DZIKIE ŻYCIE

Inżynier na plaży

Jan Marcin Węsławski

Widziane z morza

Dyskusja o poszanowaniu naturalnych procesów przyrodniczych i wydawane w trosce o środowisko decyzje administracyjne (przynajmniej w Europie) datują się od końca lat 80. XX wieku.

W Polsce z trudem, ale skutecznie przebija się do kręgów decyzyjnych strategia renaturalizacji rzek, choć często była wykręcana przez lobby technokratyczne jako „porządkowanie” rzek – równie dobry argument jak to, że las istnieje dzięki leśnikom, a zwierzęta dzięki myśliwym.

Plaża w Gdyni-Orłowie po zimowym sztormie w styczniu 2026 r. Usypana kilka miesięcy wcześniej za parę milionów złotych, rozpłynęła się w parę dni. I tak trwa to od kilkunastu lat, przez podwodne progi, postawione dla „ratowania plaży” przed widocznym na zdjęciu molo, co spowodowało przesunięcie erozji za progi, czyli na widoczny na zdjęciu odcinek. Opcja inżynierska? – dodać więcej progów i przesunąć problem do granicy Gdyni z Sopotem. Fot. Jan Marcin Węsławski
Plaża w Gdyni-Orłowie po zimowym sztormie w styczniu 2026 r. Usypana kilka miesięcy wcześniej za parę milionów złotych, rozpłynęła się w parę dni. I tak trwa to od kilkunastu lat, przez podwodne progi, postawione dla „ratowania plaży” przed widocznym na zdjęciu molo, co spowodowało przesunięcie erozji za progi, czyli na widoczny na zdjęciu odcinek. Opcja inżynierska? – dodać więcej progów i przesunąć problem do granicy Gdyni z Sopotem. Fot. Jan Marcin Węsławski

Brzeg morski w Polsce też podlega takim dyskusjom i zmiennym decyzjom. Z perspektywy lat, za najlepszy przyrodniczy okres dla brzegów postrzegam lata zimnej wojny, kiedy w tzw. pasie technicznym (plaże i wydmy) nie wolno było nic budować, cała strefa była uznawana za nadgraniczną, wojsko patrolowało plażę po zachodzie słońca, a nocą nie można było wychodzić na brzeg. Do tego duże odcinki wybrzeża objęto zakazem wstępu jako „teren wojskowy”. Dzięki tym przepisom zachowaliśmy większość naszych morskich brzegów w niemal naturalnym stanie i przez lata udało się powstrzymywać deweloperów przed zagospodarowaniem najcenniejszego obszaru „water front”, czyli domu z oknami na widok morza i plaży.

Presja na strefę brzegową rozpoczęła się zaraz po wycofaniu wojska z jej kontroli, mimo tego, że formalnie odpowiadają za ochronę tego obszaru Urzędy Morskie (Szczecin i Gdynia). Ta ochrona okazała się niestety słabsza, stąd kuriozalne (choć na szczęście rzadkie) decyzje o budowie hoteli czy apartamentowców na wydmach lub w ich bezpośrednim zapleczu (gigantyczny hotel w Pobierowie czy kolejny bezpośrednio na plaży w Międzyzdrojach).

Jedna sprawa to ochrona krajobrazu i to, czy zamiast plaży, wydm i naturalnego lasu chcemy mieć ciągłą linię budynków. To kwestia polityki lokalnych samorządów i interesu lub gustu mieszkańców. Druga sprawa to państwowa polityka wobec brzegu morskiego, która po raz kolejny (w 2026 r.) na kilkanaście lat ma zabetonować inżynierskie podejście do wybrzeża. Otóż Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło konsultacje nowego programu ochrony brzegów morskich, gdzie podstawową doktryną jest walka z erozją i „utrzymanie linii brzegu na poziomie z 2023 r.” (poprzednio odniesieniem była linia brzegowa z 2000 r.).

Państwo może prowadzić własną gospodarkę i politykę wobec środowiska, ale jednocześnie jako członek Unii Europejskiej podlegamy dyrektywom unijnym, wspólnemu prawu o ochronie środowiska. Dodatkowo Polska ratyfikowała Konwencję HELCOM dla Bałtyku, a wśród niej rekomendację nr 16 z 1995 r., która mówi o tym, że należy zachować naturalne procesy brzegowe, z wyjątkiem obszarów ze szczególnie cenną infrastrukturą (porty, miejscowości, ważne instalacje), które należy chronić przed morzem.

Walka z erozją za około 750 mln złotych na najbliższe lata, ma być prowadzona poza obszarem Słowińskiego Parku Narodowego i terenem rezerwatu „Klif Orłowski”. Metody mają być dostosowane do miejscowych potrzeb i warunków – od twardych konstrukcji do usypywania piasku, czyli refulacji. Prezentowana przy okazji projektu „ocena oddziaływania na środowisko” jest dość kuriozalna, bo np. zabezpieczeniem przed uszkodzeniem gniazd sieweczki obrożnej ma być obecność ornitologa. To tak pocieszające jak obecność psychologa w czasie egzekucji. Nieistotne są jednak szczegóły tylko doktryna podstawowa – walka z erozją, falowaniem, podniesieniem poziomu morza jest uzasadniona tylko w przypadkach wymienionych w rekomendacji HELCOM. Gdzie indziej jest bezsensownym wyrzucaniem pieniędzy i szpeceniem naturalnego środowiska.

Prof. Jan Marcin Węsławski