają. Takie zabiegi ochrony czynnej prowadzi się tylko na murawach objętych ochroną prawną. Nie jest to najskuteczniejsza metoda, ale na inne nie możemy sobie pozwolić. Nieco skuteczniejszą metodą jest koszenie i usuwanie biomasy. Stosowana jest ona na murawach objętych programami rolnośrodowiskowymi.

Murawy są zalesiane, bo to z rolniczego punktu widzenia nieużytki. Są też zaśmiecane. Zdarza się nawet, że ze zboczy, na których wykształciły się murawy pozyskiwane są surowce skalne (kreda) i roślinność jest dosłownie „ścierana” z powierzchni ziemi. Z tymi zagrożeniami trudniej walczyć, bo są nieprzewidywalne. Jedyny sposób to edukacja, ale argumenty typu piękno czy wartość przyrodnicza mają małą siłę przebicia.

Prowadzisz stałe badania muraw kserotermicznych na Lubelszczyźnie, bierzesz udział w dużym projekcie ochrony tej roślinności, wespół z prof. Barbarą Sudnik-Wójcikowską wydałaś bodaj czy nie pierwszy w Polsce atlas roślin kserotermicznych. Jakie są twoje „stepowe” plany na najbliższe lata?

Plany są dość proste: poznać murawy na Lubelszczyźnie, bo jeszcze nie wszystkie znam, jakoś udokumentować to, co się zachowało i nie zostało zniszczone, i chronić te najwartościowsze murawy, które pozostały.

Byłaś osobą współtworzącą sieć Natura 2000 na Lubelszczyźnie. Jak oceniasz z perspektywy czasu funkcjonowanie tej sieci? Czy dzięki niej można chronić „dzikie życie”?

Idea jest piękna, ale rzeczywistość już tak piękna nie jest. Owszem, możliwość pozyskania dodatkowych środków na prowadzenie zabiegów ochrony czynnej, edukację czy nawet na poprawę infrastruktury to bardzo duży plus.

Ale wokół Natury jest sporo konfliktów, często zupełnie niepotrzebnych. Czasami skłonna jestem zgodzić się z moim znajomym, który twierdzi, że tworzymy obszary chronione po to, żeby było wiadomo, gdzie coś zniszczyć…

Realizując projekt ochrony roślinności stepowej w ostojach Natura 2000 spotykasz się m.in. z właścicielami gruntów objętych tą formą ochrony. Jaki jest ich stosunek do obowiązków/ograniczeń wynikających z Natura 2000? Czy większość jest przeciwna europejskiej sieci ekologicznej, tak jak to ma miejsce z władzami samorządów lokalnych?

Niestety, stosunek właścicieli do sieci Natura 2000 jest negatywny i w sumie im się nie dziwię. Straszy się ich ograniczeniami, skutkami prawnymi, mówi o potencjalnych korzyściach materialnych, które tak naprawdę często są dla niech trudne do osiągnięcia lub wręcz nieosiągalne.

Poza tym mam wrażenie, że traktuje się ich „z góry”, a przecież często wystarczy, by robili to, co dotychczas… Właściciele boją się przede wszystkim, że nie będą mogli korzystać ze swoich gruntów.

Może gdyby dopłaty rolnośrodowiskowe w obszarach Natura 2000 były znacznie wyższe niż na pozostałych gruntach, to sieć byłaby przyjmowana łaskawiej.

Masz jakąś własną skuteczną receptę na „ugłaskanie” samorządów i prywatnych właścicieli?

Recepty nie mam, po prostu staram się tłumaczyć, o co chodzi i szukać rozwiązań jak najkorzystniejszych dla obu stron, co nie zawsze oznacza pójście na kompromis.

Dziękujemy za rozmowę.

Dr Anna Cwener

Dr Anna Cwener – botanik i przyrodnik, pochodzi ze Skierbieszowa na Działach Grabowieckich, absolwentka ochrony środowiska w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i studiów doktoranckich w Instytucie Botaniki Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmuje się badaniem i ochroną muraw kserotermicznych na Lubelszczyźnie, ekspert w projekcie „Ochrona muraw kserotermicznych w Polsce – teoria i praktyka”, współautorka atlasu „Rośliny kserotermiczne”. Od 2005 r. pracuje w Zakładzie Geobotaniki Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie na stanowisku adiunkta.