Poznańskie wzgórza, czyli korona grodu Przemysła. Część 5
W poprzednim odcinku serii („Dzikie Życie” nr 10/2024) poznaliśmy historię Kopca Wolności oraz odwiedziliśmy Białą Górę. Cykl powoli dobiega końca, to już przedostatnia odsłona. Zajrzymy w niej na Górę Przemysła znajdującą się w samym sercu miasta. Nie jest to wybitne wzgórze, ale warto na nie wejść, aby poznać ciekawe zabytki oraz bardzo ważną dla dawnego Poznania i Polski część historii.
Zaciszna enklawa niejedno ma imię
W ścisłym centrum miasta, kilka kroków na zachód od ruchliwego i gwarnego Starego Rynku znajduje się miejsce zaciszne, stosunkowo rzadko odwiedzane przez turystów. Przybyszów spoza regionu może dziwić, że w samym sercu „płaskiej” Wielkopolski niespodziewanie wyrasta góra, zwana Górą Zamkową lub Wzgórzem Przemysła (76 m n.p.m., choć niektóre źródła podają wysokość 74 metrów). Nieco zamieszania wprowadza nazewnictwo, ponieważ w użyciu funkcjonuje kilka równoważnych nazw jak chociażby Góra Przemysła czy Góra Przemysława. Nazwy Góra Zamkowa używano przynajmniej od XV w. jako mons castrensis, czy też wzmiankowane w 1510 r. – in monte sub castro. Urzędowo przyjęto nazwę Wzgórze Przemysława, choć oficjalnym adresem instytucji mieszczących się na tym terenie, np. Muzeum Sztuk Użytkowych, jest ul. Góra Przemysła.

Nadszedł odpowiedni moment by uchylić rąbka tajemnicy i wyjaśnić pokrótce kim właściwie był ów Przemysł1, wszak już w nazwie całego niniejszego cyklu artykułów widnieje wzmianka o nim. A trzeba wiedzieć, że było ich nawet dwóch! Obaj pochodzili z wielkopolskiej linii Piastów. Pierwszy z nich to nomen omen Przemysł I (1221-1257) – książę wielkopolski w latach 1239-1247, pełniący tę funkcję również w różnych miastach regionu, okresowo ze swoim bratem Bolesławem Pobożnym. To właśnie jemu zawdzięczamy lokację Poznania na prawie magdeburskim na lewym brzegu Warty w 1253 r. Przemysł II (1257-1296) był synem Przemysła I zrodzonym po śmierci ojca, urodził się zatem jako pogrobowiec i wychowywał na dworze swego stryja Bolesława Pobożnego. W czasie swojego niezbyt długiego, ale za to bardzo intensywnego życia, piastował kilka bardzo ważnych funkcji: począwszy od księcia wielkopolskiego, poprzez księcia krakowskiego, księcia Pomorza Gdańskiego, na królu Polski kończąc.
W odróżnieniu od nazwy, wątpliwości nie budzi pochodzenie Wzgórza Przemysła. Otóż to niewielkie gliniaste wzniesienie stanowi ostaniec erozyjny wyższego poziomu terasowego Warty, jego powstanie nie ma zatem związku z działalnością lodowca. Są też zwolennicy najprawdziwszej z prawdziwych legend tłumaczącej istnienie tego miejsca, a sięgającej korzeniami aż do czasów Mieszka I. Otóż według podania szatan postanowił ukarać mieszkańców poznańskiego grodu za przyjęcie chrześcijaństwa. Pewnej nocy diabelskie zastępy otrzymały polecenie, aby przenieść jedną z pogańskich górek z okolic Gniezna i wrzucić ją do Warty, której spienione wody miały zalać poznański gród. Diabeł myślał, że mieszkańcy domyślą się, że była to zemsta dawnych bożków i szybko powrócą do pogańskich obyczajów. Orszak biesów zbliżając się do Poznania ciskał gromy, by rozświetlić okolice, lecz zbudzone grzmotami i błyskawicami koguty zaczęły piać i niesiony przez diabły pagórek zamiast wpaść w nurt rzeki, spadł na jej lewy brzeg. Na wzgórzu tym Przemysł I w XIII w. zaczął wznosić zamek i stąd nazywane jest ono dzisiaj Górą Przemysła.
Teren Wzgórza ze ścieżkami spacerowymi wokół dawnego Zamku Królewskiego stanowi popularne miejsce rekreacji poznaniaków i jest enklawą zieleni w tej części Starego Miasta – znajduje się tutaj sporo starych drzew i roślin płożących. Część z nich rośnie na tyłach zabytkowego ogrodu Pałacu Działyńskich. Ten symetryczny ogród w stylu francuskim został założony pod koniec XVIII w. Jego drzewostan, będąc pod pieczą samego Tytusa Działyńskiego (1796-1861), założyciela słynnego Arboretum w Kórniku, nie mógł być pospolity. Hrabia zasadził w nim egzotyczne drzewa, a także winorośl, drzewa owocowe i siedem gatunków bzów. Po II wojnie światowej do czasów obecnych ocalały trzy stare drzewa: dwie lipy i miłorząb dwuklapowy (Gingko biloba) o obwodzie ponad 160 cm (najgrubszy i najstarszy miłorząb w Poznaniu). Wyrastający swoją koroną ponad ulicę Franciszkańską miłorząb jest żywą pamiątką po dawnych właścicielach pałacu. Łatwo go rozpoznać po charakterystycznych liściach umieszczanych na opakowaniach leków wspomagających pamięć. Ogród nie jest dostępny dla zwiedzających, ale można go oglądać ze Wzgórza, natomiast samo założenie parkowo-pałacowe w murach miejskich jest jak na polskie warunki wyjątkowe.

Małe wzgórze o doniosłej historii
Zapewne jeszcze przed lokacją miasta średniowiecznego istniała tu bliżej nieokreślona budowla obronna. W 1253 r. wzgórze włączono w obręb miasta i stanowiło ono dominujący element nowego miejskiego założenia, przeniesionego tutaj z Ostrowa Tumskiego. Pełniło również funkcję naturalnej bariery wykorzystanej w systemie obronnym miasta. Do dzisiaj wzdłuż ulicy Ludgardy można zobaczyć pozostałości po podwójnych średniowiecznych murach miejskich.
„Sercem” wzgórza był zbudowany około połowy XIII w. niewielki zamek – rezydencja książęca (Ostrów Tumski pozostawiono biskupstwu). Zamek w XIV w. rozbudował Kazimierz III Wielki, wzbogacając jego bryłę o wieżę dominującą nad północną skarpą. W ciągu wieków zamek był rozbudowywany, niszczony i odbudowywany, ostatecznie popadł w ruinę w 1764 r. Pod koniec XVIII wieku część północną w formach klasycystycznych odbudował jeszcze starosta generalny Wielkopolski Kazimierz Raczyński (ten sam, który nabył majątek w Rogalinie k. Poznania pod przyszłą rezydencję dla swojego znamienitego rodu), jednak władze pruskie postawiły na gotyckich fundamentach nowy budynek dla sądu apelacyjnego, a później dla archiwum państwowego. Oba budynki spłonęły w 1945 r. Po wojnie w odrestaurowanej XVIII-wiecznej części zamku siedzibę znalazło Muzeum Sztuk Użytkowych.
Od momentu powstania zamku historia Wzgórza Przemysła była nierozerwalnie związana z tą budowlą. Przez następne stulecia zamek służył królom polskim podczas ich pobytów w Wielkopolsce, później zaś stał się siedzibą przedstawicieli monarchy, czyli starostów generalnych. To tutaj powstała pieczęć majestatyczna wykonana na uroczystość koronacji króla Przemysła II (26 czerwca 1295 r.) z najstarszym wizerunkiem godła polskiego. Tutaj odbyło się w 1341 r. wesele Kazimierza III Wielkiego z Adelajdą Heską. Również w tym zamku mieszkał król Władysław II Jagiełło w czasie swoich częstych wizyt w sanktuarium Bożego Ciała. Tu wreszcie miał miejsce hołd pruski złożony w 1493 r. przez mistrza krzyżackiego Hansa von Tiefena polskiemu królowi Janowi I Olbrachtowi. W poznańskim zamku przyszła na świat Jadwiga – królewska córka Zygmunta I Starego i Barbary Zapolyi.
Z tym miejscem, obok wspomnianych władców i wielmożów, związany był także autor „Wiersza o chlebowym stole”, najstarszego świeckiego utworu poetyckiego w języku polskim. Był nim Przecław Słota, burgrabia poznański w latach 1398-1400.
Jak każdy szanujący się zamek, Zamek Królewski ma też swoją legendę. Jak głosi tradycja ludowa, księżniczka meklemburska Ludgarda, pierwsza żona księcia wielkopolskiego, a później króla Polski Przemysła II, poniosła pod zamkiem tragiczną śmierć. Nie mogąc obdarzyć męża następcą tronu została ponoć uduszona przez zbirów w łaźni znajdującej się u podnóża wzgórza zamkowego w grudniu 1283 r. Według legendy, Ludgarda bezskutecznie błagała przed śmiercią o ułaskawienie i możliwość powrotu do rodzinnego domu. Przez wieki przy murach zamkowych w księżycowe noce pojawiał się ponoć jej cień w białej powłóczystej szacie z dłońmi wyciągniętymi przed siebie i z na wpół uchylonymi ustami, na których zamarła jej ostatnia, niewypowiedziana skarga. Księżną pochowano w katedrze gnieźnieńskiej. Książę poniósł srogą karę za swoją zbrodnię. Dziedzica się nie doczekał, a kilka miesięcy po koronacji nieopodal Rogoźna na orszak królewski zapadli Brandenburczycy, którzy zamordowali nie tylko śpiących po nocnej biesiadzie rycerzy, ale i samego władcę.
W 2002 r. powstał społeczny komitet odbudowy zamku, a dzięki staraniom jego przedstawicieli od 2013 r. nad Wzgórzem Przemysła góruje sylwetka odbudowanego zamku, ponownie goszczącego Muzeum Sztuk Użytkowych z ciekawymi zbiorami rzemiosła artystycznego z Europy i Dalekiego Wschodu od XII do XX wieku. Można tu zobaczyć najróżniejsze przedmioty, które niejako „opowiadają” o sobie, o czasach, w których powstały i o ich użytkownikach, a więc o żyjących wówczas ludziach. Dodatkową atrakcją zamku są dwa tarasy widokowe: z wysokiej na 43 metry wieży można podziwiać rozległą panoramę Poznania oraz najbliższych okolic.
Warto wspomnieć, że oprócz Zamku Królewskiego, w Poznaniu znajduje się jeszcze neoromański Zamek Cesarski z początku XX w., wybudowany jako dominanta tzw. dzielnicy zamkowej dla cesarza Wilhelma II. Była to ostatnia rezydencja cesarska w Europie, do dziś jest świetnie zachowana, ale to historia na inną opowieść. Tak czy inaczej, jeżeli ktoś w stolicy Wielkopolski mówi o zamku na wzgórzu, to możemy mieć pewność, że chodzi o ten królewski.


Franciszkanie kontra bernardyni
Drugą perłą Wzgórza Przemysła jest późnobarokowy kościół franciszkanów pw. Św. Antoniego Padewskiego. Historia jego powstania, związana z próbami założenia w Poznaniu klasztoru przez franciszkanów, z powodzeniem mogłaby stanowić kanwę powieści kryminalnej.
Początki funkcjonowania zakonów żebraczych w Wielkopolsce nie zwiastowały niczego kontrowersyjnego. Sprowadzili ich do regionu bracia, książęta Przemysł I i Bolesław Pobożny, a ich dzieło fundacyjne kontynuował władca całej Wielkopolski Przemysł II. Znamienne jest, że w żadnym z miast regionu nie erygowano klasztorów obu zakonów. Słabość ekonomiczna ówczesnych ośrodków nie dawała ku temu podstaw. Poznaniowi „przypadli” dominikanie. Z biegiem czasu zakony przechodziły różnorakie kryzysy, przez co dochodziło do powstawania ich odgałęzień. Szczególnie bogaci w różnorakie odłamy są franciszkanie, spośród których wyodrębnili się np. kapucyni, reformaci czy obserwanci zwani w Polsce bernardynami. Właśnie ci ostatni w Poznaniu w połowie XV w. uzupełnili tak uderzający brak franciszkanów w tym mieście, zakładając klasztor na południowym przedmieściu zwanym Piaski. Natomiast brak klasztoru najstarszej gałęzi franciszkańskiej w stolicy regionu powodował w kolejnych wiekach pewną ujmę, dlatego z inicjatywy konwentu gnieźnieńskiego postanowiono założyć klasztor franciszkanów konwentualnych w grodzie Przemysła.
Franciszkanie w czarnych habitach przybyli do Poznania w pierwszej połowie XVII w. Drogą zamian i darowizn skupili kilka kamienic pod zamkiem i tam rozpoczęli budowę klasztoru, erygowanego ostatecznie w 1644 r. Nie zdążyli jednak jeszcze na dobre się tam rozgościć, gdy bernardyni podnieśli larum, że przecież wystarczy jeden klasztor rodziny franciszkańskiej w Poznaniu. Tak uruchomił się wieloletni klasztorny spór, prowadzony wśród ciągłych apelacji u różnych dostojników kościelnych i świeckich. Franciszkanie ostatecznie postanowili przenieść się poza mury miejskie na przedmieście Grobla. Tam, w miejscu dzisiejszego kościoła Wszystkich Świętych, w 1646 r. wybudowali drewniany kościół i prowizoryczny klasztor. Mimo to, nadal nie zjednali sobie przychylności swoich braci noszących brązowe habity. Kresu tej waśni na krótko dokonali Szwedzi, okupujący w 1656 r. Poznań, paląc klasztory i przeganiając zakonników z miasta.
Po wyzwoleniu z potopu szwedzkiego franciszkanom pozwolono objąć jedynie mały kościół św. Rocha na prawym brzegu Warty, co słusznie odczytywali jako dyshonor w stosunku do położenia klasztoru bernardynów. Dlatego podjęli starania o powrót na Groblę, czemu sprzeciwiły się jednak miejskie władze, godząc się ostatecznie w 1668 r. na powrót zakonników pod zamek. Po osiedleniu się wewnątrz murów miejskich rozpoczęto budowę kościoła pod kierunkiem szwajcarskiego architekta Jerzego Catenazziego, wznoszącego równocześnie nowy kościół bernardynom! Świątynia miała być jednonawowa z czterema parami kaplic po bokach połączonych niskimi przejściami. Po kilku latach z niewiadomych przyczyn odstąpiono jednak od tego nowatorskiego jak dla Wielkopolski zamysłu i w 1674 r. podpisano kontrakt z poznańskim muratorem Janem Końskim. Zaprojektował on kościół trójnawowy, bazylikowy, z emporami nad bocznymi nawami. W 1704 r. położona przy murze miejskim świątynia została poważnie zniszczona w czasie oblężenia miasta. Ostatecznie jej budowę zakończono w 1757 r., a przylegający do niej klasztor powstał na przełomie XVII i XVIII w.
Wykwintny barok i cudowny obraz
Z perspektywy czasu można słusznie sądzić, że wieloletnia rywalizacja między braćmi zakonnymi obu odłamów była bezsensowna i niejako przesłaniająca główny cel ich działalności. Dziś jednak to już odległa niechlubna przeszłość, o której szybko zapomina się przekroczywszy próg obecnego kościoła franciszkańskiego. Po farze to bowiem najładniejszy barokowy kościół Poznania, kilka lat temu pięknie odrestaurowany. Jego szczegółowa charakterystyka znacznie wykraczałaby poza ramy niniejszego artykułu, lecz o kilku najważniejszych wyróżnikach nie wypada nie wspomnieć.
Prezbiterium i nawa główna przykryte są sklepieniami kolebkowymi z lunetami, nawy boczne sklepieniami krzyżowymi. Kościół szczególnie wyróżnia para kaplic kopułowych zamykająca nawy boczne, przyległa do ostatniego przęsła sąsiadującego z prezbiterium.

Wewnątrz świątyni można podziwiać wielkie bogactwo dekoracji rzeźbiarskiej i malarskiej na ścianach, sklepieniach i w kopułach obu kaplic. Wysokie walory kompozycji architektonicznej oraz wielość motywów dekoracyjnych przywołują na myśl wytwory złotnicze. Autorem większości polichromii jest miejscowy franciszkanin Adam Swach (1668-1747). Dziełem Antoniego (1656-1709), brata Adama, są ustawione w prezbiterium, bogato rzeźbione stalle dębowe, intarsjowane2 i inkrustowane3 masą perłową, prezentujące ponadto szeroki wachlarz inspirujących artystę motywów jak akant, liście, wici roślinne, fantastyczne maski czy ornament małżowinowy i chrząstkowy. Misterny kunszt obu pochodzących z Czech braci nie powinien dziwić, wszak starszy Antoni był snycerzem i umiejętnym rytownikiem, a niemniej utalentowany Adam kształcił się u warszawskiego twórcy dekoracji malarskiej pałacu w Wilanowie, Jerzego Szymonowicza-Siemiginowskiego.
Monumentalny ołtarz główny to kolejny wytwór pracy rąk franciszkańskiego rzeźbiarza. Wprawne oko dostrzeże charakterystyczne dla stylu Antoniego detale, wykonane z finezją i pełną inwencji wyobraźnią: subtelny ornament, mięsisty akant, różnorodne (proste, kanelowane4, spiralne i oplecione karbowaną wstęgą) kolumny wydzielające przęsła, wreszcie osadzone w głębokich wnękach obrazy.
Szczególne miejsce w kościele zajmuje kaplica maryjna, której wzniesienie to głównie zasługa gwardiana Wojciecha Zawady. Poświęcono ją Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Marii Panny, pełniła rolę szerzenia i wzmacniania kultu Niepokalanej w okresie pełnego tryumfu tej idei – na przełomie XVII i XVIII w. Na zewnątrz wyjątkową rolę kapicy akcentuje osadzona na szczycie kopuły, wykonana ze złoconej blachy miedzianej postać Niepokalanej. Maria stojąca na półksiężycu, ubrana w suknię zdobną w duże kwiaty, z długimi rozpuszczonymi włosami, w koronie na głowie otoczonej wieńcem dwunastu gwiazd, jaśnieje nad dachami kamienic od strony Starego Rynku.
W kaplicy Najświętszej Marii Panny uderza bogactwem srebrzonej i złoconej dekoracji barokowy ołtarz z barwionego na czarno drewna, również dzieło braci Swach. W pokrytej srebrnymi plakietami ramie podziwiać można niewielki obraz Matki Bożej w Cudy Wielmożnej – Pani Poznania z połowy XVII w., który w 1668 r. zasłynął jako cudowny, a rok później został oficjalnie dopuszczony do kultu publicznego. Jest to kopia popularnego i czczonego w Wielkopolsce wizerunku Matki Boskiej Boreckiej. Odsłanianiu cudownego wizerunku towarzyszy mechanizm uruchamiający obrót spiralnych, zdobionych srebrzysto-złotą roślinną dekoracją, kolumienek ujmujących przęsła boczne ołtarza. Po bokach ukazują się wówczas przedstawienia świętych franciszkańskich Franciszka i Antoniego. Ołtarz wieńczy Archanioł Michał w towarzystwie aniołów.
Sztukaterie znakomitego warsztatu Alberta Bianco zdobiące kaplicę należą do najcenniejszego elementu wystroju kościoła. Wśród sztukatorskich ornamentów odnajdziemy popularne symbole maryjne – lilie i róże, a w tamburze5 kopuły figury Chrystusa i 12 apostołów skupionych wokół Marii.
Po przeciwnej stronie nawy, w kaplicy św. Franciszka, umieszczono pod kopułą figury świętych i dobroczyńców franciszkańskich, w tym franciszkańskich papieży oraz patronów fundatorów. Piękna ornamentyka nie zawodzi również i w tej kaplicy, ale ołtarz wykonano w innym stylu i materiale, mianowicie w stiuku marmoryzowanym – naśladującym marmur.
Freski na sklepieniach i częściowo na ścianach kościoła, przeważnie pędzla Adama Swacha, odwołują się w większości do scen z życia patrona świątyni św. Antoniego (w nawie głównej), św. Franciszka (prawa nawa) oraz do najważniejszych momentów życia Matki Boskiej i Jezusa (lewa nawa). Zwieńczeniem całego zespołu malowideł jest scena na sklepieniu prezbiterium: Adoracja Trójcy Świętej i Marii Pośredniczki przez św. Antoniego.
W świątyni znajduje się ponadto kilka przyściennych epitafiów z XVIII w. z portretami zmarłych, m.in. jedyne ocalone epitafium zakonnika i zasłużonego gwardiana klasztoru Ludwika Miske. Godny odnotowania jest też zachowany pokaźny zbiór charakterystycznych dla sztuki sarmackiej portretów trumiennych oraz monumentalny stiukowy, marmoryzowany nagrobek Wojciecha i Anny Rydzyńskich (jednych z fundatorów świątyni).
Wnętrze kościoła krasi dodatkowo szachownicowa posadzka z dwubarwnego wapienia, wydobywanego na wielkich wyspach wschodniego wybrzeża Szwecji i przywożonego jako balast dla okrętów pozbawionych ładunków. W całym kraju posadzki szwedzkie zachowały się najlepiej w kościołach, a ta franciszkańska plasuje się wśród najbardziej reprezentatywnych w Poznaniu.

Całości wystroju wnętrza dopełniają: regencyjna ambona z lat 1722-1733, płaskorzeźbione drzwi prowadzące niegdyś na chór muzyczny oraz rokokowe ławki. Pozostałe wyposażenie tej niezwykle bogatej świątyni jedynie z powodu ograniczoności miejsca zostało pominięte.
Z dawnego klasztoru zachowało się tylko skrzydło północne, ustawione wzdłuż ulicy Franciszkańskiej, z bogatą fasadą w duchu późnego baroku. Szczególną uwagę zwraca dawny portal główny z cenną oprawą architektoniczną. Na miejscu rozebranej części klasztoru, w eklektycznym budynku z początku XX w., mieszczą się dziś m.in. ekskluzywne sklepy. Cały zespół franciszkański przyciąga uwagę malowniczym rozczłonkowaniem, zwłaszcza od strony ruchliwej ulicy Paderewskiego, skąd czaruje przechodniów bogactwem brył zwieńczonych kopułami i hełmami.
800 lat historii w… 22 minuty!
Warto wstąpić do podziemi kościoła franciszkanów, gdzie znajdują się makiety dawnego Poznania: pierwsza przedstawia gród na Ostrowie Tumskim w czasach piastowskich, druga – renesansowe miasto z początku XVII w., natomiast trzecia makieta prezentuje Stary Rynek osobom niewidomym. Jest to świetny punkt do rozpoczęcia wycieczki po mieście, nie tylko dla amatorów historii.
Niemal półgodzinny pokaz, oprawiony wyczerpującym komentarzem (dostępnym w kilku językach) oraz efektami specjalnymi, opowiada dzieje miasta od jego początków aż do czasów rozbiorów. Odsłania zapomniane legendy, intrygujące fakty historyczne, anegdoty. Przed oczami widza staje Poznań, jakiego dzisiaj już nie ma. Miniatury pieczołowicie oddają położenie i detale nieistniejących już budowli, takich jak np. gotycka fara, kościół św. Mikołaja, czy też mury i baszty miejskie.
Krzysztof Przybyła, autor makiet zdradza, że budowa jednej części trwała 6 lat i „kosztowała” około 15 tysięcy godzin pracy! Głównym konsultantem, jak i autorem komentarza, był uznany historyk prof. Jacek Wiesiołowski, który dokonał niesamowitego wyczynu, streszczając 800 lat historii miasta w 22-minutowej opowieści i wyciągając z niej całą esencję tak, że nikt nie miał żadnych zastrzeżeń.
Przy wejściu do podziemi kościoła warto zwrócić uwagę na stojący obok pomnik 15. Pułku Ułanów Poznańskich, upamiętniający udział jednostki konnej w powstaniu wielkopolskim i wojnie polsko-bolszewickiej. Rzeźba z 1927 r. autorstwa Mieczysława Lubelskiego przedstawia ułana przebijającego lancą smoka. Pierwotnie głowa smoka zdobiła pięcioramienna gwiazda – symbol bolszewizmu. Obelisk zniszczono na początku II wojny światowej, zrekonstruowano w 1982 r. Współcześnie każdego roku w okolicy 23 kwietnia, czyli dnia imienin Jerzego – patrona kawalerzystów, przy pomniku organizowane są Dni Ułana.
Po skręceniu obok pomnika w ulicę Paderewskiego przechodzi się wzdłuż budynku Poznańskiego Bazaru i dochodzi na plac Wolności – miejsce gdzie zaczęło się powstanie wielkopolskie. To jednak historycznie zupełnie oddzielna część miasta, leżącą poza wzgórzem zamkowym, a więc na zewnątrz średniowiecznych murów miejskich.

Tajemniczy schron
W podziemnych tunelach pod Wzgórzem Przemysła znajdują się korytarze wydrążone przed II wojną światową i pełniące funkcję schronów przeciwlotniczych. Plan budowy tajemniczego schronu z 1939 r. zakładał pierwotnie budowę dwutunelowych komór schronowych o łącznej powierzchni aż 200 m2. Współcześnie w ewidencji Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa figuruje jedynie schron o powierzchni 28 m2 dla 30 osób, do którego wejście znajduje się u podnóża Wzgórza Przemysła, pozostałe korytarze nie zostały zinwentaryzowane.
Pierwsze prace rozpoczęły się w 1939 r., ale o budowie samych komór brak informacji. Tunele były zaprojektowane jako obiekt militarny, mający pełnić głównie funkcję centrum dowodzenia obroną przeciwlotniczą miasta w czasie zbliżającej się wojny. Cały projekt był realizowany metodą charakterystyczną dla sztolni górniczych, co świadczy o unikatowości tego obiektu. W końcowej fazie wojny podziemne przejścia zostały wykorzystane jako schronienia dla niemieckich mieszkańców sąsiednich kamienic podczas alianckich nalotów na Poznań. Po drugiej wojnie światowej schron został przejęty przez struktury wojskowe, z jedynym formalnym wejściem przez pomieszczenia w sąsiednim budynku Poczty Polskiej (następnie Telekomunikacji Polskiej S.A.). W zasadzie schron nie był udostępniany do innych celów.
Z przeprowadzonej w 2010 r. wizji lokalnej wynika, że stalowa konstrukcja schronu przeciwlotniczego jest w znacznym stopniu skorodowana i grozi zawaleniem, w związku z czym obiekt nie nadaje się do wykorzystania w celach turystycznych. Do środka prowadzi kilka wejść. Jedno z nich znajduje się od strony ulicy Góra Przemysła, kolejne od strony placu Wielkopolskiego, a trzecie od Alei Marcinkowskiego.
Jak dostać się na zaprezentowane w niniejszym artykule wzgórze? Ze Starego Rynku to dosłownie słuszny rzut beretem. Z dworca głównego PKP można również dojść pieszo (około dwa kilometry) lub podjechać komunikacją miejską w okolice Alei Marcinkowskiego, Placu Wielkopolskiego bądź Placu Wolności (sporo linii tramwajowych i autobusowych), z których to miejsc również wystarczy postawić kilka dłuższych kroków by osiągnąć cel.
W ostatnim epizodzie cyklu zwiedzimy Wzgórze Świętego Wojciecha, a także dowiemy się o kilku wzgórzach, których w Poznaniu już nie ma.
Bartosz Świątek
Bartosz Świątek – wielkopolanin, miłośnik przyrody, gór, Polski, uczestnik licznych rajdów i maratonów pieszych. Jako mąż i ojciec zaraża rodzinę swoimi pasjami, od małego wprowadzając dzieci w świat przyrody, literatury, umiłowania piękna i rozbudzając ich ciekawość świata. Szachista, autor książki „Życie jak partia szachów”. Autor artykułów o tematyce krajoznawczej, przyrodniczej i szachowej.
Przypisy:
1. Często używa się formy Przemysław jako wtórnej postaci pierwowzoru imienia Przemysł, jednak jest ona niepoprawna, bowiem końcówka -sław jest typowa dla imion słowiańskich, a imię Przemysł (ewentualnie Przemyśl, co oznacza „przemyślny”, „mądry”) pochodzi od czeskiego rodu Przemyślidów, z którego mogła pochodzić Jadwiga – matka Przemysła I.
2. Intarsja – technika zdobnicza polegająca na tworzeniu obrazu przez wykładanie powierzchni przedmiotów drewnianych (zwłaszcza mebli) innymi gatunkami drewna. Wstawki umieszcza się w miejscu usuniętych fragmentów z powierzchni przedmiotu.
3. Inkrustacja – układanie na powierzchni przedmiotów wzorów w postaci płytek, wyciętych z materiałów takich jak kość słoniowa, masa perłowa, metale i inne tworzywa. Inkrustowane przedmioty ozdabiane są różnymi wzorami, często stosuje się motyw roślinny i wzory geometryczne.
4. Tzn. z pionowymi rowkami wyżłobionymi na trzonie kolumny.
5. Tambur (inaczej bęben) – część budynku na rzucie koła, wieloboku lub elipsy, stanowiąca podbudowę pod kopułę lub hełm.