DZIKIE ŻYCIE

Wiosna

Adam Barcikowski

Permakultura nadziei

Wiosna wydaje się w tym roku bardzo odległa. W wielu miejscach w Polsce mróz jest obecny od końca grudnia. Często chwyta mocniej niż zwykle i nie chce puścić, a zima sypała śniegiem znienacka i obficie, zaskakując nie tylko drogowców.

Taka zima, jakiej doświadczamy w tym roku, jakkolwiek może i bywała już kiedyś w kraju, niezmiennie na wsi, w gospodarstwie, sprawia, że wszystkie codzienne czynności stają się o jeden poziom trudniejsze. Zamarzająca woda, dbanie by zwierzęta miały pożywienie i suchą ściółkę, znowu zamarzająca woda, trudności z odpaleniem maszyn na mrozie, odśnieżanie, czasem kilka razy dziennie, znowu zamarzająca woda, ogrzewanie i tak dalej. Jedna po drugiej, każda z tych rzeczy przypomina tylko jak bardzo jesteśmy zależni od tego, co jest wokół nas. Bez względu na to, jak grube ściany wybudujemy wokół swoich pokoi, minus trzydzieści stopni i tak będzie problemem.

Owce wyglądają wiosny. Fot. Anna Korn-Barcikowska
Owce wyglądają wiosny. Fot. Anna Korn-Barcikowska

W taką zimę życie na wsi czasem zamiera niemal zupełnie. Są wieczory, gdy tylko gdzieniegdzie szczeknie pies, a jedynym śladem obecności ludzi jak okiem sięgnąć są tylko cienkie smużki dymów z kominów. W mieście natomiast życie toczy się dalej. Owszem jest zimno, czasem spóźni się tramwaj, ale generalnie sprawy biegną w miarę normalnym rytmem.

Przedmieścia natomiast są gdzieś po drodze, jak zwykle. Chociaż tutaj wydaje się, że głównym problemem są wydłużone czasy dojazdu.

W ostatnim tekście z cyklu „Permakultura nadziei” chciałbym przypomnieć jeszcze raz, jak może wyglądać permakultura na wsi, w miastach i na terenach podmiejskich oraz zaproponować, jak te elementy mogą się uzupełniać, nie tylko zimą.

Na początek przenieśmy się na wieś. Obecnie obszary wiejskie funkcjonują jako swojego rodzaju podwykonawcy w modelu gospodarczym opartym o zysk. Wieś dostarcza bowiem podstawowych produktów rolnych dla społeczeństwa konsumpcyjnego. Niemniej w dłuższym okresie jest to nie do utrzymania ponieważ produkcja rolna, aby uzyskiwać większy zysk zmierza do coraz większej intensyfikacji działalności, chemizacji oraz mechanizacji procesów produkcyjnych. Oczywiście na to wszystko nakłada się postępujące zwiększanie powierzchni dużych gospodarstw i stopniowe upadanie tych mniejszych. Wszystkie te procesy odbywają się kosztem skończonych zasobów takich jak paliwa kopalne, bioróżnorodność, kondycja mikrobiologiczna gleby, ale również jakość życia lokalnych społeczności. To ostatnie może być najlepiej widoczne, gdy wyobrazimy sobie wiele miejsc w Polsce, w których powstają przemysłowe fermy drobiu. Stawiają je nie lokalni gospodarze, ale spółki, coraz częściej ogromne koncerny, które z lokalną społecznością nie mają nic wspólnego. Widzą daną lokalizację jedynie jako pozycję w arkuszu kalkulacyjnym. Natomiast lokalni mieszkańcy ponoszą koszty tej działalności.

W tym kontekście wydaje się, że wieś jest czymś odrębnym, stanowiącym coraz częściej nie komórkę społeczno-gospodarczą, ale raczej lokalizację inwestycji, której celem jest zaspokajanie potrzeb innych. Nie jest to ani korzystne, ani trwałe w dłuższym terminie, nie mówiąc już o braku zrównoważenia środowiskowego i społecznego.

Może wobec tego powstać pytanie, w jaki sposób zmienić ten niekorzystny trend. Część rozwiązań dostarcza wprost permakultura. Będą to m.in.: wdrożenie metod produkcji opartych na cyrkularnym wykorzystaniu zasobów, dbanie o wzrost bioróżnorodności przy okazji wytwarzania produktów spożywczych czy oparcie metod produkcji na procesach charakteryzujących się niskim zapotrzebowaniem energetycznym. Trudno w tym miejscu podać konkretne techniki, które mogą zostać zastosowane w projektowaniu zrównoważonego środowiska wiejskiego, opartego o zasady permakultury, z uwagi na to że powinny być one dostosowane do konkretnych warunków lokalnych. Niemniej, trzymanie się podstawowych zasad permakultury, w tym dążenie do wzrostu poziomu produkcji ekosystemu, przy zmniejszaniu nakładów energetycznych pochodzących spoza danego systemu może być pewną wskazówką. Przy takim założeniu inwestycje rolne wielkich koncernów nie mogą się odnaleźć.

Naturalnie nie są to metody, które z roku na rok dadzą jednorazowy zysk finansowy porównywalny z produkcją przemysłową, niemniej zapewnią stale rosnący poziom produkcji oraz jej stabilność i odporność na zmieniające się warunki. Po zaspokojeniu potrzeb lokalnej społeczności, nadwyżki mogą być przekazywane na zewnątrz, niemniej nie powinno być to głównym celem produkcji na terenach wiejskich. Zamiast tego, tereny wiejskie powinny produkować przede wszystkim na potrzeby społeczności lokalnych oraz przyszłych pokoleń. Dopiero po zaspokojeniu tych potrzeb mogłoby nastąpić dzielenie się wytworzonym nadmiarem.

W związku z tym, wydaje się że konieczne jest odcięcie terenów wiejskich od efektywności mierzonej zyskiem finansowym. Niemniej nie może się to odbyć bez zwiększenia samowystarczalności żywnościowej pozostałych uczestników życia społecznego i gospodarczego, w tym przede wszystkim terenów podmiejskich oraz miejskich.

W przypadku terenów podmiejskich, możemy mieć do czynienia z pewnymi negatywnymi skutkami w zakresie zarówno samowystarczalności miast, jak i wsi. Z jednej strony bowiem rozwój terenów podmiejskich powoduje pozbawienie miast naturalnych terenów niezagospodarowanych urbanistycznie oraz wykorzystywanych do produkcji żywności. Z drugiej strony, tereny podmiejskie powodują w pewnym stopniu utrudnienie produkcji żywności lokalnie, na małą skalę na wsi. Powodem tej ostatniej cechy jest wzrost cen gruntów na wsi, w miarę zbliżania się terenów podmiejskich i pozwolenia ze strony władz lokalnych na przeznaczanie gruntów rolnych pod zabudowę. W takiej sytuacji, coraz trudniej jest podjąć działalność rolniczą na małą skalę z uwagi na konieczność inwestycji coraz większego kapitału w coraz mniejszy obszar. Jednocześnie rozrost małych miast i terenów podmiejskich powoduje oddzielenie terenów wiejskich od rynków zbytu w miastach poprzez zwiększenie odległości, ale też zaburzenie więzi społecznych, w tym zanikanie bezpośredniego kontaktu między gospodarzami a mieszkańcami miast.

Niemniej te negatywne cechy rozwoju terenów podmiejskich można wykorzystać dla polepszenia warunków samowystarczalności zarówno na wsiach, jak i w miastach.

Po pierwsze, na terenach podmiejskich, mimo wszystko, wiele działek ma powierzchnię wystarczającą do własnej produkcji żywności. Przy zastosowaniu odpowiednich metod uprawy i hodowli dla rodziny wystarczy już pięćset metrów kwadratowych terenu. Jeśli choć niewielki ułamek mieszkańców terenów podmiejskich przeznaczy dostępne im tereny na uprawę, byłby to bardzo istotny krok w kierunku samowystarczalności i odcięcia od systemu przemysłowej hodowli i uprawy, który z kolei obciąża wieś. Zastosowanie różnych technik opisanych w ramach permakultury może w tym pomóc.

Po drugie, lokalizacja pomiędzy terenami wiejskimi z jednej strony a dużymi miastami z drugiej strony może pozytywnie wpływać na polepszenie komunikacji pomiędzy producentami a konsumentami. Większość mieszkańców terenów podmiejskich na co dzień pracuje w miastach. W konsekwencji posiadają oni kontakty w miejskim środowisku. Nawet jeśli każdy z mieszkańców przedmieść posiadałby kontakt tylko z najbliższymi współpracownikami, to i tak dałoby to dość istotną liczbę potencjalnych klientów na produkty rolne. Stworzenie lokalnej przestrzeni, jak choćby rynek rolny w danej gminie podmiejskiej może znacząco ułatwić kontakt rolników z mieszkańcami przedmieść. Jednocześnie, w ten sposób produkty lokalne do pewnego stopnia nie będą konkurowały na tym samym rynku, co produkty rolnictwa i hodowli przemysłowej, z uwagi na to, że nie będą obecne w marketach i dyskontach, ale wciąż znajdą rynki zbytu.

Jakkolwiek tereny podmiejskie mogą odegrać istotną rolę w zmianie paradygmatu produkcji żywności, wydaje się że to zwiększenie poziomu samowystarczalności żywnościowej miast jest jednym z istotniejszych elementów. Bez tego wieś, będąc pod presją rynku, może pozostać w procesie powolnego upadku. Jednocześnie, zmiany dokonywane na wsiach, poprzez odejście od produkcji rolnej dla rynku globalnego, na rzecz produkcji na własne potrzeby oraz sprzedawanie nadwyżek lokalnie, mogą również pociągnąć za sobą łatwiejsze zmiany w miastach. Może się tak stać głównie dlatego, że zwiększy się dostępność żywności produkowanej lokalnie w okolicy miast, w czym niebagatelny udział mogą wziąć również tereny podmiejskie i przedmieścia.

Jedną z najważniejszych rzeczy, które mogą spowodować, a co ważniejsze, utrzymać pozytywne zmiany trendów w miastach, jest świadomość ich mieszkańców, przede wszystkim w zakresie powiązania ludzi z Naturą oraz przybliżania ich do produkcji żywności. Oderwanie mieszkańców miast od tych dwóch elementów może być bowiem główną przeszkodą na drodze do samowystarczalności miast i zmiany sposobu produkcji żywności w ogóle. Ludzie, dla których Natura nie jest częścią życia i którzy nie mają pojęcia, w jaki sposób wytwarza się najbardziej podstawowe produkty spożywcze, nie widzą większej potrzeby rezygnacji z modelu przemysłowego. W tym kontekście istotna wydaje się praktyka, realizowana na miejscu, w miastach, poprzez produkcję żywności oraz wymianę produktów i wiedzy.

W miastach, wbrew pozorom, jest dość dużo miejsca do lokalnej produkcji żywności. Ogródki osiedlowe, balkony, trawniki przed blokami czy nawet dachy użytkowe niektórych budynków mogą przy odrobinie uwagi stać się wspólnymi ogrodami. Jednocześnie, wiele miast (w tym nawet tak duże jak Warszawa) formalnie nie zabrania hodowli zwierząt takich jak kury czy nawet kozy, przy zachowaniu kilku sensownych warunków bezpieczeństwa.

Dopełnieniem lokalnych ośrodków produkcji osiedlowej mogą być miejsca wymiany, zarówno produktów, materiałów, jak i wiedzy. Na poszczególnych osiedlach czy też w skali dzielnic można organizować niewielkie ryneczki, na których nadwyżki produkcji poszczególnych osiedli mogą podlegać wymianie. W tych samych miejscach można organizować okresowe targi z żywnością lokalną, z terenów miejskich czy też podmiejskich. Przestrzeń wymiany handlowej można natomiast uzupełnić o miejsca wymiany wiedzy i doświadczeń, w których mieszkańcy mogą się dzielić informacjami.

Gdy złączymy wszystko to w jedną całość, możemy sobie wyobrazić efekt w postaci zwiększonej samowystarczalności zarówno miast, jak i terenów wiejskich i podmiejskich. Ponadto, poprzez zmniejszenie popytu na produkcję przemysłową, zmniejszy się presja na środowisko naturalne oraz lokalne społeczności, a w jej miejsce powrócą: Natura, relacje i współpraca sąsiedzka.

Jakkolwiek może się wydawać, że to tylko wizja, której daleko do realizacji, to niczemu to nie szkodzi. W końcu już sama myśl, że kiedyś w końcu na suchych patykach pojawią się liście, zakwitną kwiaty i powróci słońce wydaje się w obecnych warunkach absurdalna. Akceptujemy ją chyba tylko z uwagi na coroczne doświadczenie, ale jeśliby spojrzeć na sytuację w oderwaniu od poprzednich lat, wiosna byłaby tylko marzeniem i wizją przyszłości. Niemniej niezmiennie przychodzi. Wystarczy mieć Nadzieję, a i inne wizje przyszłości nie będą całkiem wykluczone. Zupełnie jak wiosna.

Adam Barcikowski

Adam Barcikowski – doktor nauk prawnych i ekonomista, projektant permakultury, prowadzi gospodarstwo w oparciu o zasady permakultury i rolnictwa regeneratywnego „Naturalna Farma”, autor powieści i opowiadań fantastycznych.