DZIKIE ŻYCIE Wywiad

Reforma leśnictwa czy konserwowanie systemu? Rozmowa z prof. Kazimierzem Rykowskim o przyszłości polskich lasów

Katarzyna Wiekiera

Konflikty między potrzebami ochrony przyrody a produkcją drewna będą tylko narastać – ostrzega prof. Kazimierz Rykowski, autor i koordynator prac nad Narodowym Programem Leśnym z lat 2012–2016. Jego zdaniem polskie leśnictwo potrzebuje rozdzielenia funkcji zamiast dalszego trwania przy haśle „wielofunkcyjnej, trwale zrównoważonej gospodarki leśnej”. Proponuje cztery modele gospodarowania: rezerwatowy, ekosystemowy, surowcowy i plantacyjny. Jesienią 2025 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wznowiło prace nad Narodowym Programem Leśnym. Czy to powrót do reformy?

Katarzyna Wiekiera: Czym różnią się obecne prace nad Narodowym Programem Leśnym od działań sprzed lat?

Kazimierz Rykowski. Fot. Archiwum
Kazimierz Rykowski. Fot. Archiwum

Prof. Kazimierz Rykowski: Różnią się zasadniczo. Prace sprzed piętnastu lat łączyły wszystkich interesariuszy w poszukiwaniu wspólnego języka. Wszyscy, którzy się interesowali lasami, którzy chcieli uczestniczyć w poprawianiu polskiego leśnictwa brali udział w pracach nad Narodowym Programem Leśnym. W 8 panelach programowych – klimat, wartość, dziedzictwo ochrona, rozwój, organizacja, współdziałanie, nauka, udział wzięło 193 ekspertów, 728 uczestników z 45 instytucji oraz ponad 2100 uczestników on-line. To było zderzenie biegunowych opcji, np. Adama Wajraka z Konradem Tomaszewskim czy Janusza Korbela z Janem Szyszką, przedstawicieli WWF-u i Greenpeace`u z dyrektorami regionalnymi LP. Do prac nad NPL powrócił ONoL [Ogólnopolska Narada o Lasach – red.] za obecnych rządów, ale to nie jest poszukiwanie rozwiązań dla polskiego leśnictwa. Według mnie, to przede wszystkim poszukiwanie sposobu na utrwalenie status quo i pozycji Lasów Państwowych jako organizacji o charakterze monopolistycznym.

Powołany jesienią Zespół ds. rozwoju leśnictwa1, w którym mam zaszczyt uczestniczyć, nie został powołany, jak wskazuje pismo ministerstwa, do reformowania, ale do rozwoju, a rozwój nie musi oznaczać korzystnych zmian. W ramach pracy tego zespołu rzeczywiście wrócono do nazwy Narodowy Program Leśny, ale to jest jedyne co przypomina tamte prace. „Rekomendacje”2, które powstały przed laty, prawie 300 zaleceń, rzeczywiście zmierzały do opracowania rzeczywiście narodowego programu. Ale tak zwana „dobra zmiana” w 2016 r. zaprzestała tych prac, po prostu odłożyła na półkę, a w zasadzie do kosza, 10 tomów materiałów. Polska pozostała chyba jedynym w Europie krajem, który takiego narodowego programu leśnego nie wdrożył.

Czy mamy w ogóle szansę na poważną reformę leśnictwa?

Brak kontynuacji prac, o co zabiegały rekomendacje sprzed lat to jest materialny dowód na fikcję reformy. W ramach prac nowego zespołu, nie mówimy o zmianach w Lasach Państwowych w obecnym kształcie. Wielu członków „Zespołu” uważa, że nie ma takiej potrzeby. Dawny dyrektor Konrad Tomaszewski twierdził, że dla LP nie ma alternatywy. Tak kategoryczne opinie, a w zasadzie idealizowanie „jedynie słusznych” rozwiązań, zawsze budziły wątpliwości. Wątpliwości te nagromadziły wiele społecznej krytyki i niezadowolenia wokół Lasów Państwowych w ostatnim czasie.

Pierwotnym problemem jest ustrój, a w nim, jak się wydaje, zasada samofinansowania Lasów Państwowych. Model polskich Lasów Państwowych jest dość wyjątkowy w Europie. Przy dominacji własności publicznej jednostka gospodarcza pozostaje bez osobowości prawnej, samofinansowanie kusi przewagą funkcji gospodarczych nad publicznymi i to w sytuacji wyjątkowej centralizacji władzy, rodzi problemy z przejrzystością i kontrolą – ostatnie wybory i banery w lasach świadczą o tym najlepiej.

Maszyna leśna ścinająca sosnę z monokultury. Leśnictwo surowcowe i plantacyjne według profesora Rykowskiego powinno stanowić 70% polskich lasów. Fot. Eric Debove, Dreamstimestock
Maszyna leśna ścinająca sosnę z monokultury. Leśnictwo surowcowe i plantacyjne według profesora Rykowskiego powinno stanowić 70% polskich lasów. Fot. Eric Debove, Dreamstimestock

W ustawie o lasach „racjonalne użytkowanie” jest wymienione na piątym miejscu, z czego leśnicy są dumni. Z tym, że cztery pierwsze cele gospodarki leśnej [zachowanie lasów, ochrona lasów, ochrona gleb, ochrona wód – red.] realizują się przez sam fakt istnienia lasów, bez nadzwyczajnej potrzeby ingerencji. Ostatnie miejsce na liście celów o niczym nie świadczy, jest zaledwie sugestią, że dajemy preferencje wartościom niedrzewnym, ale to pachnie propagandą.

Mówi Pan o samofinansowaniu jako źródle problemów. Może Lasy Państwowe powinny wrócić do budżetówki?

Nie wiem, ale na pewno trzeba szukać innego modelu. Obecny status prawny Lasów Państwowych jest niedookreślony i nieadekwatny do roli, jaką pełnią. Zdaje się być wyrazem „schizofrenicznego” stosunku władzy publicznej i społeczeństwa do tego podmiotu. Z jednej strony LP są traktowane jak przedsiębiorstwo produkcyjne, które ma mieć zyski ze sprzedaży drewna, najlepiej wysokie, żeby się utrzymać i wzmocnić nieco budżet, z drugiej jako narodowa instytucja, która ma bezwzględnie chronić substancję leśną i wszystkie jej dobra i usługi.

W pracach nad Narodowym Programem Leśnym, 12 lat temu, brali udział profesorowie Jerzy Hausner, Tomasz Żylicz i Hubert Izdebski, którzy nakreślili wizję ewentualnej alternatywy. W tomie „Rozwój” jest opisany zarys koncepcji jednoosobowej spółki Skarbu Państwa w formie korporacji prawa publicznego, działającej na podstawie szczególnych przepisów. Potrzebne jest do tego nowe prawo leśne, ze Społeczną Radą Nadzorczą, która byłaby wybierana między kadencjami władzy, żeby polityczny wpływ na Radę był minimalny. Rada złożona z przedstawicieli ośrodków naukowych, stowarzyszeń i organizacji społecznych, zawodowych, urzędów państwowych, samorządów, przemysłu, itp. akceptowałaby strategie, programy i plany, w tym np. rozmiary użytkowania, decydowałaby o konkursach na dyrektorów i na najważniejsze stanowiska w spółce. Koncepcję transparentnego modelu publicznego zarządzania własnością wspólną obywateli warto dopracowywać, warto szukać rozwiązań, które lepiej pasowałyby do dzisiejszej rzeczywistości.

Z czego wynika impas, w jakim się znaleźliśmy? Czy Lasy Państwowe są zbyt silną instytucją, by zmienić je polityczną decyzją?

Narasta opór społeczny wobec obecnego sposobu zarządzania lasami. Lokalne grupy społeczne nie zgadzają się na sposób zagospodarowania lasów, które znają, które są ich lasami.

Polskie leśnictwo jest także krytykowane międzynarodowo. Po wyrokach sądu Trybunały Sprawiedliwości Unii Europejskiej, po konflikcie, jaki zaistniał w związku z planami urządzania lasów (PUL) i brakiem możliwości ich zaskarżania, czy po tym, co się działo w Puszczy Białowieskiej, jesteśmy w sytuacji bardzo chybotliwej dla leśnictwa i dla Lasów Państwowych.

Nie wiem, jaki ma być przyszły kształt Lasów Państwowych, ale ten dzisiejszy jest mocno kontestowany i należałoby skierować wysiłki na poszukiwanie nowego sposobu zarządzania. Jesteśmy w sytuacji szczególnej, prawie 80% lasów to są lasy państwowe, wspólne, nas wszystkich. Zarządca nie może decydować o tym, co właściciel chce osiągnąć w lasach i jak je traktować. Wysłuchiwanie przez zarządcę społecznych oczekiwań to obowiązek, a nie dopust boży.

Jest jeszcze jedna kwestia – miejsce i rola lasów w planach rozwoju kraju. Kwestia ich bagatelizowania i niedoceniania przez najwyższe władze. Lasy w Polsce, które zajmują prawie jedną trzecią powierzchni kraju, nigdy nie były traktowane przez rządzących, niezależnie od opcji, w sposób odpowiedzialny, dostatecznie poważny, który odpowiadałby ich randze. Najczęściej w planach rozwoju leśnictwo łączone jest z rolnictwem, a nawet sytuowane gdzieś między rybactwem i łowiectwem. Jeżeli państwo nie ma pomysłu na lasy, nie docenia potencjału przyrodniczego, gospodarczego, społecznego, a dzisiaj również klimatycznego czy obronnego lasów, to samodzielny zarządca, Lasy Państwowe, ma swobodę działania. Bez specjalnego społecznego nadzoru, ma do dyspozycji jedną trzecią kraju, decyduje o podziale dóbr i usług, o rozmiarach i formach użytkowania, wielkości pozyskania drewna, o sprzedaży. Ludzie nie akceptują tego sposobu gospodarowania, bo nie mają wpływu na to, czego są właścicielem.

Przyrodnicze wzmocnienie granicy, jej zabagnienie i zdziczenie według zwolenników koncepcji zielonej Tarczy Wschód wzmocniłoby potencjał obronny granicy. Na zdjęciu torfowisko w rezerwacie Wysokie Bagno. Fot. Cezary Kowalski
Przyrodnicze wzmocnienie granicy, jej zabagnienie i zdziczenie według zwolenników koncepcji zielonej Tarczy Wschód wzmocniłoby potencjał obronny granicy. Na zdjęciu torfowisko w rezerwacie Wysokie Bagno. Fot. Cezary Kowalski

Widząc społeczne niezadowolenie, z tego jak lasami się gospodaruje, politycy, którzy zdobyli władzę w 2023 r. obiecali wyłączenie z użytkowania 20% lasów. Jak ocenia Pan te obietnice i szansę na zmiany w leśnictwie jeszcze w obecnej kadencji?

Staram się patrzeć na to, co się dzieje, szukając możliwości poprawy. Na pierwszym posiedzeniu ONoL-u, wręczyłem Pani Minister Klimatu i Środowiska, publikacje z prac nad Narodowym Programem Leśnym. Wątpię, czy ktokolwiek do nich zajrzał, bo sprawy poszły w zupełnie innym kierunku, a w pracach „Zespołu” nie widać śladów tamtych prac. Zignorowano ten dorobek. Obecny Zespół ds. rozwoju leśnictwa składa się prawie z samych leśników. Wróciliśmy do sytuacji, kiedy programy rozwojowe dla leśnictwa robione są przez leśników i dla leśników – leśnicy je sprawdzają, akceptują i realizują. W ten sposób nie zbuduje się czegoś, co będzie szeroko akceptowane przez społeczeństwo.

Reforma jest możliwa, jeśli przynajmniej w części środowiska nastąpi zmiana sposobu myślenia – z drzewostanowego na ekosystemowy.

Osobny problem to dynamika władzy leśnej, która zmienia się częściej niż władza kraju. Obecna dwuletnia władza wyznaczyła do dzisiaj już dwóch dyrektorów, ci wymienili część dyrektorów regionalnych, ci ostatni – część nadleśniczych. Taka jest pragmatyka władz leśnych od dekad. Bez stabilizacji zarządzania, koncepcje, które się pojawiają, znikają w momencie, kiedy przychodzi następca. Każdy chce się wykazać swoją niezbędnością i prawie natychmiastową skutecznością, co w przypadku leśnictwa jest metodą zarządzania fatalną.

Wyłączenie 20% lasów i idea stu rezerwatów mają charakter reaktywny, nie merytoryczny. Koncepcja lasów społecznych to nie jest koncepcja leśników. Przecież wszystkie lasy w Polsce są społeczne. To jest jakieś ustępstwo propagandowe. Koncepcja stu rezerwatów na stulecie Lasów Państwowych podobnie. Nie róbmy stu rezerwatów, róbmy rezerwaty tam, gdzie są potrzebne. Czy władza, która w ten sposób postępuje, udźwignie trudności reformowania w Polsce leśnictwa? Po owocach poznamy.

Konflikt drewno versus ochrona lasu to oś sporu leśników z ekologami. Długo będziemy stać po przeciwnych stronach?

Ochrona przyrody w lasach jest głównym punktem zainteresowania społecznej, ekologicznej strony sporu. Leśnicy pod jej naciskiem, rzadziej z własnej inicjatywy, ustępowali. Przypomnieć trzeba słynne Zarządzenie nr 11 z 1995 r. o prowadzeniu gospodarki leśnej na podstawach ekologicznych. Trzeba by sprawdzić co z tego zarządzenia zostało w praktyce. Powstały Leśne Kompleksy Promocyjne, programy ochrony przyrody w nadleśnictwach, które są częścią PUL-i, powstał program małej retencji i reintrodukcji gatunków takich jak ryś, głuszec, cietrzew, zmniejszenie zrębów zupełnych, ochrona martwego drewna, lasy referencyjne. Jest w tym kilka rzeczy, które wymyślili leśnicy. Są więc pewne gesty z tej strony, wskazujące na pole do współpracy. Na ogół trafiały w próżnię. Organizacje ekologiczne nie ustępowały, raczej usztywniały swoje stanowisko, prezentując często gesty drastyczne, jak przykuwanie się do drzew lub harwesterów czy budowanie „miasteczka” w wydzieleniu 219a w Bieszczadach. Trudno znaleźć w takiej postawie wyciągniętą rękę czy gotowość do porozumienia. Nie chodzi tu o wysłuchanie racji, ale pokonanie przeciwnika. Żeby rozebrać zbudowaną barykadę, trzeba zrobić krok, może kilka, wstecz. Drewno, które dźwigało przecież naszą cywilizację przez stulecia, jest i dzisiaj najbardziej ekologicznym surowcem. Nie musi być wycinane w miejscach, w których inne wartości są ważniejsze. Można to, przy dobrej woli, wspólnie ustalić. Chyba, że nie chodzi o drewno czy ochronę przyrody, a o władzę nad przyrodą i satysfakcjonujący poziom samofinansowania.

Sytuacja przypomina – zachowując wszelkie proporcje – dzisiejsze relacje między panami Premierem a Prezydentem. Każdy ma uzasadnione w różnych sprawach swoje racje, ambicje, honor i powagę urzędu. Porozumienia nie widać. Widać fatalne skutki nieporozumienia.

Stare lasy z dużą ilością martwego drewna to jak przekonuje prof. Rykowski ostoje bioróżnorodności i banki genów. Na zdjęciu las na Mazurach. Fot. Pietus, Dreamstock
Stare lasy z dużą ilością martwego drewna to jak przekonuje prof. Rykowski ostoje bioróżnorodności i banki genów. Na zdjęciu las na Mazurach. Fot. Pietus, Dreamstock

Jak więc zmienić myślenie, żeby umożliwić porozumienie i wypracowanie zmiany modelu leśnictwa?

„Rekomendacje” Narodowego Programu Leśnego z 2015 r., niewiele straciły na aktualności, jeśli chodzi o potrzeby reformowania leśnictwa. Są tam propozycje między innymi nowych relacji człowiek – las, różne koncepcje przyrody i różne perspektywy zarządzania. Kiedy mówimy o zmianie myślenia to szukamy oparcia w nowym podejściu, nowej filozofii przyrody, gdzie każdy las może być przyrodniczą indywidualnością. Tak można uciec od schematów, stereotypów, homogenizacji i uproszczeń, które były i są grzechem gospodarki leśnej. Posthumanistyczny nurt refleksji nad przyrodą, pluralizm antropologiczny wskazuje, że intelektualny fundament strategii zarządzania lasami, należy budować na różnorodności poglądów. Na tej drodze należałoby poszukiwać zgodności interesów człowieka i interesów przyrody i tym samym szukać porozumienia między – użyjmy stereotypów „leśnikami” a „ekologami”. Rysuje się wyraźna ciągłość między posthumanizmemm, np. Donna Haraway, Bruno Latour, fenomenologią ekologiczną i wcześniejszą ideą biofilii Edwarda O. Wilsona. Człowiek nie jest oddzielony od natury a relacja z innymi gatunkami jest pierwotna, kryzys ekologiczny jest też kryzysem relacyjnym. Tak naprawdę nie obserwujemy środowiska z zewnątrz, jesteśmy wpleceni w pole percepcji i nasze doświadczenie jest międzygatunkowe. Takie podejście znosi biegunowy podział na naturę i kulturę, na ochronę i użytkowanie, na las i drewno z lasu. Spróbujmy skorzystać z tego punktu widzenia w drodze do wspólnego działania. Zwłaszcza, że obydwa obszary w ostatecznym rachunku i w odległej perspektywie nie różnią się od siebie i służą obydwu stronom. W tym kierunku wydaje się zmierzać współczesny nurt filozofii środowiskowej lub fenomenologii ekologicznej, który próbuje opisać jak przyroda, las jest przeżywany i współtworzony w bezpośrednim doświadczeniu, zamiast traktować go wyłącznie jako obiekt nauk przyrodniczych lub zasób ekonomiczny. W tym nurcie zrodziły się „kąpiele leśne”, „przyrody alternatywne” czy „czwarty wymiar lasu”. W tym duchu potrzebna jest korekta sposobu myślenia o lasach i leśnictwie.

„Rekomendacje” dotykają kwestii wartości, gospodarki, zmian klimatu i wielofunkcyjności lasów. Pojęcie „wielofunkcyjnej, trwale zrównoważonej gospodarki leśnej” brzmi jak hasło propagandowe, jest mylące i niemerytoryczne. Nietrwałość i zmienność jest wbudowana w istotę przyrody, a lasy z natury rzeczy są wielofunkcyjne. Funkcje się pojawiają, kiedy zaistnieje na nie zapotrzebowanie. Kiedyś nie było „terapii lasem”, dziś jest potrzeba o tym mówić. Dzisiaj słyszymy pytania o inteligencję lasu – bestseller o poszukiwaniu „Matki drzew”, a nawet czy las myśli. Pomijam tu antropologizujące bestsellery Petera Wohllebena w rodzaju „Sekretne życie drzew”.

Historycznie najwcześniej pojawiło się zapotrzebowanie na drewno, to jest główny produkt leśnictwa i tego się nie da zlikwidować. Potrzebna jest dzisiaj refleksja, że do produkcji drewna nie potrzeba lasu. Wystarczą drzewa. Drewno w lesie to zaledwie 15, najwyżej 20% jego wartości, a cała reszta to jest podtrzymywanie życia w biosferze, gdzie wartości lasów są w zupełnie innym miejscu.

Zmiana sposobu myślenia o lesie jest pilna, zwłaszcza dzisiaj, w sytuacji zmian klimatycznych. Tempo zmian jest szybsze niż możliwości adaptacyjne lasów. Mówi się i planuje przyspieszenie przebudowy drzewostanów, co ma być sposobem adaptacji do zmian klimatycznych, a co wiąże się z wycinaniem drzewostanów istniejących. Odczytuję to jako poszukiwanie rekompensaty z tytułu zmniejszenia użytkowania, kiedy mówimy o 20% lasów społecznych. Należałoby zapytać: przebudowa, w jakim kierunku? Czy tradycyjne już zwiększanie udziału gatunków liściastych? Co zresztą robimy już od kilku dekad? Czy informacje o zamieraniu dębów, jesionów, buków, brzóz nie poddają w wątpliwość takiego kierunku przebudowy? Wiara w tworzenie dzisiaj struktury lasu, który ma być odporny na zagrożenia w przyszłym, nieznanym klimacie, jest godna podziwu. Mówiąc o przebudowie w kontekście zmian klimatu, czy nie należałoby dać więcej swobody naturalnym procesom adaptacyjnym?

Z postulatem przebudowy wiąże się postulat zmniejszenia wieku rębności drzew, czego konsekwencją będzie ubytek gatunków, które występują w starzejących się lasach. Pochłanianie dwutlenku węgla przez lasy w Lasach Państwowych spada. Stan leśnych siedlisk Natura 2000 pogarsza się. Czy możemy w ogóle w takich warunkach pozwolić sobie na utrzymanie obecnego poziomu pozyskania drewna?

Nie uciekniemy przed potrzebą drewna dla gospodarki. Ale stare lasy mają swoją ważną, inną rolę. Są potrzebne dla bioróżnorodności i dla bilansu wodnego. Stare lasy to też banki genów. To jest zupełnie inna rola niż tylko pochłanianie CO2. Pochłanianie wiąże się z okresem wzrostu drzew, kiedy mają 20-50 lat, wtedy rzeczywiście więcej pochłaniają. Jest jednak nieakceptowalne, by w miejsce starych lasów sadzić młode, bo wtedy wyemitowalibyśmy to, co tam jest zakumulowane.

Cztery typy zagospodarowania lasu: leśnictwo rezerwatowe, ekosystemowe, drzewostanowe/surowcowe i plantacyjne są propozycją łagodzenia napięć na linii ochrona – użytkowanie oraz konfliktów o lasy i ich role, ale również propozycją adaptacji tym razem gospodarki leśnej do zmian klimatycznych, czyli do różnicujących się warunków środowiska. Potrzebujemy ustanowienia jasnych typów gospodarki leśnej, dla których stworzymy jasne ramy funkcjonowania urządzania, hodowli, ochrony i użytkowania lasów w danym typie czy modelu gospodarowania. Jeżeli stworzymy tego typu dokumenty, to myślę, że i dla leśników, i dla ludzi zainteresowanych ochroną przyrody będzie to schemat czytelny, jasny, łatwy do weryfikacji.

Podkreśla Pan, że drewno to tylko część, około 15% wartości lasu. Jak ocenić resztę: bioróżnorodność, magazynowanie dwutlenku węgla, zdrowie ludzi, retencję wody?

Roberto Costanza, który wartościował usługi ekosystemowe, traktował drewno jako usługę dostawczą i wycenił ją na 14% wartości lasu. Reszta wartości jest nieporównywalnie cenniejsza. Ostatnio pojawiła się praca naukowców z Uniwersytetu w Leeds na temat roli lasów w generowaniu deszczu. Uśredniony metr kwadratowy lasu w strefie tropikalnej generuje 240 litrów opadów rocznie, a w Amazonii to jest nawet 300-350. Przekładając to na wartość pieniężną, lasy Amazonii generują rocznie około 20 mld dolarów korzyści dla rolnictwa brazylijskiego. Wylesianie natomiast Amazonii w ostatnich dekadach zmniejszyło korzyści z generowania opadów o około 5 mld dolarów rocznie. I to jest właśnie ta wartość w momencie, kiedy grożą nam ekstremalne susze czy trudne do przewidzenia powodzie. Przydałyby się takie informacje o polskich lasach. Wiedząc, że las mieszany daje z hektara takie możliwości generowania deszczu, a bór sosnowy czy młodnik liściasty – takie, można byłoby bardziej kierunkowo nimi zarządzać. Ponadto, należy pamiętać – a to wchodzi w zakres zmiany sposobu myślenia – że w lesie tkwią wartości niemierzalne, wartości z tytułu jego istnienia existance values lub non use values – uznali je nawet zakochani w liczbach ekonomiści – a więc wartości estetyczne, moralne, duchowe, kulturowe, emocjonalne, istniejące w czwartym wymiarze. To te wartości miał na myśli Czesław Miłosz porównując wycinanie drzew w Puszczy Białowieskiej do rozbiórki Wawelu na cegły.

Jakie korzyści ma podział na leśnictwo rezerwatowe, ekosystemowe, surowcowe, plantacyjne? Jak miałyby wyglądać proporcje między tymi modelami? Jak wdrożyć taką wizję lasu?

Intencją takiego różnicowania gospodarki leśnej nie jest podział, czyli nawiązywanie do koncepcji leśnictwa separacyjnego. Jest to natomiast próba stworzenia komplementarnego systemu optymalizacji korzyści czerpanych z naturalnych potencjałów, które oferują leśne ekosystemy. Inaczej mówiąc – korzystania z usług ekosystemowych, które byłoby można wzmacniać, ukierunkowywać, pełniej użytkować, może nawet intensyfikować. Które tworzyłyby mozaikę uzupełniających się sposobów gospodarowania w leśnictwie wielofunkcyjnym. Pomocne w realizacji idei byłyby tu istniejące wydzielenia siedliskowo-drzewostanowe, gospodarstwa przewidywane w PUL-ach, czy terytorialnie wydzielone w Regionalizacji przyrodniczo-leśnej, najlepiej zidentyfikowane geo-przyrodniczo mezoregiony. Kluczowe jest dostosowanie, odpowiednio do wymienionych typów gospodarki leśnej, dokumentów operacyjnych – Instrukcji urządzania lasu, Zasad hodowli lasu, Instrukcji ochrony lasu, Zasad użytkowania. Dostosowanie oznacza w zasadzie napisanie od nowa.

Jeśli chodzi o proporcje między wymienionymi, powiedzmy – modelami gospodarki leśnej, to taka przymiarka jest oczywiście możliwa, ale nie rozstrzygająca, zależna od położenia względem terenów zurbanizowanych, rolniczych, przemysłowych, komunikacyjnych, warunków przyrodniczych i wielu innych czynników lokalnych. Trudna do zadecydowania a priori. Zależna również od sytuacji społecznej. Jej wdrażanie mogłoby postępować w miarę kolejnych rewizji planów urządzania. Początek różnicowania gospodarki leśnej mógłby przyjąć kierunkowe proporcje dla kraju: 0,1-0,2-0,6-0,1 tzn.: 0,1 leśnictwa rezerwatowego, 0,2 ekosystemowego, 0,6 drzewostanowego i 0,1 plantacyjnego. Jest to oczywiście propozycja nie poparta żadną analizą, a przyjmując inne założenia mogłaby być zupełnie inna. Myślę, że nawet dla każdego nadleśnictwa byłaby inna.

Kazimierz Rykowski pod drzewem. Fot. Archiwum
Kazimierz Rykowski pod drzewem. Fot. Archiwum

70% powinno stanowić leśnictwo surowcowe?

Tak, razem leśnictwo drzewostanowe i plantacyjne. Chodzi o to, by nie tworzyć na wstępie szoku dla przemysłu. Meblarstwo jest chyba w gospodarce na trzecim czy czwartym miejscu generatorem dochodu. Nie możemy widzieć wyłącznie storczyków czy pachnicy dębowej. 30% byłoby jednak usankcjonowanym leśnictwem ochronnym – rezerwatowym i ekosystemowym. Oczywiście takie proporcje są wstępne i kierunkowe.

Czy leśnictwo plantacyjne miałoby być pomysłem na utrzymanie obecnego pozyskania drewna?

W dużej mierze – tak. 25–35% całego drewna na świecie pochodzi z plantacji lub lasów intensywnie uprawianych. Plantacje zajmują ponad 10% powierzchni lasów świata, a dostarczają około 1/3 drewna przemysłowego, a wielkości te stale rosną. Leśnicy w Polsce zrazili się do leśnictwa plantacyjnego. Władze leśne PRL-u nakazywały nadleśnictwom zakładanie plantacji topoli, co było porażką – nie te odmiany, nie te siedliska, brak ochrony, brak zainteresowania. Obecnie plantacje, a może monokultury, mogłyby zainteresować się modrzewiem, świerkiem, sosną, brzozą, wierzbą, olszą. W tym kierunku można rozwinąć selekcję i nie odrzucać a priori GMT [z ang. Genetically Modified Trees, drzewa zmodyfikowane genetycznie – red.] To mogłoby odciążyć obowiązek dostaw drewna z leśnych ekosystemów. W tej działalności należałoby wejść w kooperację z przemysłem drzewnym i tworzyć wspólne, nowe bazy surowcowe.

Władze leśne mówią, że pozyskujemy tyle, ile wymagają potrzeby hodowlane. To również jest wybieg wizerunkowy. Jeśli zajrzymy do potrzeb hodowlanych, tzn. do zasad, to widzimy, że cały cykl hodowli lasu, począwszy od nasion, a skończywszy na trzebieżach, jest oparty na sztucznej selekcji drzew i drzewostanów, ukierunkowanej na produkcję. Ciągle szukamy najlepszych nasion, najlepszych drzewostanów, najlepszych drzew. A najlepsze to znaczy proste, dobrze przyrastające, z wąską koroną, bezsęczne. Szukamy drzew dorodnych, przyszłościowych – to punkt widzenia przyszłych desek. Wciąż funkcjonuje pojęcie drzew „szkodliwych”, które z lasu usuwamy. Drzewa szkodliwe to przecież przyrodniczy oksymoron.

Mówi Pan o potrzebie zmian w leśnictwie, które wynikają ze zmiany klimatu, presji społecznej, ale jest też kwestia regulacji unijnych. Skąd opór leśników wobec czy to Strategii Bioróżnorodności czy Prawa o odbudowie przyrody?

Władze leśne postrzegają unijne regulacje jako atak na polskie leśnictwo, nawet jako jego likwidację. Minister Jan Szyszko mówił, że w Brukseli nie odróżniają żaby od kornika, a dyrektor Lasów Państwowych Edward Kubica o „nieudacznikach” z Brukseli. Gdy pojawiła się unijna Strategia na rzecz Bioróżnorodności, to w Lasach Państwowych nastąpiła nadzwyczajna mobilizacja i powstały szybkie ekspertyzy podkreślające szkodliwość tego dokumentu dla hodowli i ochrony lasów polskich, wykazujące straty finansowe Lasów Państwowych z tego tytułu. A w ogóle, jako perfidny zamach na najlepsze w Europie leśnictwo. Ustanawianie obiektów ochrony przyrody jest waloryzowane w polskich naukach leśnych jako utracone korzyści. Czy jest ktoś w Lasach Państwowych, kto rozważa, że z tego tytułu mogą być jakieś „nieutracone” korzyści?

Nawet inwestycje Lasów Państwowych w ochronę środowiska, jak dotacje dla parków narodowych czy inwestycje w małą retencję traktowane są przez leśników głównie jako koszty. Ochrona przyrody księgowana jest po stronie kosztów. Jeżeli wniosek o ustanowienie rezerwatu, naukowo umotywowany, traktuje się jako utracone korzyści, a nie zachowane wartości, to znaczy, że myślimy drewnem. To prawda, że nie ma metod wyceny tych zachowanych wartości, ale co robią nauki leśne, żeby je mieć?

Brakuje nam wyliczeń i opracowań korzyści z ochrony lasów?

Dokładniej – z ochrony przyrody w lesie. Mamy apele o ochronę. Mamy protesty, gesty, ale nie mamy badań, np. ile deszczu generują polskie lasy. Wiemy natomiast co stracą Lasy Państwowe, jeżeli zmniejszy się użytkowanie. I to jest zderzenie dwóch wartości. Dlatego potrzebujemy zmiany sposobu myślenia poczynając od tak zwanego programu edukacji leśnej.

Na przykład mówiąc o huraganach, zamiast mówić o naturalnym zaburzeniu, które w ekologii jest szansą na odnowę, pokazuje się „upiorne cmentarzysko drzew”. O wyrębach nadal mówi się jak o leśnych żniwach. W wywiadach z 2025 r. z pracownikami Lasów Państwowych na odpowiedzialnych stanowiskach czytam, że widzą las jak łany zboża3, słucham, że postrzegają las jak „rolnictwo o długim okresie produkcji”, a wycinanie drzew jak żniwa4. Niewiarygodne? To proszę wysłuchać i zajrzeć.

Dość powszechne tego typu myślenie ma miejsce u ludzi, którzy decydują o polskim leśnictwie! Jeżeli absolwenci leśnictwa właśnie w ten sposób widzą las, to w Polsce potrzebna jest czym prędzej głęboka reforma. Należy zmienić programy nauczania, przestać utożsamiać las z drzewostanem, a drewno zacząć traktować jako jedną z usług ekosystemowych.

Oczywiście jest druga strona całej sprawy. Bez decyzji politycznych żadne idee nie staną się prawem. Lasy są łupem wyborczym. Opcja polityczna, która wygrywa wybory dostaje z ich dobrodziejstwem Lasy Państwowe. Dostaje jedną trzecią kraju w zasadzie do dyspozycji, bez specjalnego nadzoru, bez strategii czy jasnego programu do realizacji, z poetyckim prawie przesłaniem – bądźcie sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem. W ten sposób, dyrektor Lasów Państwowych „dobrej zmiany” przychodzi z „własnym programem naprawczym 30 projektów rozwijania systemów funkcjonalnych LP”. Żadnego nie kończy i odchodzi zdymisjonowany wraz ze swoim szefem. I tak za każdym razem trwa zabawa wokół Lasów Państwowych. A ich przyszłość pozostaje kontynuacją teraźniejszości, bo nie ma alternatywy.

Może sytuacja na granicy i głosy o potrzebie spojrzenia na lasy jako źródło bezpieczeństwa militarnego pozwoli nam na reformę?

Trafne spostrzeżenie. Myśląc podobnie, przesłałem do Zespołu ds. rozwoju leśnictwa propozycję do rozważenia – potraktowania lasów, jako przyrodniczej infrastruktury krytycznej, na wzór sieci energetycznej czy komunikacyjnej. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo choćby z tytułu zmian klimatu, na przykład suszy lub powodzi, ale także o sytuację wielostronnego bezpieczeństwa ludności w sytuacji konfliktów wojennych, o bezpieczeństwo militarne, o zagrożenie inwazją, o opór, osłonę i schronienie. Takie podejście do lasów wymagałoby większej uwagi rządu i przesunięcie strategicznych decyzji na wyższy poziom. Definicja infrastruktury krytycznej, zarówno europejska jak i krajowa, mówi o infrastrukturze krytycznej jako elemencie niezbędnym do funkcjonowania społeczeństwa w zagrożeniu. Lasy idealnie wpisują się w taką ramę. Podobnie rolę lasów oceniał prof. Michał Żmihorski mówiąc o przyrodniczym wzmocnieniu granicy wschodniej, żeby uczynić ją bardziej bezpieczną. Również Premier mówił, że gęste, naturalne lasy i bagna będą stanowiły na granicy wschodniej element Tarczy Wschód. Myślenie o lasach jako infrastrukturze krytycznej państwa oznaczałoby potraktowanie lasów jako fundamentu szeroko rozumianego bezpieczeństwa na poziomie obronności, warunków życia i dobrostanu obywateli. Takie myślenie na wyższych szczeblach rządzenia bardzo by się przydało. Zarówno leśnictwu jak i ochronie przyrody.

Dziękuję za rozmowę.

Prof. Kazimierz Rykowski (ur. 1942) – polski leśnik, pracownik naukowy, profesor doktor habilitowany, publicysta. Specjalizował się w fitopatologii leśnej oraz w zagadnieniach związanych z ochroną środowiska i ekologią lasu, różnorodnością biologiczną, ochroną przyrody, problematyką wpływu zmian klimatycznych na lasy oraz naturalnymi zakłóceniami rozwoju lasów. Od 1966 r. pracownik Instytutu Badawczego Leśnictwa. W latach 1986–1990 był kierownikiem Zakładu Fitopatologii Leśnej, a w latach 1992–2008 kierownikiem Zakładu Ekologii Lasu i Łowiectwa. W latach 1991–1998 był zastępcą dyrektora Instytutu do spraw naukowych. Był przewodniczącym Europejskiej Komisji Leśnictwa FAO (1992-1994) oraz członkiem Światowej Komisji Leśnictwa i Trwałego Rozwoju ONZ (WCFSD). Jest członkiem Szwedzkiej Królewskiej Akademii Rolnictwa i Leśnictwa. W latach 1993–1997 był wiceprzewodniczącym Rady Naukowej Europejskiego Instytutu Leśnego w Joensuu w Finlandii (1993-1997). Ekspert w sekretariacie Konwencji o Różnorodności Biologicznej (AHTEG CBD), oraz Grupy Ekspertów ARBOR. Autor ponad 200 publikacji naukowych, artykułów, rozpraw oraz książek.

Wszystkie materiały powstałe w ramach prac nad Narodowym Programem Leśnym dostępne są na stronie ibles.pl/narodowy-program-lesny.

Przypisy:
1. Zarządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 8 października 2025 r. w sprawie powołania Zespołu do spraw rozwoju leśnictwa, sip.lex.pl/akty-prawne/dzienniki-resortowe/powolanie-zespolu-do-spraw-rozwoju-lesnictwa-38962547.
2. Rekomendacje do dalszych prac nad Narodowym Programem Leśnym, opracowanie prof. dr hab. Kazimierz Rykowski, Instytut Badawczy Leśnictwa, 2016, ibles.pl/wp-content/uploads/2025/01/rekomendacje.pdf.
3. Robert Grzeszczyk, Na czym polega las – emocjonalny wykład Jana Kosiorowskiego, Polska w lesie, 19.07.2019, polskawlesie.pl/na-czym-polega-las-emocjonalny-wyklad-jana-kosiorowskiego.
4. Po to siedzi Matecki? Zwolniony leśnik: ukradną Lasy, majątek równy Elona Muska |Wywiad z chuliganem, Telewizja Republika, youtube.com/watch?v=ac4otkYIRug