Miesięcznik Dzikie Życie

6/300 2019 Czerwiec 2019

Ochrona łosia w Ukrainie. Nieostatnia bitwa

Krzysztof Wojciechowski

W marcu 2018 r. obwieściliśmy triumfalnie na łamach „Dzikiego Życia”, że łoś w Ukrainie wreszcie znalazł się pod należytą ochroną („Ukraińskie łosie pod ochroną!”). Przypomnijmy: 28 grudnia 2017 r. zostało zarejestrowane w Ministerstwie Sprawiedliwości Ukrainy zarządzenie Ministra Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy o wpisaniu łosia do Czerwonej Księgi Ukrainy z dnia 19 grudnia 2017 r. Nr 481.

Tym samym łoś stał się w Ukrainie gatunkiem chronionym, ponieważ zgodnie z ustawodawstwem tego kraju każdy gatunek wpisany do Czerwonej Księgi Ukrainy podlega ochronie prawnej (w Ukrainie nie ma rozporządzeń o chronionych gatunkach, ich rolę pełni właśnie Czerwona Księga Ukrainy). Ten akt, w połączeniu z obowiązującym w naszym kraju moratorium na odstrzał łosia, stwarzał dla tego gatunku niebagatelną, bo obejmująca znacznie ponad 900 tys. kilometrów kwadratowych przestrzeń, na której na łosia polować nie wolno. Polska i Ukraina mogły się zatem stać prawdziwymi matecznikami tego gatunku dla innych regionów Europy. Niestety okazało się, że nasz optymizm był nieco przedwczesny. Oczywiście obrońcy przyrody z Ukrainy liczyli się z tym, że zwolennicy strzelania do tego zwierzęcia „nie odpuszczą” tak łatwo, ale nie sądzili zapewne, że „kontrofensywa” nastąpi tak szybko.

Myśliwi idą do sądu

Na reakcję myśliwych nie trzeba było długo czekać. 8 maja 2018 r. Towarzystwo z ograniczoną odpowiedzialnością „METOS”, będące gospodarstwem myśliwskim działającym w rejonie wyszgorodzkim obwodu kijowskiego, złożyło w Okręgowym Sądzie Administracyjnym w Kijowie (dalej OSA) pozew przeciw Ministerstwu Ekologii i Zasobów Naturalnych oraz Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, z żądaniem:

  • uznania za bezprawne i skasowania podania Narodowej Komisji ds. Czerwonej Księgi Ukrainy dotyczącego wpisania łosia europejskiego do Czerwonej Księgi Ukrainy z kategorią „wrażliwy”,
  • uznania za bezprawne i skasowania zarządzenia Ministra Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy o wpisaniu łosia do Czerwonej Księgi Ukrainy z dnia 19 grudnia 2017 r. Nr 481,
  • zobowiązania Ministerstwa Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy do wykreślenia łosia europejskiego z Czerwonej Księgi Ukrainy jako gatunku o kategorii „wrażliwy”.

Okręgowy Sąd Administracyjny Kijowa uchwałą z 14 maja 2018 r. uznał pozew za zasadny i przyjął go do rozpatrzenia wyznaczając termin posiedzenia na 28 września 2018 r. Mimo, że Sąd nie ogłosił jeszcze swojej decyzji, „po kraju” już przebiegła pogłoska, że łoś został z Czerwonej Księgi Ukrainy wykreślony. Prognozy były nieoptymistyczne dla obrońców łosia. Mówiono, że sprawą zajmuje się sędzia-myśliwy, a to nie mogło dawać nadziei. Dnia 26 listopada 2018 r. obrońcy przyrody zorganizowali pikietę pod OSA Kijowa domagając się podtrzymania zarządzenia Ministra Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy i uchylenia pozwu myśliwych. Na tę pikietę przyszli jednak również myśliwi. Jeden z nich w obecności dziennikarzy oblał obrońców łosia zielenią brylantową (używany dawniej także w Polsce środek antyseptyczny, na Wschodzie wciąż w użyciu, również jako „zamiennik” naszego obrzucania przeciwnika jajkami lub pomidorami). Doszło do przepychanek i gróźb słownych. Przyrodnicy zgłosili zajście policji, ta co prawda 3 grudnia wszczęła dochodzenie, jednak wkrótce zostało ono zamknięte. Dopiero pikieta przed Prokuraturą Okręgową Kijowa oraz fakt zwrócenia się do organów ochrony prawa przez narodowych deputowanych: Ostapa Jednaka, Ihora Łucenkę, Borysa Berezę, Aleksieja Lenskiego i deputowaną Kijowskiej Rady Miejskiej Olesię Pinzenyk o podjęcie działań w celu pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców napadu na pikietujących, zmusiła stróżów prawa do kontynuowania dochodzenia. W konsekwencji prowokator został zidentyfikowany i zatrzymany. Okazał się nim Oleksandr Łysow, myśliwy posiadający świadectwo myśliwego wydane w 2015 r. przez Państwową Agencję Zasobów Leśnych Ukrainy.

Obrazek

Para łosi. Fot. Radosław Miazek

Czarne prognozy obrońców łosi jednak się sprawdziły – 27 listopada 2018 r. sędzia OSA Kijowa Aleksiej Ogórcow ogłosił wyrok OSA Kijowa przychylny dla myśliwych. Łoś miał zostać wykreślony z Czerwonej Księgi Ukrainy, zaś zarządzenie Ministerstwa Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy skasowane. Warto przy tej okazji napisać dwa słowa o samym sędzim Ogórcowie. Otóż trafne okazały się przewidywania przyrodników, że sprawą zajmie się sędzia-myśliwy. Aleksiej Ogórcow zdobył uprawienia myśliwskie w 2010 r., od tego czasu był aktywnym myśliwym. Był niestety też bardzo „nieuważny” bo tzw. kontrolne karty, na których była wpisana zwierzyna jaką pozyskał oraz ewentualne naruszenia zasad polowania zwykle… gubił. Dość powiedzieć, że w zasobach Państwowej Agencji Zasobów Leśnych, odpowiedzialnej za gromadzenie takiej dokumentacji, nie ma ani jednej karty kontrolnej myśliwego Ogórcowa. Osobą sędziego zainteresowano się szerzej po „łosiowym wyroku”. W Internecie ukazał się artykuł autorstwa Wasilija Gajdara „Sprawa łosi i sędziów-myśliwych: nadrzędność prawa czy konflikt interesów”, w którym dowodzi on, że zgodnie z obowiązującym w Ukrainie prawodawstwem sędzia Ogórcow nie miał prawa stanowić w sprawie łosia gdyś był to jawny konflikt interesów. Artykuł dostępny jest pod adresem: protocol.ua/ua/delo_losey_i_sudey_ohotnikov_verhovenstvo_prava_ili_konflikt_interesov/.

Obrońcy bronią łosi

Zrozumiałym jest, że obrońcy łosia nie mieli zamiaru siedzieć z założonymi rękami. Wyrok sędziego Ogrócowa został zaskarżony. Przede wszystkim stronami w sprawie były instytucje pozwane przez myśliwych, czyli Narodowa Akademia Nauk Ukrainy i Ministerstwo Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy. Z czasem jednak główny „sprawca” wniesienia łosia do Czerwonej Księgi Ukrainy, czyli Kijowskie Centrum Ekologiczno-Kulturalne, również zostało uznane przez sąd za stronę w sprawie. Sąd apelacyjny zajął się rozpatrywaniem sprawy natomiast obrońcy łosi rozpoczęli aktywną kampanię informacyjną i medialną. Już 3 grudnia 2018 r. przedstawiciele MEiZN Ukrainy wraz z organizacjami pozarządowymi przeprowadzili w centrum informacyjnym UNIAN konferencję prasową w obronie łosi. Kolejna konferencja prasowa miała miejsce 17 grudnia 2018 r. Natomiast na początku lutego 2019 r. w Agencji Informacyjnej INTERFAX zorganizowano okrągły stół o ochronie łosi. Myśliwi, którzy dostali się do sali spotkania, nie skorzystali z okazji do zaprezentowania własnych argumentów natomiast urządzili skandal. 12 lutego w centrum UNIAN zorganizowano kolejną konferencję w obronie łosi, zaś w okresie od stycznia do marca miało miejsce kilka posiedzeń OSA m. Kijowa, który nadal prowadził sprawę Nr 2, funkcjonującą już pod hasłem „sprawy łosi”. W posiedzeniach tych brali udział przedstawiciele organizacji przyrodniczych.

Obrazek

Cena za głowę każdego z takich rogaczy to minimum 500 euro. Fot. Radosław Miazek

Ofiarne starania obrońców łosi przyniosły pozytywny efekt. 3 kwietnia 2019 r. Okręgowy Sąd Administracyjny m. Kijowa uchylił pozew Towarzystwa z ograniczoną odpowiedzialnością „METOS” przeciwko Narodowej Akademii Nauk Ukrainy i MEiZN Ukrainy wymagający wykreślenia łosia z Czerwonej Księgi Ukrainy. Była to dopiero pierwsza wygrana bitwa, sprawa trafiła bowiem do VI Sądu Apelacyjnego m. Kijowa, który mógł skierować ją do ponownego rozpatrzenia. Nie uczynił tego bowiem po 3-godzinnym posiedzeniu 8 kwietnia 2019 r. uchylił wyrok OSA m. Kijowa, na mocy którego łoś miał być wykreślony z Czerwonej Księgi Ukrainy. Tym samym to piękne zwierzę zostaje uznane za gatunek podlegający ochronie w Ukrainie. Zwycięstwo to nie mogło być możliwe bez zaangażowania i wspólnej walki „zjednoczonych sił obrony łosi”: Ministerstwa Ekologii i Zasobów Naturalnych Ukrainy, Ministerstwa Rolnictwa Ukrainy, Kijowskiego Centrum Ekologiczno-Kulturalnego, Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, organizacji Otwarte Klatki. Wielka wdzięczność należy się prawnikom, którzy bronili łosi, zwłaszcza adwokatowi z Połtawy W. Gajdarowi.

Zasłużony dla ochrony przyrody Ukrainy, dyrektor Kijowskiego Centrum Ekologiczno-Kulturalnego Władimir Borejko skomentował wyrok sądu w sposób następujący: „To była ciężka walka dobra ze złem, żywych z martwymi, obrońców zwierząt z zabójcami zwierząt. Zwyciężyliśmy. Łoś zostaje w Czerwonej Księdze. Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami”.

Przyjdzie jeszcze powalczyć

Kolejny sukces ukraińskich obrońców przyrody jest bez wątpienia efektem ich konsekwentnych i bezkompromisowych działań. Jednak do pełnej i realnej ochrony gatunku w Ukrainie potrzeba – jak sądzi Władimir Borejko – rozwiązania jeszcze przynajmniej dwóch ważnych kwestii. Pierwsza dotyczy prawa. Mimo, że łoś na mocy prawa znalazł się na liście gatunków chronionych, to jakby to dziwnie nie zabrzmiało, wciąż obowiązują zarządzenie Państwowego Komitetu Gospodarki Leśnej Nr 26 z dnia 28 lutego 2002 r. „O zatwierdzeniu cen granicznych trofeów myśliwskich pozyskiwanych przez obcokrajowców oraz granicznych taryf cenowych za świadczone na ich rzecz usługi”. A zgodnie z tym zarządzeniem wciąż aktualna jest cena za „głowę łosia”. Według oficjalnych taryf zagraniczny myśliwy zabijając w Ukrainie łosia o porożu ważącym minimum 6 kg powinien zapłacić 1300 euro (!) – to jest według aktualnego kursu hrywny ponad 40 000 hrywien. Odstrzeliwując łosia o najlichszym nawet porożu płaci 600 euro zaś odstrzeliwując klępę lub łoszaka – 200-300 euro. I prawo to nadal obowiązuje. Podobna sytuacja zachodzi w przypadku innego aktu prawnego. Otóż łoś nadal figuruje w artykule 19 Ustawy Ukrainy „O gospodarce łowieckiej i polowaniach”, jako gatunek łowny, na którego można polować w okresie od sierpnia do stycznia. Usunięcie zapisów z obu tych aktów prawnych jest palącą koniecznością dopełnienia prawnej ochrony łosia.

Obrazek

Łosie, do których się nie strzela stają się bardziej ufne. Fot. Radosław Miazek

Osobną kwestię stanowi zaś wdrożenie ochrony łosia w praktyce. Brak realnej kontroli gospodarki łowieckiej, jak również de facto nie funkcjonująca inspekcja ekologiczna rodzi obawy, że ochrona łosia w Ukrainie pozostanie tylko na papierze. Zdaniem przyrodników niezbędnym działaniem mającym poprawić realną ochronę łosi w terenie jest demontaż ambon myśliwskich wokół miejsc ich bytowania. A takich mateczników łosiowych nie ma w Ukrainie wiele, bowiem łoś żyje jedynie na Polesiu. Głównymi ostojami łosia są: w obwodzie wołyńskim – Szacki Park Narodowy, w obwodzie rówieńskim – Rówieński Zapowiednik, w obwodzie żytomierskim – Poleski Zapowiednik, w obwodzie kijowskim – Czerneński Zakaznik i w obwodzie czernihowskim – Merzreczenski Regionalny Park Krajobrazowy. Zwłaszcza ten ostatni obszar obejmujący prawie 80 tys. hektarów dzikich, podmokłych terenów położonych międzyrzeczu Dniepru i Desny jest prawdziwym matecznikiem łosi w Ukrainie. Szacuje się, że zimą przebywa tu ponad sto osobników. I to właśnie w tym parku wokół łosiowych bagien myśliwi ustawili ponad 30 ambon z których w ciągu ostatnich 7 lat upolowali wg oficjalnych danych 70 łosi, a zdaniem przyrodników mogło ich być nawet 200. Stąd też podjęto aktywną kampanię skierowaną do organizacji myśliwskich mającą na celu usunięcie obecnie już bezprawnie stojących ambon myśliwskich. Kampania prowadzona przez KCE-K wraz z Agencją Informacyjną „Aktywni Obywatele” oraz Państwową Inspekcją Ekologiczną przyniosła już pewne efekty. Gospodarstwa łowieckie: „Tużar”, „Werszyna” i „Gonczarowskie” same usunęły swoje ambony z terenu Merzreczenskiego Regionalnego Parku Krajobrazowego. Podobne działania powinny być przeprowadzone (i z całą pewnością będą) również w innych ostojach łosia, jeżeli ochrona tego gatunku w Ukrainie nie ma pozostać jedynie martwą literą prawa.

Ukraińskim obrońcom przyrody po raz kolejny udało się osiągnąć sukces. To zwycięstwo nie do przecenienia, zwłaszcza, że uzyskane zostało w niełatwych warunkach prawnych, społecznych i gospodarczych. Bez wątpienia należy się im wielka wdzięczność ze strony wszystkich, nie tylko miłośników „niezgrabnych roślinożerców”, ale i tych, którym los całej przyrody nie jest obojętny. Koledzy i koleżanki ukraińscy wygrali mając przeciw sobie silne lobby myśliwskie i system prawny i społeczny, który jakże często i chętnie przedstawiany jest w Polsce jako jedna, wielka korupcyjna machina. A czy nam w kraju unijnym, o „zachodnich standardach”, uda się obronić łosie przed coraz to nowymi zakusami wznowienia polowań?

Krzysztof Wojciechowski

Strona kampanii „Ocalimy łosia w Ukrainie!” (w języku rosyjskim): ecoethics.ru/category/campaignsnews/saveelk

Autor przekazuje serdeczne podziękowania dla Radosława Miazka za udostępnienie pięknych fotografii łosi. Więcej podobnych fotografii i filmów tych pięknych ssaków można oglądać na profilu FB #JESTEMZŁOSIEM – o łosiu i dla łosi: facebook.com/groups/2233163306956079/