DZIKIE ŻYCIE

Nadmiar

Ryszard Kulik

Okruchy ekozoficzne

No i ziścił się nasz sen – wszystkiego mamy dużo. Bardzo dużo: jedzenia, przedmiotów, wrażeń, informacji, możliwości… Tu, w bogatej i uprzywilejowanej części świata raczej nie musimy się już bać głodu, zimy, brudu – nędzy. Nie to co nasi przodkowie. Ciągle zmagali się z niedoborem. Stąd zabieganie o zasoby, zabezpieczanie się na wypadek chudych lat, gromadzenie zapasów i spryt wobec niedostatku były premiowanymi przez ewolucję cechami. Wszyscy jesteśmy potomkami tych, którzy mieli mało i chcieli więcej, ale dali radę to więcej urzeczywistnić. I tak oto wyśnił się nasz sen. Żyjemy w czasach, w których mamy względnie łatwy dostęp do wszystkiego. Uczyniliśmy to dzięki potędze naszego ludzkiego geniuszu. Znaleźliśmy sposoby na to, by otoczyć się dostatkiem, a nawet nadmiarem. Bo przecież lepiej jest mieć więcej niż mniej. I nie chodzi wyłącznie o dobra materialne, choć one właśnie są najbardziej widocznym przejawem nadmiaru współczesnego świata.

Nadmiar. Fot. Ryszard Kulik
Nadmiar. Fot. Ryszard Kulik

Ciekawą manifestacją nadmiaru jest to, co dzieje się w obszarze naszych relacji. Dawno temu przeciętny człowiek spędzał niemal całe swoje życie w jednym miejscu. Oczywiście pamiętamy również o migracjach, ale nie były one aż tak powszechne (w skali jednostkowego życia), a jeśli już, to rozciągnięte w czasie często na kilka pokoleń. Innymi słowy większość czasu spędzaliśmy w jednym miejscu. A tam mieliśmy kontakt z ograniczoną liczbą ludzi. Widzieliśmy wciąż te same twarze. Te lokalne, stosunkowo nieliczne społeczności były centrum naszego życia. Dzisiaj, kiedy żyjemy w dużych skupiskach ludzkich i możemy się łatwo przemieszczać fizycznie na spore odległości oraz po kilku kliknięciach mieć dostęp do obrazów, dźwięków i ludzi z całego świata – pula naszych kontaktów społecznych osiągnęła niespotykany nigdy wcześniej wymiar. Nasze relacje poddane presji tego nadmiaru stają się przez to powierzchowne oraz krótsze. Również te romantyczne. Gdy pula wyboru partnera/partnerki była ograniczona, kładliśmy nacisk na naprawianie relacji i utrzymanie jej mimo kryzysów i trudności. Dzisiaj łatwy dostęp do alternatyw dzięki m.in. aplikacjom randkowym sprawia, że jeśli coś w relacji szwankuje, to niewielkim kosztem można się rozstać i związać z kimś nowym. Oczywiście dzięki temu nie musimy już tkwić w niesatysfakcjonujących związkach, niemniej jednak gotowość do ich naprawiania i rozwijania staje się mniejsza wobec łatwości znalezienia alternatywy.

Ten wzorzec jest uniwersalny i nie dotyczy wyłącznie wyboru partnera/partnerki. Jeśli wszystkiego jest dużo, za dużo, to doświadczana wartość osoby, przedmiotu, doznania spada. Żyjemy zatem w czasach „jednorazówek”, które przelatują przez nasze życie w coraz szybszym tempie. Kupujemy, przyjmujemy, wybieramy, a gdy się nam znudzi lub zepsuje to, co posiedliśmy – bez skrupułów wyrzucamy, otwierając się na kolejne, nowe. Spadająca wartość tego, czym się otaczamy sprawia, że nie opłaca się nam tego naprawiać, gdy się zepsuje. Tu właśnie pojawia się presja na rozwijanie kultury „jednorazówek” nie tylko w odniesieniu do przedmiotów, ale i ludzi.

Nadmiar stał się naszym przekleństwem, ponieważ spadająca wartość naszych doświadczeń paradoksalnie tym bardziej wzmaga nasz głód. Szukamy więc ciągle więcej tego, co nas zaspokoi, ale im tego jest więcej, tym trudniej o satysfakcję. Zapomnieliśmy, że zamiast np. poszukiwać coraz bardziej egzotycznych smaków i wrażeń kulinarnych, największą przyjemność z jedzenia mamy wtedy, gdy wcześniej doświadczamy głodu. Mówimy, że głód jest najlepszą przyprawą. Ale kto dzisiaj doświadcza głodu? W bogatych społeczeństwach jemy ciągle – nawet jeśli nie jesteśmy głodni. A mamy w czym wybierać. Jednak by przebić się w tym nadmiarze z czymś, co przyciągnie uwagę trzeba coraz bardziej się natrudzić. Wiecie jaki jest obecnie najbardziej nowoczesny trend kulinarny? To jedzenie opakowane w folię ze złota, tak cienką, że można ją zjeść razem z potrawą. Wyobraź sobie złotego pączka, którego smakujesz, ale też widzisz jako wyrafinowany, ekskluzywny – złoty deser. Nadmiar w swej najwyższej formie ukazujący stopień szaleństwa, do którego doszliśmy.

Bo trzeba też powiedzieć, że wszechobecny nadmiar szkodzi nie tylko nam, ale i całej planecie. Po drugiej stronie nadmiaru mamy bowiem wymierające gatunki, zmieniający się klimat oraz toksyny zatruwające życie – nie tylko nam. Nasz bogaty zachodni i północny świat nadmiaru działa tak, że gdyby wszyscy ludzie go praktykowali, to potrzebowalibyśmy od 4 do 8 planet takich jak Ziemia. Tylko dzięki temu, że około 70 procent ludzkiej populacji żyje w biedzie (oczywiście nie z własnej woli), planetarny system podtrzymywania naszego życia jeszcze się nie załamał. Marna to jednak pociecha, bo przecież cały ten układ społeczny jest głęboko niesprawiedliwy, a ci, którzy póki co klepią biedę chętnie by się z nami bogatymi zamienili.

Czy jest jakieś lekarstwo na nadmiar? Nawet jeśli jest, to ciągle tkwimy w pułapce, jak pacjent, który idzie do apteki po to lekarstwo i mówi: „poproszę o tabletki na nadmiar, tylko dużo, dużo, max, forte…”.

Ratunkiem może jest to, że jak się w końcu od tego nadmiaru pochorujemy, to jedynym wyjściem stanie się błogosławiony post będący drogą do zdrowienia.

Ryszard Kulik