Miesięcznik Dzikie Życie

5/311 2020 Maj 2020

Władysław Taczanowski – ojciec polskiej ornitologii

Krzysztof Wojciechowski

„Jeden z najznakomitszych ornitologów europejskich i jeden z najpracowitszych kustoszów gabinetów zoologicznych na świecie, a obok tego gorący patriota i najuczciwszy człowiek, pełen oryginalności nieporównanej” – pisał o Władysławie Taczanowskim słynny badacz Bajkału i Syberii prof. Benedykt Dybowski.

Władysław Taczanowski, późniejszy ornitolog światowej sławy, przyszedł na świat dnia 1 marca (na jego grobie widnieje data 4 marca) 1819 r. w majątku Jabłonna położonym ledwie 16 km na południe od Lublina, obecnie znajdującym się niemal w samym sercu Czerniejowskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu. Jego ojciec Kazimierz, kapitan wojsk napoleońskich, pochodził ze znanej, wywodzącej się z Wielkopolski szlacheckiej rodziny Taczanowskich pieczętującej się herbem Jastrzębiec (z rodziny tej pochodził również późniejszy generał Powstania Styczniowego Edmund Taczanowski). Matka, Izabela, była córką Joachima Owidzkiego, znanego na Lubelszczyźnie działacza oświatowego i politycznego. Nie wiemy, czy ornitologiczne motywy w rodowym herbie ojca miały jakiś wpływ na zainteresowania małego Władka, ale z całą pewnością wiadomo, że to właśnie ojciec był jego pierwszym nauczycielem, który rozbudził w nim przyrodnicze pasje. Po latach Taczanowski pisał tak: „Czterdziestoletnie zajęcia moje dla zbadania ornitologicznej fauny Królestwa Polskiego doprowadziły mnie do jej znajomości, można powiedzieć, dosyć dokładnej. Czynność tę rozpocząłem w Lubelskiem, gdzie młodość swą spędziłem; naprzód w Jabłonnie, w miejscu swem rodzinnem, przejąwszy, że tak powiem, skłonność tę od ojca, który był miłośnikiem przyrody i bardzo chętnie zamiłowanie to moje rozwijać pragnął”. W roku 1838 Taczanowski ukończył naukę w gimnazjum lubelskim. Rok później zmarł jego ojciec, co pociągnęło za sobą istotne zmiany w życiu – musiał sam zadbać o własny byt najmując się jako administrator majątków ziemiańskich. Znajduje to odbicie w lakonicznym stwierdzeniu, w jego wspomnieniach, że z majątku rodzinnego „na rok jeden przeprowadziłem się do Zakrzowa pod Turobinem”.

Obrazek

Wraz ze śmiercią rodzica stracił nie tylko swego biologicznego ojca, ale i ojca swej przyrodniczej pasji. Natura jednak, jak wiadomo, nie znosi próżni, ową pustkę po stracie bliskiej osoby zapełniła dość szybko. Otóż w 1840 r. proboszczem w Bychawce, parafii, do której należały okoliczne majątki (w tym i Jabłonna), został ks. Walenty Baranowski. Nie minęło kilka lat i Taczanowski zaprzyjaźnił się z ks. Baranowskim i – jak sam pisał – „od roku zaś 1845 zamieszkałem na kilka lat w Bychawce u mego przyjaciela śp. księdza Walentego Baranowskiego, naszego Proboszcza, a później Biskupa Lubelskiego”. O tym wyjątkowym człowieku pisał po latach tak: „Szanowny ten przyjaciel, dawny nauczyciel historyi naturalnej w szkołach pijarskich, widząc moje zamiłowanie do tego przedmiotu, zachęcił mnie głównie do wytrwania w raz przedsięwziętym zawodzie, i jemu to właśnie kierunek, w którym poszedłem, zawdzięczam”. Warto przy tej okazji wspomnieć kilka słów o ks. Baranowskim, bo bez niego pewnie nie mielibyśmy wybitnego ornitologa Taczanowskiego. Ten urodzony w śląskim Sławkowie duchowny, nim wstąpił do zakonu pijarów był już absolwentem dwóch słynnych uniwersytetów: Uniwersytetu Jagiellońskiego i Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Po przyjęciu święceń zakonnych w 1829 r. był nauczycielem nauk przyrodniczych w pijarskich szkołach w Radomiu, Łukowie i Włocławku. Zakonny habit nie przeszkadzał mu wziąć udziału w Powstaniu Listopadowym, w którym został ranny. Po upadku powstania musiał emigrować, a po powrocie z emigracji pracował jako prywatny nauczyciel w lubelskich majątkach. W 1834 r. został wyświęcony na księdza diecezjalnego, po czym trafił do parafii w Fajsławicach, a stamtąd do wspomnianej Bychawki. Tutaj jako proboszcz wspierał na wszelkie sposoby młodego, zapalonego przyrodnika Taczanowskiego. A miał ku temu możliwości, bo prócz własnych zainteresowań i pasji przyrodniczych miał też rodzonego brata Jana, który był wybitnym astronomem i przyrodnikiem. Ks. Walenty poznał go z młodym Taczanowskim, a ów z innymi wpływowymi osobami, m.in. z zoologiem Antonim Wagą, które umożliwiły dalszy naukowy rozwój Taczanowskiego. Podczas pobytu w Bychawce Taczanowski intensywnie pracował, prowadził obserwacje i gromadził kolekcję ptaków, która w znacznej części trafiła do warszawskiego Gabinetu Zoologicznego (niestety jej część została zniszczona). Zaś wyniki swoich obserwacji opublikował w „Bibliotece Warszawskiej” („Tabele przylotów i odlotów ptaków w Bychawce w latach 1845-49” i „Spis ptaków guberni lubelskiej”). Prace te do dziś stanowią bardzo interesujący materiał porównawczy dla lubelskich ornitologów. Aby uświadomić sobie, z jakim oddaniem Taczanowski realizował swoją pasję warto przytoczyć wspomnienia jego przyjaciela Kazimierza Stronczyńskiego: „Opuścił dom i majątek rodzicielski i nie żądając żadnej z tamtej strony pomocy w torbę tylko i broń myśliwską zaopatrzony oddał się całkowicie badaniu krajowej przyrody”. I dodawał: „Taczanowski w łapciach i chłopskiej siermiędze, z kawałkiem chleba i główką czosnku w torbie, całymi dniami od dachu i ciepłej strawy oddalony, upatrywał gniazd w lesie i na podlatujące ptaki czatował, albo brodził po błotach przeskakując z kępy na kępę. (…) Po powrocie do domu rzucał się na łóżko jak zabity, a zostawiony sobie obiad dopiero nazajutrz przy śniadaniu spożywał”. Po opuszczeniu Bychawki Taczanowski przenosi się do dóbr lubartowskich Ignacego Papiewskiego. Była to dla niego doskonała baza wypadowa na kolejne, jakże odmienne od wyżynnej i suchej Wyżyny Lubelskiej, tereny. „Z obu tych okolic… robiłem częste wycieczki w różne strony Lubelskiego i Podlasia, a między temi na rozległe błota między Wieprzem i Bugiem położone i przedstawiające charakter do Polesia bardzo zbliżony. W roku 1851 zwiedziłem część Polesia między Kowlem a Kanałem Królewskim, gdzie się do Szczytna posunąłem”. Był to ostatni okres stałego pobytu Taczanowskiego na rodzinnej Lubelszczyźnie. Później wracał do niej tylko okresowo, jako badacz, m.in. w okolice Chełma w 1878 r., czego owocem była publikacja „Wiadomości o wycieczce entomologicznej odbytej w roku bieżącym w okolicach Chełma” opublikowana w czasopiśmie „Przyroda i Przemysł”.

Obrazek

Po „wylocie z gniazda”

W 1852 r. Taczanowski opuścił Lubelszczyznę. Sam pisał o swoich przenosinach tak: „W roku 1852 pan Białoskórski, ówczesny Gubernator Radomski, utworzył dla mnie odpowiednią posadę w Radomiu, i w swoim domu, jakby członka rodziny, pomieścił”. Zmiana miejsca zamieszkania umożliwiła Taczanowskiemu penetrowanie nowych obszarów. Jak pisze zapuszczał się aż pod Ojców, bywał także „na całem pobrzeżu Wisły, do ówczesnej tej Gubernii należącem”. Owocem tych wypraw była m.in. publikacja „O ptakach i nietoperzach znajdujących się w Dolinie Ojcowskiej” opublikowana w „Bibliotece Warszawskiej” w 1854 r. Jednak mieszkanie i praca w Radomiu była dopiero przedsmakiem tego, co czekało Taczanowskiego w Warszawie. A zmiana miejsca zamieszkania nastąpiła dość szybko, bo już „Od roku 1855 umieszczony w Gabinecie Zoologicznym w Warszawie wraz z memi dotychczasowemi zbiorami, w inny już sposób dzieło swoje dalej prowadzić mogłem”. W tym właśnie roku Taczanowski został adiunktem w Gabinecie Zoologicznym w Warszawie, z którym związał się aż do końca swego pracowitego życia. Genialny samouk uzupełniał swoje wykształcenie w Berlinie, Wiedniu, Paryżu i Londynie. Późniejsza jego kariera jako badacza przyrody, zwłaszcza awifauny, rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Co prawda nie prowadził już badań terenowych tak intensywnych jak wcześniej, niemniej jednak, prócz badań krajowych, udało mu się wziąć udział w wyprawie do Algierii. A w 1867 r. został nawet członkiem algierskiej Académie Hippone. Gros czasu poświęcał jednak na opracowywanie materiału, który przesyłali do jego Gabinetu Zoologicznego badacze lub zesłańcy z różnych części świata. W oparciu o ten materiał publikował swoje monumentalne jak na owe czasy dzieła. I co ciekawe publikował je w wielu językach. Jednym z pierwszych, napisanym wspólnie z Konstantym Tyzenhauzem i opublikowanym w 1862 r., była „Oologia ptaków polskich wystawiona na 170 tablicach…” – tytuł mówi sam za siebie. Było to największe opracowanie dotyczące jaj rodzimych gatunków ptaków. Jego precyzyjność zachwyca do dziś. W 1882 r. opublikował dwutomowe (ponad 800 stron) dzieło „Ptaki krajowe” będące na owe czasy najpełniejszym opisem awifauny naszych ziem a jednocześnie podsumowaniem jego dotychczasowych badań nad ptakami ziem dawnej Rzeczpospolitej. Dzieło to do dziś cieszy się olbrzymią popularnością jako swego rodzaju materiał porównawczy dotyczący rozmieszczenia czy częstości występowania poszczególnych gatunków. I co ważne, napisane jest w sposób zaciekawiający, bo jak pisze sam Autor w „Przedmowie”: „Starałem się o ile można opisy ptaków przedstawić treściwie. Naumanna bowiem zbyt detaliczny sposób opisywania uważam za nużący i zbyteczny; takie nawet opisy nie są w stanie wyczerpać wszystkich zmian, jakim niektóre gatunki ulegają”. I dalej: „Część obyczajową, najwięcej przedstawiającą interesu i dająca najrozleglejsze pole do obserwacyi, treściwie także podaję i o ile można starałem się szczegóły przy większych skupieniach uogólnić”. Reprint tego ważnego dzieła, w 130 rocznicę jego wydania ukazał się nakładem Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego (wersja elektroniczna oryginału dostępna jest w bibliotekach cyfrowych).

Obrazek
Obrazek

W cztery lata później w oparciu o materiały przesyłane przez Konstantego Jelskiego i Jana Sztolcmana (uczestników ekspedycji do Peru, Ekwadoru i Gujany) Taczanowski pisze kolejne monumentalne dzieło „Ornitologie du Pérou”. Liczy ono ponad 1500 stron i zawiera opisy 1351 gatunków, w tym 113 nie znanych wcześniej nauce. Było zresztą wielokrotnie wznawiane. Ostatnie wydanie pochodzi z… 2017 r. Materiał badawczy z tej wyprawy posłużył także do opublikowania przez Taczanowskiego trzech pionierskich prac dotyczących pająków Gujany i Peru: „Les Aranéides de la Guyane française”, Horae Societatis entomologicae Rossicae (1871), „Les Aranéides de la Guyane française”, Horae Societatis entomologicae Rossicae (1873), „Les Aranéides du Pérou. Famille des Attidés” (1879).

W ostatnich latach życia Taczanowski pracuje nad opracowaniem awifauny wschodniej Syberii w oparciu o materiały przesyłane mu do Warszawy przez zesłańców po Powstaniu Styczniowym, m.in. wspomnianego wcześniej Benedykta Dybowskiego. Dwutomowe dzieło „Faune ornithologique de la Sibérie orientale” liczące ponad 1200 stron i zawierające opisy 773 gatunków, w tym 10 nowych, nie znanych nauce, wychodzi drukiem po francusku w Sankt Petersburgu już po śmierci autora, w latach 1891-1893.

W sumie Władysław Taczanowski był autorem bez mała 600 prac głównie z dziedziny ornitologii, ale także entomologii, arachnologii i teriologii. Był też odkrywcą, lub tym, który jako pierwszy opisał liczne nowe gatunki i podgatunki ptaków. W 1887 r. Uniwersytet Jagielloński przyznał mu tytuł doctora honoris causa. Taczanowski zmarł 17 stycznia 1890 r. w Warszawie i tam na Cmentarzu Powązkowskim znajduje się jego grób opatrzony napisem „Władysław Taczanowski Kustosz Warszawskiego Gabinetu Zoologicznego Doktor Honorowy Uniwersytetu Jagiellońskiego Członek Towarzystw Naukowych”. Wykuto też na grobie cytat z Księgi Mądrości „Pożądanie tedy mądrości przywodzi do wiecznego królestwa”.

Pławiący się w powietrzu orzeł…

Zapewne wielu spośród czytających ten artykuł, a znających sposoby XIX-wiecznych badań ornitologicznych, może czuć się nieco zniesmaczonymi. Tak to prawda, w czasach Taczanowskiego raczej nie wykorzystywano do obserwacji ornitologicznych lornetek a… strzelbę. Takie były ówczesne realia. Sam Taczanowski pisze o tym niejednokrotnie zapewne nie widząc w tym nic złego, bo innego sposobu zwyczajnie nie znano. W czasie pobytu w dobrach lubartowskich pisze wprost: „Tam to powstał główny zawiązek mego zbioru, a mianowicie w rzędzie ptaków drapieżnych, których tępieniem gorliwie się tam zajmowano” i dalej „w epoce tej całej zdobyłem pewna liczbę rzadkich gatunków, których potem nigdzie nie spotkałem”. Również Kazimierz Stronczyński wspomina z jakim poświęceniem Taczanowski skradał się do grupy ptaków, w której siedziała jakaś rzadka siewka, aby ją podejść na odległość strzału. Kładł nawet dyle na podmokłym terenie i cierpliwie czekał całymi godzinami kiedy uda się ją „wybrać” z grupy. Wszystkie, jakże precyzyjne opisy cech morfologicznych licznych gatunków ptaków zawarte w dziele „Ptaki krajowe” również są owocem mrówczej pracy Taczanowskiego nad… setkami a nawet tysiącami martwych osobników. Tak było i nic na to nie poradzimy. Ostra krytyka Taczanowskiego z tego powodu, jest typowym przykładem mierzenia współczesną miarą rzeczywistości sprzed prawie dwóch wieków. Warto natomiast przy tej okazji zwrócić uwagę na pewne ochroniarskie aspekty działalności Taczanowskiego. Będąc terenowcem, dostrzegał on dynamiczne tendencje zmian w populacjach poszczególnych gatunków. Wiedział też, jaka jest tego przyczyna, czemu dawał wyraz m.in. w „Ptakach krajowych”. O groźbie wyginięcia tracza nurogęsia pisał: „Skutkiem jednak ubywania w okolicy wyżej wymienionej stosownych drzew i skutkiem niszczenia jaj wraz z matkami przez ludność miejscową, ilość gnieżdżących się coraz się zmniejsza i wkrótce zapewne zupełnie zniknie”. Krytykował też polowanie i łapanie dubeltów na tokowiskach: „Temi sposobami bardzo je u nas wyniszczają w czasie, w którym właśnie należałoby je ochraniać, i z tego głównie powodu ilość ich widocznie się zmniejsza”.

Obrazek
Obrazek

Gra terenowa – stół pełen piór. Fot. Sylwia Wojciechowska

Bez wątpienia jednak najbardziej ochroniarską jest praca „O ptakach drapieżnych w Królestwie Polskim pod względem wpływu jaki wywierają na gospodarstwo ogólne”, która ukazała się drukiem równo 160 lat temu. Co prawda, we wnioskach końcowych autor dzieli ptaki drapieżne na 6 grup, ale tylko pierwszą z nich, w której znalazły się m.in. jastrząb, krogulec, błotniak stawowy czy kobuz, uważa za gatunki, które powinno się tępić. W przypadku pozostałych 5 grup zaleca bądź ich całkowitą ochronę jako gatunki pożyteczne, bądź też to, co dziś tak chętnie nazywa się „racjonalnym gospodarowaniem populacją”. I znowuż co wrażliwsi mogą podnieść larum: „Jak to, do wytępienia?!”. Ale znów przypominam, że to pogląd z czasów, kiedy w ogóle nie było mowy o ochronie żadnych drapieżników i tępiło się je bezwzględnie. O czym zresztą pisze sam Taczanowski we wstępie do swego dzieła. I na ów wstęp należy zwrócić szczególną uwagę, bowiem w nim właśnie Autor z całą stanowczością piętnuje hipokryzję ludzką pokazując, że ptaki drapieżne są ofiarami niszczycielskich zapędów człowieka. To je obwinia się za spadek liczebności ptactwa, zaś Taczanowski na kilku stronach „grzmi” o tym jak wiejskie wyrostki niszczą bezmyślnie i zupełnie bezinteresownie wszystkie napotkane gniazda, jak wiejskie pastuchy urządzają sobie zawody w wynajdywaniu i niszczeniu jaj ptasich, jak wreszcie wieśniacy (zdaje się, że w myśl starej zasady, że „chłop żywemu nie przepuści”) podpalają trawę, w wyniku czego ginie wszystko co żywe i uciec nie zdoła. Na tym tle Taczanowski staje w roli adwokata nawet owego przeznaczonego do wytępienia jastrzębia. Pisze: „Wiadomo każdemu, że jastrząb jest największym szkodnikiem tego rodzaju; że w ciągu ciężkiej i śnieżnej zimy wyławia całe stada kuropatw, że rzuca się i pokonywa zające; że w drobiu i gołębiach domowych znaczne szkody wyrządza, że nakoniec tępi prócz tego znaczną ilość innego pożytecznego ptastwa, a w ogóle żywi się samemi tylko użytecznemi dla człowieka istotami. Lecz czyż szkody przez ptaka tego wyrządzone, wyrównają szkodom jednego chłopaka; wszak jastrząb tyle tylko morduje, ile mu potrzeba do życia; chłopak zaś wszystko naraz niszczy, co tylko napotkać może; jastrząb potrzebuje trzech lub więcej tygodni na wyłowienie stada kuropatw, gdy współzawodnik jego naraz całą rodzinę popsuje, nie osiągnąwszy dla siebie żadnej korzyści”. Za podsumowanie „ochroniarskiej” postawy Taczanowskiego niech posłuży jeszcze jeden, ostatni już fragment z opisywanego dzieła: „Nie należy się kierować jedynie samemi tylko materyalnemi względami, są bowiem inne, na które powinniśmy zwracać uwagę; czyż bowiem nie sprawia już nam rozkoszy widok pławiącego się w powietrzu orła lub kani, albo tez uderzającego w wodę rybołowa, i czyż rozkosz ta nie jest zdolna nagrodzić szkód, jakie te wspaniałe ptaki wyrządzają. Nie potrzeba na to być koniecznie naturalistą: każdy człowiek zastanawiający się nad pięknością natury doskonale to rozumie i niechętnie poogląda na to, że się jej ciągle i uporczywie wyrzekamy”.

Pamięć o Taczanowskim

Pamięć o wybitnym ornitologu przetrwała w jego dziełach. I choć dziś wiele z nich ma już wartość głównie historyczną, to jednak często były to pierwsze opracowania, do których możemy odnosić stan dzisiejszej wiedzy o liczebności czy rozmieszeniu gatunków. Pamięć o Taczanowskim przetrwała w nazwach ponad 20 gatunków i podgatunków ptaków, które zostały mu „poświęcone”. Formą przywracania pamięci jest też wydawanie reprintów jego prac (czy też jak to się dzieje np. w Peru – kolejnych wydań). W Polsce na podkreślenie zasługuje na pewno wspominane wcześniej wydanie w 2012 r. w Lublinie reprintu „Ptaków krajowych”. Polscy ornitolodzy nieprzesadnie hołubią swego „ojca założyciela”, o czym świadczy miniona bez szczególnych „fajerwerków” przed dwoma laty 200 rocznica jego urodzin, a i mijająca w tym roku 130 rocznica jego śmierci nie zapowiada się „hucznie”. Jednak sam Taczanowski zwykł mawiać, że „ludzie nie są tacy źli jak o nich mówią”. Toteż i znaleźli się tacy, którzy od kilku lat regularnie przypominają o ornitologu i promują wiedzę o nim. To jego rodacy z rodzinnej Jabłonny koło Lublina. W popularyzację wiedzy o najsławniejszym mieszkańcu tych terenów włączyły się władze gminy (zwłaszcza Marcin Pastuszak – zastępca Wójta Gminy Jabłonna) a także gminne instytucje: Centrum Kultury Gminy Jabłonna i Gminna Biblioteka Publiczna w Jabłonnie. Ze wsparciem pospieszył im Zespół Lubelskich Parków Krajobrazowych w osobie niżej podpisanego. Jest to niejako statutowy obowiązek ZLPK, bowiem Czerniejowski Obszar Chronionego Krajobrazu znajduje się w administracji tej właśnie instytucji. Wsparcia finansowego prowadzonych działań udzielają instytucje krajowe (Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie) i unijne (Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020). Co zrobiono do tej pory? W 2017 r. wydana została drukiem książeczka „Śladami Władysława Taczanowskiego” oraz gra planszowa pod tym samym tytułem. Materiały trafiły do mieszkańców gminy i wszystkich zainteresowanych postacią wielkiego ornitologa.

Obrazek

Grób Władysława Taczanowskiego na Cmentarzu Powązkowskim. Fot. Krzysztof Kołodziejczyk

W roku 2019 zrealizowano projekt edukacyjny „Boski Taczanowski” w ramach, którego młodzi mieszkańcy gminy wraz z rodzicami pod okiem profesjonalnego ornitologa poznawali ptasi świat małej ojczyzny Taczanowskiego. Zaś podczas gry terenowej poznawali szczegóły z jego życia. Zorganizowany został także konkurs plastyczny na współczesny wizerunek Taczanowskiego. Wpłynęło szereg prac, z których wiele wyróżniało się nie tylko artyzmem, ale i niosło ze sobą ważne przesłanie. Najmniejsi ornitolodzy mieli okazję zasmakować „Oologię ptaków polskich” w praktyce biorąc udział w zajęciach ornitologiczno-plastycznych o ptasich jajach. Regularnie też ukazują się materiały dotyczące Władysława Taczanowskiego tak w lokalnej prasie, jak i na stronach współpracujących instytucji. W planach na najbliższą przyszłość znalazła się organizacja seminarium poświęconego Taczanowskiemu oraz wytyczenie ścieżki edukacyjnej „Na ptaki z Taczanowskim”. Do udziału w tych działaniach zapraszamy wszystkich chętnych.

Krzysztof Wojciechowski